400

30 sierpień 2010

Dzisiejszy tekst jest wyjątkowy co najmniej z dwóch powodów – pierwszy to taki, iż przypadkowo gmerając w panelu administracyjnym Cytadeli zauważyłem, że licznik postów zatrzymał się w zamierzchłej przeszłości na nieprzypadkowej już liczbie 399, tym samym niniejszy wpis zamyka kolejną, czwartą już setkę wpisów na blogu; drugim z powodów jest fakt, iż jest on chyba najdłużej powstającym wpisem w historii tej strony.

Od kilku tygodniu już próbowałem coś napisać – wielokrotnie kończyło się na fazie pierwszych zdań, akapitów, które później lądowały w elektronicznym śmietniku. O ile przez długie miesiące co jakiś czas tylko zerkałem na stronę,  ciekaw przemiłych nieraz komentarzy, pojawiających się tu i ówdzie, o tyle jakiś czas temu coraz poważniej zaczynałem traktować myśl o przywróceniu strony do życia.

Przy czym – Cytadela nigdy nie umarła, nawet jeśli sprawiać mogła takie słuszne wrażenie. Sporo pracy w powstanie oraz żywot strony włożyłem, zbyt wiele, by pozwolić jej całkowicie zniknąć z Sieci, nie byłoby to chyba rozwiązaniem najbliższym moim zamiarom. Cytadela na długie miesiące zanurzyła się w śpiączce, z której niniejszym chciałbym ją wybudzić.

Decydującym impulsem do napisania tych słów stały się koniec końców ostatnie komentarze – tak się składa, że trafiły na podatny grunt, gdyż w ostatnich dniach coraz częściej odczuwałem przemożną chęć kontynuacji tej cokolwiek marnej, jednak zwykle jak sądzę życzliwie przyjmowanej twórczości. Proszę o wybaczenie, że nie odpisywałem na nie bezpośrednio – byłoby to niestosowne, bo na wcześniejsze też nie odpowiadałem. Ubzdurałem sobie za to, że odpowiem na nie w formie „zbiorowej”, ciachając wszystkie za jednym zamachem.

Co u mnie? By nie zagłębiać się niepotrzebnie w szczegóły – jest OK. Bywało drzewiej lepiej, bywało jednak i gorzej, nie mogę narzekać, choć nie jest też zbyt łatwo. Ogromną rolę, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, odgrywa psychika – najwięcej pracy wymaga jej odpowiednie wymodelowanie, nauka i przyzwyczajenie do nowej rzeczywistości, która jest odmienna od tej, która towarzyszyła nam przez wiele wcześniejszych lat. Kiedy uda się już dokonać tej sztuki, wszystko się zmienia, mechanizmy zaczynają powoli na nowo się obracać i wszystko toczy się dalej. Jeśli powyższe zdania nawiasem mówiąc brzmią bzdurnie i brak w nich sensu – cóż, czasem lubię dreptać naokoło tematu niż dotykać go bezpośrednio.

W każdym bądź razie dziękuję serdecznie za przemiłe komentarze, które pojawiały się na przestrzeni ostatnich miesięcy. Świadom jestem, że długa cisza nie wpłynęła zapewne zbyt dobrze na „oglądalność” Cytadeli, jednocześnie jednak mam nadzieję, że kilka najwytrwalszych osób ciągle tutaj zagląda. Nie obiecuję niczego, bo wiele razy już się okazywało, iż obietnice płonnymi mogą być, nie napiszę więc, że wpisy pojawiać się będą regularnie, bo tego nie wiem. Mogę jedynie obiecać (a jednak), że w miarę możliwości co ciekawsze wieści z naszego ulubionego światka „astro-kosmo” wyłapywać będę i tutaj przedstawiać.

Wystarczy już tego gadania o niczym – w najbliższych dniach, o ile urodzaj w postaci ciekawych informacji dopisze, postaram się o tym napisać. Rozpoczynając tym samym nową „erę” w życiorysie Cytadeli.

Pozdrawiam serdecznie!

Wiosenna zadyszka

26 kwiecień 2010

Dwa tygodnie mijają właśnie od publikacji poprzedniego wpisu. Wprawdzie w ostatnich czasach to nic niezwykłego, jednak mimo to poczułem się w obowiązku by w kilku słowach usprawiedliwić równie kiepską frekwencję. Jak to w życiu bywa najróżniejsze choróbska po ludziach chodzą i nie inaczej stało się ze mną -  bez rozwodzenia się o o szczegółach miesiąc temu rozpocząłem leczenie, które niestety jest trudne i długotrwałe, przy okazji wymaga spożywania dzień w dzień sporej ilości dość wrednych farmaceutyków. Leki jak to leki bez skutków ubocznych obyć się nie mogą i przyjmowane przeze mnie nie są tutaj żadnym wyjątkiem, cała gama zróżnicowanych objawów powoduje, że codzienne życie kształtuje się inaczej, niż bywało wcześniej. Leczenie – optymistycznie – potrwa jeszcze kilka miesięcy, w związku z tym proszę Was o wyrozumiałość: psychika cierpi niestety również w pewnym stopniu w trakcie kuracji, co powoduje, że różnie z moją szeroko rozumianą aktywnością bywa, czy to przy codziennych zajęciach, czy też tutaj, na Cytadeli. Z tego względu najwcześniej latem spodziewać się można powrotu do stabilnej “formy” (jeśli taka kiedykolwiek istniała), co solennie też obiecuję. Pozdrawiam!

Godzilla kontratakuje

19 luty 2010

Pisząc o tym jak wielką względnością charakteryzuje się nasza subiektywna percepcja upływającego miarowo w końcu czasu nie odkryję zapewne niczego niezwykłego – „chwilowa” przerwa od pisania, na jaką zdecydowałem się u finału minionego roku, okazała się być niezmiernie długą „chwilą”, rozciągającą się jak się okazało na koszmarnie długie dwa miesiące. Nie oznacza to bynajmniej, że Cytadela odeszła całkowicie w zapomnienie w tym czasie – niezwykle miło było zajrzeć co jakiś czas na stronę i odnaleźć nowe komentarze, świadczące o tym, że mimo wydłużającego się zastoju celowym jest powrót do aktywności. Serdecznie z tego względu dziękuję za owe komentarze, przepraszając jednocześnie za grobowe milczenie z mojej strony – przerwa w pisaniu jednak w założeniu miała być przerwą „totalną”; nie objęła zresztą tylko samej Cytadeli ale dotyczyła niemal wszystkich miejsc, w których bywałem aktywny w Sieci.

Wiele się zdarzyło w minionych dwóch miesiącach – naukowcy nie zważając na moje nieróbstwo pracowali dalej nad swymi tajemniczymi zadaniami, Wszechświat nie zatrzymał się nieoczekiwanie w miejscu (w jednych jego zakątkach niektóre gwiazdy umierały, w innych  znowu inne rozpoczynały swój żywot) a nasze życia toczyły się oczywiście tak jak i wcześniej mniej lub bardziej beztrosko. Sporo czasu mi zajęło zastanawianie nad tym, o czym napisać w pierwszy wpisie po tak długiej – dotąd niespotykanej w końcu w już ponad dwa lata trwającej epopei pod nazwą Cytadela – przerwie: po długim namyśle doszedłem jednak do wniosku, że nie warto wracać do przesłości, tworząc wydumane podsumowania najciekawszych moim zdaniem informacji. Część z Was zresztą zapewnie nie poprzestawała na wizytach na mojej stronie, mam nadzieję, że źródła, podawane przeze mnie w każdym z wpisów, stały się dla najbardziej zainteresowanych miejscami, w które zaglądali nie raz i nie dwa (ze wskazaniem na doskonały portal UniverseToday.com, który nie od dziś jest moim faworytem w tej kategorii). Z tego względu niniejszy wpis jest niejako „grubą krechą”, oddzielającą to, co działo się w ostatnich dwóch miesiącach od tego, co dzieje się obecnie i dziać się będzie w interesującym nas świecie kosmicznych zagadek.

Wpis ten służy również sprawom „organizacyjnym” w pewnym sensie – co prawda przygotowałem już sobie w zarysie tekst na następny wpis „tematyczny”, jednak uznałem, że warto wpierw ponownie się przywitać i wyjaśnić to i owo. Jedną z takich kwestii jest prośba od jednego z czytelników, dotycząca wpisu o jego ambitnym, amatorskim projekcie – proszę o wybaczenie, że dotąd nie odpowiedziałem, jednak nie zapomniałem o tym i wpis taki z pewnością wkrótce się pojawi. Kolejna sprawa to konkurs na Blogera Roku 2009 – chyba niezbyt rozsądną jest prośba o oddanie głosu na Cytadelę na kilka dni przed zakończeniem konkursu (bodajże 23 lutego zamyka się głosowanie), jednak mimo to nie odwiedzie mnie to od złożenia takiej prośby na Wasze ręce – w minionym roku udało mi się w końcu załapać na trzecie miejsce w kategorii, więc czemu nie miałoby się to udać ponownie? I oczywiście ważna uwaga – każda osoba, która zagłosuje, również może coś wygrać latpopa (chyba tak).

Kończąc ten „powitalny” wpis chciałem jeszcze raz podziękować wszystkim czytelniczkom i czytelnikom za wytrwałość i wiarę w – cóż za fantazyjne porównanie – powrót marnotrawnej Godzilli (która, jak bardzo mnie rozbawiając tym komentarzem ujął jeden z czytelników, zaginęła w głębinach oceanu na długo) do Zatoki Tokijskiej. Cóż, Godzilla zawsze kiedyś powróci siać spustoszenie i zagładę, taka już kolej rzeczy. I tym optymistycznym akcentem…

Noworoczna separacja

17 grudzień 2009

Obecna – dobiegająca szczęśliwie, choć niestety tylko pozornie – przerwa w aktywności z pewnością jest jedną z najdłuższych, jeśli w ogóle nie najdłuższą, z jakimi mogliście mieć do czynienia obcując z tym blogiem; nie ma jednak sensu rozwodzić się zbytnio o przyczynach tej przewlekłej apatii autora, wystarczy zamiast rozwlekłych wynurzeń użyć jednego, jakże pojemnego słowa – życie. Jak w przypadku wszystkiego innego czasy dzielą się na lepsze i gorsze, wyjątkiem od tego nie jest również prowadzenie strony internetowej (szerzej nawet ogólnie pojęta aktywność w Internecie), przypadłość ta nie ominęła niestety i mnie samego – w ostatnich tygodniach moja obecność w Internecie osiągnęła swoiste minimum, choć trudno mi w zasadzie powiedzieć, dlaczego tak się dzieje, bo trudno to nazwać przesytem czy znudzeniem.

Nie mogło w związku z tym być inaczej – Cytadela pokryła się na ponad już dwa tygodnie kurzem i pleśnią, poza sporadycznymi komentarzami nie byłem w stanie napisać czegoś więcej. Nie wspominam tutaj świadomie o pojawiających się komentarzach Czytelników, które z przyjemnością czytałem i za które serdecznie dziękuję. Przepraszam wszystkich rozczarowanych brakiem wpisów (przy założeniu, rzecz jasna, że tacy istnieją), miła niezmiernie jest świadomość, że pisze się coś, co kto inny czyta z przyjemnością, jeszcze milsza, że może tej koślawej twórczości komuś brakować.

Niestety muszę przyznać, że wpis dzisiejszy jest bardziej pokraczną próbą wyłgania się od napisania o czymś konkretnym niż takim właśnie „zwyczajnym” wpisem, liczę na Waszą wyrozumiałość w tej kwestii. Z jednej strony zapewniam, że Cytadela jako taka nie dokona (przynajmniej w przewidywalnym dla mnie czasie) żałośnie żywota i stanie się jednym z milionów blogów, które straszą po Internecie datami ostatnich wpisów sprzed roku czy nawet dłuższego czasu. Włożyłem naprawdę sporo pracy zarówno w stworzenie strony w takiej formie, jaką ma obecnie, jak i w setki wpisów, nie byłoby dobrym pomysłem rzucić tym wszystkim i zmarnować dwa lata pracy. Z drugiej jednak strony chcę być wobec wszystkich szczery – poza ogólnie pojętą „Internetową apatią” istnieje coś bardziej niebezpiecznego – pomijając brak czasu, inne zajęcia i dee, brak mi w ostatnim czasie prawdziwej radości związanej z pisaniem, w pewnym sensie maszynka, która działała lepiej lub gorzej przez ostatnie dwa lata dostała zadyszki i pogubiła się trochę w swoim świecie. A ponieważ uważam, że tworzenie wpisów „dla porządku”, aby po prostu się mogły pojawiać, bez szczerego entuzjazmu, rozmija się z celem, jaki przyświecał mi podczas zakładania strony, wolę po prostu od pisania odpocząć.

Mam nadzieję, że decyzja ta spotka się z Waszym zrozumieniem. Ponownie zastrzegam, że to nie koniec istnienia strony, w żadnym wypadku – jedynie bliżej niezdefiniowania „przerwa w działalności”, niezdefiniowana, bo nie potrafię teraz w żaden sposób oszacować, ile czasu minie aż syn marnotrawny powróci. Z pewnością nowe wpisy nie pojawią się jeszcze w tym roku – wyjeżdżam na dłuższy czas za granicę, gdzie odpoczynek i świąteczna atmosfera nie będą nakłaniać mnie do pisania. Trudno mi też powiedzieć, czy aktywność zwiększy się po Nowym Roku – mam jednak szczerą nadzieję, że nowe wieści o Wszechświecie pojawią się tutaj w okolicach połowy stycznia. Dziękuję wszystkim wytrwałym czytelnikom za wierność i wytrwałość, komentarze i aktywne motywowanie do pisania, to rzecz nieoceniona. Na czas świąt życzę wszystkim udanego, relaksującego odpoczynku od spraw życia codziennego, nie zapominając o udanym „ślizgu” w nowy, dziesiąty rok tego tysiąclecia. Do zobaczenia za kilka tygodni! Pozdrawiam serdecznie!

Krowa i mikroblogi

16 wrzesień 2009

Podobno tylko, nie przymierzając, krowy nie zmieniają nigdy poglądów. Swego czasu wziąłem głos w namiętnej dyskusji na zaprzyjaźnionym blogu, odmawiając zjawisku tzw. mikroblogowania wszelakiej racji bytu na bożym świecie. Tak też wówczas naprawdę myślałem, ale ponieważ ową przysłowiową krową być bym jednak na wieki nie chciał a i zaświtał mi w ostatnich dniach interesujący pomysł na wykorzystanie tego trendu do swych niecnych celów, z prawej, pod rzeczywistym zdjęciem autora tej strony pojawia się nowy element – ramka niejakiego BLIP’a, na którym to konto dziś założyłem w celach testowych, że tak powiem.

Jakie to właściwie cele? Wiele rzeczy w świecie się dzieje, których z prozaicznych powodów nie jestem w stanie omówić tutaj – jeden z tych powodów to po prostu brak czasu na rozpisywanie się o wszystkim, co człeka zajmuje, drugi, równie ważny, to ten, że Cytadela to mimo wszystko blog o dość jasno sprecyzowanej tematyce i kryklanie na jego łamach o wszystkim i niczym nigdy nie było moim zamiarem. Można by powiedzieć, że od tematów pobocznych jest Piwnica – racja, nie zaprzeczę, jednak blog raz na jakiś czas ożywa na wpis albo i dwa, następnie znów zamiera – nie mam po prostu wystarczająco dużo silnej woli, by pisać o czymś poza tematami “okołokosmicznymi”.

Z tego względu BLIP zdaje mi się idealny (teoretycznie, bo jeszcze nic na nim nie zdziałałem) – jest to platforma, którą docelowo chciałbym wykorzystywać do wrzucania na niej linków do ciekawych artykułów prasowych, multimediów lub też innych cudactw, które mogą – choć nie zawsze muszą – mieć luźniejszy (lub w ogóle go nie mieć) związek z tematyką Cytadeli a które nijak nie dadzą się upchać na niej samej (nie wydaje mi się dobrym pomysłem tworzenie wpisów, które byłyby listą linków tylko). Kieruję ten wynalazek do wszystkich osób, które już jakiś czas śledzą Cytadelę, wyrobiły sobie pewną opinię o zainteresowaniach jej autora i są zdania, że w jakiś sposób mogło by je zainteresować to, co zajmuje jego samego. Czy pomysł wypali – nie mam pojęcia – jeśli nie, to po prostu w ciszy dodatkowy element strony zniknie z paska… Interesowałby mnie również odzew z Waszej strony, czy takie fanaberie mają jakikolwiek sens…

Dodatkowa uwaga to taka, że – niestety? – przypuszczalnie większość wrzucanych linków będzie do artykułów w językach obcych (z naciskiem na angielski), co mam nadzieję nie będzie problemem.