Prezenty innych gwiazd

23 lipiec 2009

Dzięki niezwykłemu rozwojowi technologii astronomowie nie mogą narzekać od lat na brak użytecznych narzędzi swej pracy – ograniczeni są co prawda względnie niewielką ilością najpotężniejszych z nich i wynikającymi z tego nagminnymi kłopotami z ich dostępnością, jednak w rzeczy samej – takimi możliwościami badawczymi jak dziś astronomia nie mogła pochwalić się nigdy wcześniej. Dzięki temu sprzyjającemu faktowi jesteśmy w stanie zaglądać coraz dalej i dalej w bezkresną pustkę Wszechświata, wyrywając – kawałeczek po kawałeczku – kolejne tajemnice z zazdrosnych objęć Kosmosu. Dziwne w tym kontekście może wydawać się jednak to, że mimo rosnącej stale wiedzy o najdalszych rubieżach Wszechświata ciągle stosunkowo niewiele wiemy o naszym najbliższym kosmicznym otoczeniu.

Początki naszego Układu Słonecznego, które datowane są ze sporym jak sądzę przybliżeniem na ok. 4,6 miliarda lat temu, potrafimy w miarę poprawnie zilustrować posługując się szeroko akceptowanymi obecnie hipotezami, trzeba jednak pamiętać o tym, że hipotezy te, wiodące dziś prym wśród gronie naukowców zajmujących się ewolucją układów planetarnych, równie dobrze mogą za jakiś czas zostać rzucone bezpardonowo na dno kosza historii. Problem, jak mi się wydaje, tkwi zasadniczo w jednym aspekcie tego procesu – jego bezładnej chaotyczności. Nie sposób w modelach teoretycznych, służących naukowcom do formułowania hipotez o powstaniu Układu Słonecznego (czy też jakiegokolwiek gwiazdowego w ogólności), ująć wszystkich przypadkowych czynników, mających niebagatelny wpływ na przyszłość całego układu, nie sposób w końcu przewidzieć ani tym bardziej odtworzyć z satysfakcjonującą dokładnością przebiegu wszystkich zdarzeń, które doprowadziły do uformowania się naszego Układu Słonecznego takim, jakim widzimy go dziś.

Wiele niewiadomych nie oznacza jednak zupełnego braku informacji – bez wnikania zbytnio w szczegóły zakładamy obecnie, że Układ Słoneczny powstał w pewnym rejonie ogromnego, wielkości kilku lat świetlnych zapewne, obłoku molekularnego (składającego się z z wodoru i helu z domieszką pyłu międzygwiezdnego), który na wskutek jakiegoś “zawirowania” (prawdopodobnie wybuchu supernowej w okolicy obłoku) stał się niestabilny i tym samym pojawiać zaczęły się w nim regiony o zróżnicowanej gęstości materii. Moment ten można uznać za moment wejścia na prawdziwą “drogę bez powrotu” – nieubłagane prawa fizyki sprawiły, że wszystko musiało potoczyć się dalej tak, jak się potoczyło – jedno z takich miejsc o większej gęstości zaczęło z rosnącą prędkością przyciągać okoliczny gaz, grubnąc i zwiększając swoją temperaturę.

Astronomowie mówią w przypadku tego obłoku o tzw. mgławicy przedsłonecznej, kolebce Układu Słonecznego. Z zasady zachowania momentu pędu wynika, że zapadający się grawitacyjnie obłok musi zacząć wirować, i to coraz szybciej. Po pewnym czasie ok. 98% masy tego obłoku zamieniło się w centralną protogwiazdę, dobrze nam skądinąd znane Słońce, drobniutka reszta natomiast musiała – w wyniku niezliczonych kolizji i zagęszczania materii – uformować w dysku protoplanetarnym znane nam planety, komety, asteroidy i całą resztę inwentarza. Tyle – w telegraficznym zaiste skrócie – mówi hipoteza o powstaniu Układu Słonecznego.

Jednym z założeń tej hipotezy jest to, że impulsem, prowadzącym bezpośrednio do prawdziwej lawiny zdarzeń kolejnych, był wybuch supernowej w okolicach obłoku. Nie jest to założenie wyssane z palca – w ostatnich latach dokonano wiele obserwacji wskazujących na to, że wybuch supernowej w pobliżu “wylęgarni” gwiazd może stanowić “kopniak”, inicjujący prawdziwy boom narodzin gwiazd. Fala uderzeniowa, towarzysząca wybuchowi supernowej, zaburza bowiem chmurę gazu i tym samym prowadzi do jego niestabilności. Potwierdzeniem wersji z supernową wydają się być również odkrycia, które zostały dokonane już w latach sześćdziesiątych minionego wieku – w najstarszych odkrytych meteorytach, których powstanie datuje się na początki Układu Słonecznego, z pewnym zaskoczeniem zarejestrowano obecność radioaktywnych izotopów pierwiastków, których – teoretycznie – być w nich nie powinno, a przynajmniej nie mogliśmy wtedy znaleźć odpowiedzi na pytanie, skąd byś się tam wziąć miały.

Całkiem rozsądnym wytłumaczeniem dla tej zagadkowej historii okazało się założenie, że radioaktywne izotopy przedostały się do meteorytów jako “podarek” od pobliskich supernowych. Na tym też poprzestano, warto jednak pamiętać, że cała sprawa może mieć tak naprawdę kolosalne znaczenie dla egzystencji nas samych – zakłada się bowiem, że owe izotopy, powiedzmy po milionie lat od momentu uformowania się Układu Słonecznego, zaczęły się rozpadać, generując przy tym wysokoenergetyczne protony, nagrzewając tym samym pierwsze skały, będące później składnikami planet skalistych. A ponieważ zakłada się również, że większość wody na Ziemi pierwotnie pochodzi właśnie z tych skał – radioaktywna ich zawartość może mieć spore znaczenie dla istnienia życia na Ziemi.

Przeciwko hipotezie o supernowej wypowiedział się ostatnio międzynarodowy zespół astronomów, w którego gronie znalazła się między innymi dr Maria Lugaro z Monash University w Australii. Opierając się na obserwacjach gwiazd za pomocą teleskopów oraz łączące wnioski z tych obserwacji z nowymi modelami teoretycznymi, które na superkomputerach pozwalają nam poznawać tajniki ewolucji gwiazd, zespół odrzuca założenie o supernowej i zamiast tego postuluje, że obserwacje do spółki z modelami wskazują raczej na gwiazdę o masie ok. 6 mas Słońca, która umierając względnie spokojnie swymi wiatrami gwiazdowymi “nadmuchała” sporo radioaktywnych izotopów do mgławicy przedsłonecznej.

Z pewnością takie podejście mogłoby zmienić nasze rozumienie prapoczątków Układu Słonecznego – zespół naukowców planuje pracować nad zagadnieniem dalej i sprawdzić, czy obecność izotopów radioaktywnych w początkach innych układów planetarnych jest regułą, czy też wprost przeciwnie. Takie obserwacje mogą wspomóc badaczy, którzy badają obce układy planetarne – dzięki rozpracowaniu zagadnienia moglibyśmy zdobyć informacje o tym, jakie jest prawdopodobieństwo obecności wody na odległych, skalistych planetach w naszej Galaktyce.

Źródła:

Link 1

Link 2

Link 3

Grafika: Artystyczna wizja tego, jak mogły wyglądać prapoczątki Układu Słonecznego. Umierająca gwiazda o masie ok. sześciu Słońc (po lewej) nawiewa w okolice powstającego Słońca (po prawej) gaz wzbogacony w powstałe w niej izotopy radioaktywne

Źródło grafiki

Credit: Gabriel Perez Diaz (Multimedia Service of the Institute of Astrophysics of the Canary Islands)

Wpisy o podobnej tematyce:



Komentarze czytelników

  1. Beata | 23 lipiec 2009 o godzinie 10:55

    najbardziej podoba mi się “jakieś zawirowanie” :) jak zakochanie prawie:)
    po mojej notce obecnej i Twojej powyższej, uznałam, że kosmos to jest jedno wielkie nieustanne zapładnianie :)

    jestem przekonana, że nigdy nie okryjemy prawdy o POCZĄTKU jak i o końcu…

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
    • finwe.isilra | 24 lipiec 2009 o godzinie 09:10

      Bardzo trafna uwaga, jak sądzę. Kosmos jest tak ogromny i procesy się w nim odbywające trwają tak długo, że nie jesteśmy niestety w stanie namacalnie odczuć ogromnej dynamiki, jaką ma on w sobie. Wystarczy jednak wyobrazić sobie, że potrafimy dokonywać cudu – oglądać Wszechświat w przyspieszonym tempie, bez ograniczeń. Wtedy spuchły by nam chyba oczy od tych nieskończonych narodzin, śmierci, narodzin, i tak bez końca:) Jest w tym coś pięknego – kiedyś uważano Kosmos za coś wiecznego, w bezruchu, obecnie wiemy, że i cała nasza rzeczywistość bierze udział w tym wielkim cyklu. Coś powstaje, jakiś czas istnieje, potem znika, popioły tegoż stają się źródłem nowych obiektów, tak wiele miliardów miliardów razy, przez miliardy lat.

      Zgodzę się też z Tobą, że prawda o początku i końcu nie będzie nigdy osiągalna – taka moja skromna opinia. O ile w przypadku początku jesteśmy już niewiarygodnie blisko (z tego co pamiętam to wiemy mniej więcej, co działo się ok 1 do -43 sekundy po Wielkim Wybuchu) to nie poznamy go samego. Koniec natomiast… mowa tu o bilionach lat. Jak nam teraz osądzić, co się stanie? Jeśli w ogóle o jakimś końcu może być mowa.

      Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  2. Wesoły Terrorysta | 23 lipiec 2009 o godzinie 11:34

    Czyli przypadek, przypadek, przypadek…aż niewiarygodne:)
    A w Jowisza coś walnęło – i ma teraz dziurę.

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
    • finwe.isilra | 24 lipiec 2009 o godzinie 09:12

      Dlaczego niewiarygodne?:) Wierzysz w sterowanie, że tak powiem? Można i tak – sam przychylam się do kogoś, nazwijmy go Wielkim Projektantem, jednak uważam, że co najwyżej WP (nie WT:)) stworzył środowisko, dał odpowiednie warunki, przygotował prawa fizyki, potem już się nie wtrącał:)

      W Jowisza faktycznie coś, za przeproszeniem, pierdykło, z tego co wiem, to mówi się o obiekcie może 50-100 km wielkim. Ale za to jak wielką dziurę wyrwał (w gazie:)).

      Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  3. slawkas | 23 lipiec 2009 o godzinie 13:03

    Jednoznaczna odpowiedź na pytanie o powstanie Układu Słonecznego byłaby chyba dosyć brzemienna w skutki – inne układy planetarne też musiały jakoś powstać, zapewne podobnie.. Dalej, te supernowe, które dały impuls też być może podobnie, a może i ten Kosmos nasz też podobnie, tylko skąd wtedy impuls? No chyba, że uznamy faktycznie, że Wszechświat w całej swoje skali jest jednorodny.

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
    • finwe.isilra | 24 lipiec 2009 o godzinie 09:14

      Ciekawy pomysł – impuls, który spowodował powstanie Wszechświata. Nie można podobnego podejścia wykluczyć, jednak kiedy przyjmie się, że w trakcie Wielkiego Wybuchu powstały i czas i przestrzeń, trudno sobie taki impuls wyobrazić:) No bo i kiedy i gdzie miał zaistnieć, skoro czasu i przestrzeni nie było? :)

      Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  4. Beata | 23 lipiec 2009 o godzinie 14:28

    Slawkas, impulsy zawsze są rózne:) Każdemu inna iskra świeci, w kosmosie tez tak jest:)

    WT, walnęło, na zdjęciach to wygląda jakby na wylot:) ale internauci oczywiście w dyskusję, jak mogło coś zrobić dziure w gazie? odpowiedzi bardzo mądre były oczywiście…

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  5. amikron | 23 lipiec 2009 o godzinie 16:43

    Tu ukazuje się całe piękno gry czasu i praw fizyki. Można samemu zabawić się w Stwórcę i, jak ma się odpowiednią technologię, znaleźć jakiś w miarę fajny obłok gazowo-pyłowy i w środku ustawić jakąś planetoidę z innego miejsca. Nic wielkiego, kilkaset metrów średnicy. Pomalutku zacznie przyciągać pyłki i po kilku miliardach lat czekania jest spora szansa na stworzenie inteligentnego życia. To dopiero był by czyn :)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  6. Adamo | 25 lipiec 2009 o godzinie 02:54

    Video gościa gorilla199 na Youtube są ZABÓJCZE!!! :D
    Jeśli ktoś zna angielski, można się nieźle uśmiać :D :D:D

    Einstein was a freemason idiot! ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=tmbCGtyiD5M&feature=related

    LHC is a Satan`s gate to HELL !!!
    http://www.youtube.com/watch?v=Lt1Yo610lG0

    Naukowcy kłamią, Einstein był satanistą, a LHC to konspiracja, mająca na celu otwarcie wrót do piekła!!!

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  7. czehoo | 29 styczeń 2010 o godzinie 12:34

    A ja sie zastanawiam gdzie jest pozostałość po supernovej która dała impuls, czy tez częsc materii do powstania układu słonecznego? Nigdzie nie moge tej informacji znalezc, a skoro powstala taka teoria to chyba musi gdzies byc jej sprawca :)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz

Napisz komentarz