Sezon polowań na supernowe rozpoczęty!
17 sierpień 2009
Choć w sumie dość ciepłe i słoneczne jak dotąd lato z pewnością nie skłania do nadmiernego przesiadywania przed komputerem (i jak najbardziej nie powinno, choć wymogi rzeczywistości są niestety inne), z pewnością pamiętacie jeszcze pewien ambitny projekt internetowy pod nazwą Galaktyczne Zoo. Kilka razy wieki już temu przekonywałem zapalczywie do założenia tam konta i współudziału w katorżniczym klasyfikowaniu galaktyk, po cichu licząc też na to, że przynajmniej jednej lub jednemu z Was udało mi się zaszczepić bakcyla astronoma-amatora (bez teleskopu i nieprzespanych nocy, nawiasem mówiąc). Jeśli natomiast czyta ten wpis ktoś, kto o tym cudacznym projekcie jeszcze nie słyszał – w dalszym ciągu gorąco zapraszam do zapoznania się ze stroną projektu (przetłumaczoną już od jakiegoś czasu na nasz rodzimy język, z tym nie będzie więc problemów) i partycypacji w jakże doniosłej pracy badawczej.
Nie o samym Galaktycznym Zoo jednak dziś chciałbym napisać, choć omawiane poniżej zagadnienie ma bezpośredni i bardzo bliski związek z tym projektem. Zupełnie przypadkiem bowiem dowiedziałem się kilka dni temu, przeglądając artykuły na portalu UniverseToday, że klasyfikacja galaktyk wszelakiej maści już nie jest jedynym zadaniem bojowym, przed jakim twórcy strony postawili chętnych amatorów – od jakiegoś czasu istnieje strona pod zapowiadającą ekscytujące zajęcie nazwą Galaxy Zoo Supernovae, której celem jest ni mniej ni więcej poszukiwanie supernowych właśnie!
O ile pewna monotonia i znudzenie może wkradać się czasem do grzebania w tysiącach podobnych do siebie rozciapkanych i zamazanych zdjęć galaktyk, prezentowanych w ramach Galaxy Zoo (dlatego też polecam, ale po cichutku tylko, Galaktyczne Zoo jako wyśmienity “przyspieszacz czasu” w trakcie, powiedzmy, chwil wolnych w pracy), o tyle nie tylko mi się chyba wydaje, że poszukiwanie supernowych może być tutaj całkiem nową jakością. Nie każdy z nas ma z pewnością fundusze, czas oraz w ogóle wystarczającą wiedzę, by przesiadywać całymi nocami z teleskopem przed nosem (czy raczej spuchniętym od wytężonego zerkania okiem) i obserwować niebo (a niektórzy, jak na przykład ja, nie mają jeszcze do tego w ogóle lokalizacji), jednak supernowe w komputerze, z piwem w ręku jak to sformułował kiedyś prezydent naszego kraju (ale bez tego drugiego, kontrowersyjnego składnika)? Dlaczego by nie – zobaczmy więc o co tutaj tak naprawdę chodzi.
Jak dowiedziałem się na wspomnianym wyżej portalu, twórcy Galaktycznego Zoo nawiązali współpracę z projektem Palomar Transient Factory (PTF), czyli szeroko zakrojonym, zaplanowanym na pięć lat i wspieranym przez renomowane placówki naukowe, takie jak uczelnie Caltech, Berkeley, Oxford, Columbia oraz instytuty Brookhaven National Laboratory czy Infrared Processing and Analysis Center należące do NASA, systematycznym, zautomatyzowanym programem eksploracji nieba w zakresie światła widzialnego. To właśnie dzięki tej współpracy internauci otrzymują niepowtarzalną szansę poszukiwania nieznanych wcześniej ludzkości supernowych – projekt opiera się na obserwacjach nieba przy pomocy teleskopu Samuel Oschin Telescope (o średnicy zwierciadła 1,2 metra), znajdującego się w zespole obserwatoriów Palomar Observatory w okolicach San Diego w USA. Udziały projektu PTF w czasie obserwacji tego teleskopu wynoszą 80%, a więc całkiem sporo, dzięki temu oraz zautomatyzowaniu procesu uzyskiwanych jest ogrom danych obserwacyjnych, to jednak nie wszystko – jest jeszcze 50% czasu “antenowego” teleskopu o średnicy zwierciadła 1,5 metra (zautomatyzowany teleskop Palomar).
Projekt PTF służy głównie obserwacji wszelakich względnie szybkich zmian na obserwowanym niebie – czy to gwiazd zmiennych, asteroid przecinających pole widzenia teleskopu, czy też – na koniec, lecz nie ostatnich – supernowych. Na tym właśnie opiera się współpraca GZ z PTF: specjalnie wyselekcjonowani “kandydaci” na supernowe (brane pod uwagę są supernowe określonego typu, w tym przypadku Ia) przesyłani są do projektu Galaxy Zoo Supernovae, gdzie zarejestrowani internauci przeszukują zdjęcia i wybierają trefne obiekty. Najlepsze typy trafiają następnie w ręce dwóch astronomów, którzy mają dostęp do sporawego teleskopu Williama Herschela (La Palma, Wyspy Kanaryjskie), którego zwierciadło posiada niebagatelną już średnicę 4,2 metra. Tam prowadzone są już precyzyjne obserwacje delikwenta.
Niestety w tej chwili wszystko to, o czym powyżej piszę, jest zarówno dla Was jak i dla mnie teorią – nie posiadam tam konta (przegapiłem otwarcie projektu, posypuję się popiołem), stworzyć w tej chwili takowego również się nie da – strona na dzień dzisiejszy nie działa a z informacji pod jej adresem wynika, że twórcy kombinują coś wokół niej i ją usprawniają. Nie wiem więc niestety, jak poszukiwanie supernowych w rzeczywistości wygląda – myślę jednak (w końcu autorzy strony zapewniają solennie, że wkrótce serwis będzie znów online) że może to być całkiem ciekawe. Gorąco więc polecam każdemu z Was, jeśli oczywiście macie na to ochotę, zerkanie co jakiś czas pod ten adres. Być może już wkrótce pierwsza supernowa przez Was odkryta znajdzie się w annałach astronomii XXI wieku:)
Źródła:
Link 1
Galaktyczne Zoo 2 w fazie beta!
20 grudzień 2008
Do świąt Bożego Narodzenia już zaledwie kilka marnych dni, miłośnicy astronomii czekają jednak z niecierpliwością na inne wydarzenie, również związane z, choć inaczej rozumianymi, prezentami – wydarzenie o tyle niezwykłe, że trwające cały nadchodzący rok, niezależne od wyznania czy przekonań. Międzynarodowy Rok Astronomii, organizowany pod patronatem UNESCO oraz Międzynarodowej Unii Astronomicznej w 140 krajach, to, miejmy nadzieję, wspaniała szansa na przybliżenie szerszej publice tej często niedocenianej, powstałej już w starożytności nauki, dzięki której, nieraz w rewolucyjny sposób, byliśmy w stanie choć częściowo pojąć, skąd pochodzimy, jakie jest nasze miejsce w otaczającej nas rzeczywistości oraz w jakim kierunku ta rzeczywistość zmierza. Gorączkowe przygotowywania trwają w najlepsze – w naszym kraju więcej informacji o szczegółach można już teraz zasięgnąć na oficjalnej stronie wydarzenia, która jest jeszcze w trakcie tworzenia i z czasem będzie pewnie uzupełniana (z pewnością warto jednak już teraz choć raz zobaczyć naprawdę zachwycającą zapowiedź filmową!).
Inauguracja Międzynarodowego Roku Astronomii, która w naszym kraju odbędzie się w styczniu 2009 w, jakżeby inaczej, Toruniu, to dodatkowo świetna okazja do ogłoszenia rozpoczęcia innego projektu, związanego oczywiście, a jakżeby inaczej, również z astronomią. Pewnie niektórzy z was dobrze pamiętają jeszcze (a może nawet czynnie dalej biorą udział) niesamowity, pionierski projekt Galaktycznego Zoo (Galaxy Zoo), w którym ogromne rzesze internautów klasyfikowały z zapałem rodzaje galaktyk na milionach zdjęć. Liczba aktywnych użytkowników – ponad 150 tysięcy – przekroczyła najśmielsze oczekiwania organizujących projekt naukowców, nie można też nie wspomnieć o tym, że internauci z naszego kraju, w liczbie niespełna 12 tysięcy, byli jedną z najaktywniejszych grup w Galaktycznym Zoo. Efektem tego była jedyna na świecie (!) oficjalna lokalizacja strony GZ, co świadczy o naprawdę dużym zainteresowaniu Polaków takimi pomysłami. I ja we własnej osobie walecznie przekopałem się przez ponad 11 tysięcy zdjęć, z czego najlepsze eksponaty można zawsze obejrzeć w galerii na tej stronie, przy czym naprawdę nie uważam tego czasu za stracony . Jeśli jednak sama satysfakcja komuś miałaby nie wystarczać – dla wszystkich, którzy zgodzili się na publikację swoich nazwisk (lub nicków) przez prowadzących projekt, dostępny jest oryginalny i nietypowy “prezent” – wielki plakat (JPEG i PDF), na którym wydrukowano wspomniane nazwiska (niestety nie dopatrzyłem się tam kolejności alfabetycznej, więc po kilku chwilach zrezygnowałem z prób odnalezienia swego w tym galimatiasie), nazwiska te znalazły się też w liście, dołączonej w internecie przez naukowców do ich pierwszej pracy na temat wyników przeglądu (choć tu już nie wiem, gdzie tej pracy szukać…).
Najlepsze swe czasy Galaxy Zoo ma już raczej za sobą, jednak biorąc pod uwagę niesamowitą aktywność internautów twórcy projektu mogli zrobić tylko jedno – już od dłuższego czasu zapowiadali bowiem stworzenie kolejnej edycji projektu, Galaxy Zoo 2. W tym samym dniu, w którym rozpocznie się Międzynarodowy Rok Astronomii, a więc 1. stycznia, ruszy również oficjalnie i ten projekt – w tej chwili znajduje się w fazie beta pod tym adresem (po pobieżnym sprawdzeniu wszystko zdaje się już w miarę funkcjonować, choć jeszcze nie można na przykład zobaczyć listy sklasyfikowanych już galaktyk). Jak już sam adres podpowiada, nie jest to jeszcze Galaxy Zoo pełną gębą – w tej chwili trwają testy różnych rozwiązań, strona jednak nie powinna się zbytnio już różnić od tego, co można tam zobaczyć. O ile w przypadku pierwszej wersji GZ wstępne “szkolenie” dla choć odrobinę obeznanych z astronomią było w zasadzie zbędne, tym razem naprawdę warto przebrnąć przez “tutorial”, gdyż niecni naukowcy chcą od nas znacznie więcej informacji, niż do tej pory – pytań odnośnie galaktyk jest znacznie więcej, dotyczących weźmy na to tego, jak bardzo “okrągła” jest galaktyka eliptyczna, jak ciasno ułożone są ramiona galaktyki spiralnej lub jak sprawy mają się z tzw. poprzeczką w tejże. Na koniec coś, co twórcy nazwali dowcipnie “Galaxy Wars” – porównanie dwóch galaktyk w stosunku do ich specyficznych cech.
Wspominałem o tym, że istniała polska lokalizacja Galaktycznego Zoo (wersja beta GZ 2 dostępna jest obecnie tylko w języku angielskim) – oczywiście i tym razem nie zabrakło chętnych do przetłumaczenia zawartości strony na nasz język. Pod tym adresem na polskiej stronie projektu Hands on Universe znajdują się tłumaczenia zawartości GZ w formacie PDF, po zapoznaniu się z nimi można przesyłać ewentualne uwagi krytyczne lub propozycje na adres mailowy: galaktycznezoo@astronomia.pl.
Wszystkich, którzy dotąd brali udział w pierwszej odsłonie projektu, jak i tych, którzy nigdy o nim nie słyszeli, serdecznie zapraszam do odwiedzin wspomnianych wyżej stron, natomiast od początku nowego roku życzę wiele satysfakcji i radości czerpanych z udziału w Galaktycznym Zoo 2!
Swoboda monitoringu
23 styczeń 2008
Czasem trzeba o czymś bardziej “ziemskim”… Internet, od początku swojego istnienia, jest wolny. Kiedyś był – przynajmniej w Polsce nie tak dawno – “wolny” w sensie osiągalnych transferów, ostatnio się to trochę zmieniło, jednak tym razem o innej “wolności” – w rozumieniu swobody wymiany informacji. Ostatnio gdzieś wyczytałem w Sieci, że dostawcy internetowi są poganiani przez różne organizacje, zajmujące się ochroną własności intelektualnej (głównie interesów koncernów multimedialnych, bo samych artystów dotyczy to jakby w dziwny sposób mniej), by zacząć ingerować w ruch sieciowy. Dotyczy to szczególnie wymiany plików p2p (peer-to-peer), która jest – w oczach decydentów – zarzewiem zła i służy niemal wyłącznie do wymiany nielegalnych plików. Zaskoczyło mnie to trochę, bowiem taka ingerencja to równocześnie uderzenie w jedną z podstawowych zasad, które od zarania dziejów kształtują internet – rzeczonej wolności.
Dzisiaj przeczytałem ciekawą informację – największy dostawca internetu w USA, AT&T, zupełnie poważnie rozważa takie rozwiązania. Podczas Światowego Forum Ekonomicznego szef koncernu, Randall Stephenson, sugerował dość jednoznacznie, że firma zastanawia się nad zastosowaniem monitoringu ruchu wymiany plików. Koncern kombinuje wokół tematu od lata zeszłego roku, jednak ciągle ociąga się przed stanowczym działaniem ze względu na wielką burzę medialną i nie tylko, jaką takie działanie może wywołać.
Dalej poszedł drugi pod względem wielkości dostawca internetu w Stanach – Comcast Corp., który już od jakiegoś czasu nie patyczkuje się i odcina ruch wymiany plików, nie sprawdzając przy tym, czy treści są legalne czy nie. Ze względu na skargi, złożone przez grupy użytkowników, którzy korzystają z wymiany w sposób legalny, amerykańska Federal Communications Commission ma przed sobą decyzję o wielkim znaczeniu – jeśli skargi zostaną oddalone, oznaczać to będzie rewolucję internetu: kiedy komisja zaaprobuje praktyki Comcast Corp. będzie to tym samym zielone światło dla pozostałych dostawców. Z niecierpliwością można oczekiwać na decyzję w tej sprawie, bo od niej zależy bardzo wiele. Co prawda to USA – ale Unia Europejska też już majstruje coś wokół podobnych rozwiązań. Jeśli zawsze światli Amerykanie dopuszczą do takiego pogwałcenia swobody w internecie, marny los “wymieniaczy” plików…
Źródło





