Rozklejone nanomaszyny
11 styczeń 2009
Jeśli od dłuższego już czasu zastanawiacie się nad dobrą nazwą dla tworzonej przez was firmy, nie zapomnijcie o wstawieniu do niej członu “nano”, nawet jeśli będzie to zupełnie nieadekwatne do tego, czym przedsiębiorstwo miało by się zajmować. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku tak do niedawna modnego pojęcia “Web 2.0″ w Internecie, nanotechnologia to pojęcie, które w inwestorach przy kasie wywołuje podwyższone ciśnienie i – wszystko jedno czy istnieją jakiekolwiek szanse na sukces przedsięwzięcia – zmusza ich do pakowania ogromnych funduszy w każdy interes, który nanotechnologią się ma parać.
Czym w ogóle jest nanotechnologia? Jak podpowiada sam przedrostek, jest to dziedzina techniki, która zajmuje się strukturami o mikroskopijnych rozmiarach, mierzonych w nanometrach (przy czym 1 nanometr to 10-9 metra, inaczej mówiąc jedna miliardowa metra). Sprowadza się to właściwie do manipulowania pojedynczymi atomami i cząsteczkami w celu wykorzystania ich do ściśle określonych zastosowań. Pomijając już istniejące i praktycznie stosowane rozwiązania w tej dziedzinie (jak choćby nanorurki i tym podobne świństwa), naukowcom jak i biznesmenom marzy się coś, co jak dotąd wydaje się jeszcze odległą pieśnią przyszłości – tworzenie maleńkich mechanizmów i maszyn, które w tej niewyobrażalnie małej skali mogłyby wykonywać najróżniejsze zadania (chociażby jako “roboty naprawcze” czy “posłańcy” dostarczające leki do ściśle określonych miejsc organizmu). Jednym z powodów, dla których rozwój nanotechnologii w tym kierunku napotyka wielkie problemy, jest tzw. efekt Casimira.
W 1946 roku niejaki Hendrik Casimir, holenderski fizyk teoretyk, analizując konsekwencje słabo wówczas jeszcze poznanej mechaniki kwantowej przewidział, że pomiędzy dwiema płytkami wykonanymi z przewodnika, które nie są naładowane elektrycznie, powinno pojawić się tajemnicze przyciąganie, zbliżające je do siebie, co ważne, nie mające nic wspólnego z przyciąganiem grawitacyjnym. Przyciąganie to ma bardzo egzotyczne pochodzenie, którego wolałbym tutaj zbytnio nie zgłębiać, bo mógłbym brzydko ugrząznąć – wystarczy powiedzieć, że tzw. cząstki wirtualne, powstające pomiędzy płytkami w wyniku fluktuacji kwantowomechanicznych, powodują, iż pojawia się się różnica ciśnień pomiędzy obszarem między płytkami a obszarem na zewnątrz, i ciśnienie to powoduje wspomniane przyciąganie. Brzmi dziwnie? Z pewnością, tylko w zasadzie co w przypadku mechaniki kwantowej nie brzmi dziwnie…
Casimir przyjął w swych rozważaniach, że mamy do czynienia z idealnie gładkimi, doskonale przewodzącymi płytkami, które do tego schłodzone są do temperatury zera absolutnego. W 1956 roku fizyk z ZSRR, Eugeniusz Lifszyc, uogólnił przewidywania Casimira na rzeczywiste materiały. Przy okazji przepowiedział jednak również, że poza siłą przyciągającą, przewidzianą przez Casimira, musi również istnieć siła skierowana przeciwnie, odpychająca, ale tylko w przypadku substancji o ściśle dobranych właściwościach dielektrycznych (czyli o odpowiednim przewodnictwie). Z tego względu, mówiąc o sile przyciągającej, mówimy o efekcie Casimira, natomiast kiedy rozmawiamy o sile odpychającej, stosuje się określenie efektu Casimira-Lifszyca.
Jaki to ma związek z nanotechnologią? Zarówno efekt Casimira jak i ten przewidziany przez Lifszyca to efekty, w których siły występujące są niezmiernie małe, do tego są zauważalne w przypadku struktur o wielkości maksymalnie 1 mikrometra (jednej milionowej metra). Z tego też względu aparatura pomiarowa, dostępna swego czasu obu naukowcom, nie pozwalała nawet na jego eksperymentalne potwierdzenie – efekt Casimira został tak naprawdę potwierdzony w eksperymencie zaledwie 12 lat temu w USA. Jednak zauważmy jedno – nanotechnologia, jak wspomniałem wcześniej, między innymi ma być technologią, która pozwoli nam na tworzenie nanometrowych maszyn, w których siłą rzeczy, jak to w maszynach, muszą istnieć również części ruchome. I tutaj pojawia się bardzo kłopotliwy związek pomiędzy efektem Casimira i nanotechnologią – maleńkie maszyny nie mogą działać, bo ze względu na siłę Casimira ich elementy zamiast pozostawać w ruchu, dosłownie “sklejają się” ze sobą. To jeden z największych problemów tej dziedziny techniki. Podobnie jak w przypadku miniaturyzacji komputerowej, istnieje pewna granica, której dotąd nie można pokonać – poniżej pewnej wielkości elementów takich nanomaszyn siła Casimira staje się decydująca i “psuje” konstrukcje naukowców.
No dobrze – może ktoś powiedzieć – mamy jednak dwie siły: przyciągającą i odpychającą, nie dałoby się tego jakoś wykorzystać? Otóż tak, i jest to spora szansa na przełom w nanotechnologii. Zupełnie niedawno bowiem po raz pierwszy w eksperymencie potwierdzono istnienie efektu Casimira-Lifszyca.
Naukowcy z Harvard University w Cambridge we współpracy z amerykańską instytucją National Institutes of Health (NIH) dokonali właśnie takiego wyczynu. Lifszyc przewidział, że siła odpychająca pojawić powinna się wtedy, gdy pomiędzy dwoma materiałami (o stałych dielektrycznych, nazwijmy je tak, A i B) pojawi się materiał trzeci o stałej dielektrycznej C i gdy, przykładowo, będzie istnieć taka zależność: A > C > B. Naukowcy dobrali więc materiały następująco: pomiędzy płytką kwarcową a plastikową kulką, pokrytą złotem, umieszczono warstwę pewnego płynu, bromobenzenu. Kuleczkę, wielkości zaledwie 40 mikrometrów, przymocowano do ramienia zmodyfikowanego mikroskopu sił atomowych, zbliżając ją ostrożnie do powierzchni płytki, mierząc wychylenie ramienia promieniem laserowym. Naukowcy wykluczyli wpływ sił elektrycznych czy też fluktuacji gęstości w bromobenzenie, poprzez powtarzanie pomiarów określili też dokładnie siłę hydrodynamiczną, z jaką bromobenzen oddziaływał na kuleczkę, by móc bez przeszkód obliczyć siłę efektu Casimira-Lifszyca.
I co się okazało? Rzeczywiście, kuleczka była wyraźnie odpychana przez płytkę, gdy zbliżono ją na odległość conajmniej 20 nm. W celach kontrolnych wykonywano również to samo doświadczenie stosując płytkę krzemową pokrytą złotem (a więc takim samym materiałem, jaki znalazł się na powierzchni kuleczki) – wówczas, zgodnie z przewidywaniami, przy odległości ok. 30 nm zaczynały się pojawiać siły przyciągające kuleczkę do płytki. Wyniki uzyskane przez naukowców były w pełni zgodne z przewidywaniami Lifszyca, gdyż siła odpychająca była, porównawszy ją z siłą efektu Casimira, znacznie słabsza.
Konsekwencje tego doświadczenia są trudne do przecenienia – dzięki umiejętnemu dobraniu materiałów można będzie tworzyć “nanomaszyny”, w przypadku których niektóre elementy mogłyby “lewitować” nad innymi, unikając z nimi całkowicie bezpośredniego kontaktu, tym samym unikając nieszczęsnego “sklejania”. Poza lewitacją można sobie wyobrazić również elementy, pomiędzy którymi tarcie sprowadzone zostaje do ekstremalnie niskiego poziomu. Czyżby stała przed nami otworem “epoka nanomaszyn”, buszujących niezauważalnie w naszych organizmach?
Praca naukowców:
J. N. Munday, Federico Capasso & V. Adrian Parsegian, Measured long-range repulsive Casimir–Lifshitz forces. Nature 457, 170 (2009)
Grafika: Efekt Casimira pomiędzy dwiema płytkami
Źródło grafiki
Credit: Emok / Wikipedia.org
Źródła tekstu:
Link 1
Link 2
Link 3
Szkło twardsze niż stal
9 marzec 2008
Dążenie do uzyskania jak najwytrzymalszych i najtwardszych materiałów jest oczywiście uzasadnione – ciągle oddaleni jesteśmy od materiałów, które wytrzymywałyby naprawdę ekstremalne naprężenia i temperatury, a to nie pozwala na realizację często bardzo obiecujących pomysłów. Każdy więc krok zmierzający w tą stronę – nieważne, czy mały czy duży – ma duże znaczenie – to samo dotyczy też nowego kompozytu, wytworzonego przez naukowców z osławionego Caltechu (California Institute of Technology, USA).
Materiał, opracowany przez amerykańskich uczonych, jest twardszy od stali a nawet tytanu. Zaskakiwać może w tym kontekście struktura materiału – przyjmuje on bowiem formę tzw. metalicznego szkła (stopu metali o strukturze zbliżonej do zwykłego szkła), które jednak nie jest ukształtowane krystalicznie, jak dzieje się w “prawdziwym” szkle, a wręcz przeciwnie – na poziomie atomowym panuje nieuporządkowanie, amorficzny chaos, pomiędzy natomiast tym chaosem tkwią niewielkie krystaliczne skupiska.
Naukowcy stworzyli stop, składający się z niobu, cyrkonu, tytanu, miedzi i berylu, który był w szczególny sposób obrabiany termicznie – poprzez dokładne kontrolowanie temperatury utrzymywano bowiem równowagę pomiędzy stałymi i płynnymi elementami stopu. Po gwałtownym ochłodzeniu (co jest zasadniczą czynnością wymaganą do uzyskania metalicznego szkła) wokół krystalicznych skupisk powstała wspomniana wcześniej amorficzna matryca.
Uzyskany przez uczonych nowy kompozyt to jeden z najtwardszych materiałów znanych nam obecnie. Posiada również wielką zaletę w porównaniu z innymi stopami o strukturze szkła metalicznego – o ile wszystkie materiały tego typu są bardzo wytrzymałe i odporne na korozję, o tyle są też niestety bardzo kruche. Nowy kompozyt z Kalifornii natomiast jest tutaj wyjątkiem – wytrzymuje rozciąganie o 10%, dopiero wtedy pojawiają się pierwsze rysy.
Źródło Grafika: Struktura metalicznego szkła pod mikroskopem (chyba:)Źródło zdjęcia
Credit: National Institute of Standards and Technology/US
Kuloodporny dywanik
4 marzec 2008
Nanotechnologia to hasło przyszłości, wokół którego narasta coraz większe zainteresowanie – technologie, w których można by wykorzystać niezwykłe właściwości mikroskopijnych struktur, wydają się być nieograniczone. Jednak póki co wszystko to odbywa się w laboratoriach naukowców, produkcja związana jest z dużym stopniem komplikacji i – jak można się domyśleć – nie jest to tania zabawa. Pojawił się jednak kolejny przełom – amerykańska firma Nanocomp Technologies przedstawiła prototyp “dywaniku” z o wielkości 1 x 2 metra.
Dotąd materiały tworzone z nanorurek osiągały bardzo niewielkie rozmiary. Wytwór firmy Nanocomp to obecnie rekordowo duży kawałek – mimo tego, że jest wielkości człowieka, ciągle zachowuje grubość kartki papieru. Wiele miliardów nanorurek (długich co prawda nawet na kilka milimetrów, jednak grubości zaledwie kilku nanometrów) układa się w bardzo elastyczny, lekki i cienki materiał. Wytrzymałość “dywanu” jest bardzo wysoka – mimo swej elastyczności i mizernej grubości potrafi wytrzymać obciążenia przekraczające nawet dwukrotnie możliwości najlepszych rodzajów stali i stopów aluminium. Jakby tego było jeszcze mało, bardzo dobrze przewodzi ciepło i prąd elektryczny – teoretycznie można by spowodować, by “dywan” pod wpływem prądu nawet świecił.Zastosowania można mnożyć bez końca – przykładowo byłby to doskonały materiał na następcę kevlaru, stosowanego w kamizelkach kuloodpornych, wtłoczony w kompozyty stanowić mógłby dodatek do elementów konstrukcyjnych samolotów. Co prawda obecnie to tylko prototyp – wytworzenie materiału z nanorurek o takiej wielkości ciągle jest bardzo skomplikowane i drogie – jednak firma zamierza obecnie uprościć maksymalnie proces produkcyjny, by móc w przyszłości sprzedawać klientom dowolnej wielkości elementy.
ŹródłoNajciemniejszy z ciemnych
15 styczeń 2008
Temat trochę dziwny – a jednak, naukowo zajmować można się wszystkim. Jak bardzo “ciemny” może być jakiś materiał? Samo znaczenie słowa “ciemny” sprowadza się oczywiście do stopnia, w jakim dany materiał odbija światło, w im mniejszym stopniu to czyni, tym jest ciemniejszy. Okazuje się, że nie odkryto jeszcze dotąd materiału o najmniejszym stopniu odbijania światła – to znaczy odkryto, ale to ciągle nie koniec poszukiwań.
Pulickel Ayajan z Rice University (Houston, USA), naukowiec zajmujący się inżynierią materiałową, poinformował, że udało mu się wytworzyć materiał, który jest około 4 razy ciemniejszy, niż dotychczasowy rekordzista. “Dywanik” z nanorurek węglowych, wytworzony przez Ayajana, odbija tylko 0,045 % światła, które na niego pada, co sprawia, że jest on aż 100 razy ciemniejszy niż pomalowany, jakby nam się zdawało doskonale, na czarno samochód. Odkrywca zgłosił swój wytwór do Księgi Rekordów Guinnessa, uważa również, że jego odkrycie może być jak najbardziej praktyczne – materiał może znaleźć zastosowanie w produkcji paneli słonecznych lub, ze względu na minimalizację rozproszenia światła, być przydatny dla producentów teleskopów.
Poprzedni rekordzista, stop niklu i fosforu, wytworzony przez brytyjskich naukowców, był z pewnością w porównaniu z obecnym bardzo “jasny” – odbijał aż 0,16 % padającego na niego światła.
ŹródłoObraz: Trójwymiarowe modele struktury jednowarstwowych nanorurek węglowych
Źródło grafiki
GNU Free Documentation License. Credit: Mstroeck / Wikipedia






