Karły bez pyłu

30 styczeń 2008

Pisałem już jakiś czas temu o supernowych, które “pulsują” – umierając w kilkakrotnych konwulsjach. Dotyczyło to jednak potężnych gwiazd, o masach sięgających lub nawet przekraczających masę 100 Słońc. Tym razem jednak o innym odkryciu, związanym z o wiele mniejszymi gwiazdami – białymi karłami, które – zasadniczo – zachowują się w omawianym przypadku podobnie do wspomnianych supernowych.

Dotąd naukowcy zakładali, że wybuchy małych gwiazd, tzw. gwiazd nowych, to prawdziwe fabryki gwiezdnego pyłu, i wydawało się, że takie rozumienie tematu ma się jak najlepiej. Jednak ostatnie obserwacje zespołu naukowego, kierowanego przez Richarda Barry z NASA Goddard Space Flight Center (Greenbelt, USA), wskazują na coś zupełnie odmiennego – gwiazdy takie nie tylko nie wytwarzają pyłu, a wręcz odwrotnie – wymiatają go – jeśli już istnieje – w dal.Okresowe gwiazdy nowe to dość specyficzny typ gwiazdy – w żadnym wypadku (trochę myląca to nazwa) nie są to obiekty nowo powstałe lub rodzące się. Są to zmienne gwiazdy, które okresowo, regularnie zmieniają swoją jasność, i to nawet o kilka rzędów (do miliona razy). Po pewnym czasie po osiągnięciu maksimum blasku jasność spada, a gwiazda uspokaja się. Gwiazdy nowe to – na to wskazują obserwacje – zazwyczaj białe karły, które znajdują się w układzie podwójnym ze “zwykłą” gwiazdą. Posiadają one dyski gazowo-pyłowe, które, jak dotąd przypuszczano, powstają podczas tych regularnych wybuchów.

Obserwacjom poddano tym razem taki układ o nazwie RS Ophiuchi. Układ ten składa się z małego białego karła oraz czerwonego olbrzyma, które okrążają się wzajemnie. Olbrzym z czasem “gubi” swoją zewnętrzną powłokę gazową, co wykorzystuje skwapliwie mały partner – “zasysa” gaz, co sprawia, że masa karła wzrasta, aż do osiągnięcia punktu, w którym jego własna warstwa zewnętrzna “zapala” się w procesie termonuklearnej eksplozji. Wtedy następuje odrzucenie tejże powłoki w przestrzeń. W przypadku RS Ophiuchi takie zjawisko odbywa się regularnie – obserwowano “nową” w 1898, 1933, 1958, 1967 oraz 1985 roku.

W roku 2006 po raz kolejny nowa dała o sobie znać. Ponieważ w latach osiemdziesiątych nie posiadano takich możliwości obserwacyjnych, jak obecnie, udało się dostrzec pewne szczegóły (zaciemniając oślepiające źródło wybuchu w celu obserwacji jego otoczenia), mocno zaskakujące dla naukowców, korzystając z nowego systemu w W.M. Keck Observatory (Mauna Kea, Hawaje, USA), który pozwala na używanie dwóch 10 metrowych teleskopów jak jednego mega-teleskopu. Wokół eksplodującej gwiazdy nie zaobserwowano bowiem pyłu, znaleziono go jedynie w sporej odległości od gwiazdy, gdzie nie dotarła jeszcze fala uderzeniowa wybuchu. Naukowcy wnioskują na tej podstawie, że eksplozja odparowała pobliski pył, natomiast pył “zewnętrzny” musiał powstać przed zwiększoną aktywnością nowej.

Okazuje się więc, że to nie wybuch nowej jest źródłem pyłowych dysków – naukowcy podejrzewają, że prawdziwym sprawcą jest wprawdzie biały karzeł, jednak w innej sytuacji – przechodząc przez resztki olbrzyma wyciąga on gazowe ścieżki, w których temperatury stają się na tyle niskie, by mogły tworzyć się cząstki pyłu.

Źródło
Zdjęcie: Gwiazda nowa w galaktyce Andromedy
Źródło grafiki
Credit by Odd Trondal
 

Wpisy o podobnej tematyce:



Komentarze czytelników

  1. Slawkas | 30 styczeń 2008 o godzinie 10:03

    Naszła mnie taka refleksja, że pisząc swoje artykuły, w sposób bardzo przystępny – co musi sporo wysiłku kosztować, i tak opierasz się na założeniu, że czytelnik posiada pewną wiedzę w temacie. Być może są jednak czytelnicy zainteresowani tematyką, ale bez tych podstaw. Jak oceniasz poziom, od którego zaczynasz tłumaczyć rzeczy w poszczególnych wpisach? No i jeszcze raz winszuję wydajności. Nawet kilkanaście wpisów tygodniowo to dla mnie niewyob rażalne tempo:)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  2. finwe isilra | 30 styczeń 2008 o godzinie 10:32

    Zadajesz trudne pytanie… Temat jest rzeczywiście niełatwy, bo bardzo trudno znaleźć równowagę pomiędzy rzeczami, zdawałoby się, łatwymi a zupełnie nieznanymi. Mimo że sam jestem amatorem, od wielu lat już intensywnie interesują się tematem i – jak sądzę – sporo rzeczy jest mi w tym akurat nieobcych. I tutaj pojawia się “zgryz” – mam zniekształcony pogląd na te tematy, bowiem sporo rzeczy wydaje mi się dość jasnych i oczywistych, a przecież – tak jak piszesz – dla wielu są to tylko nic nie mówiące określenia. Ale uwolnić się od tego “nalotu” nie umiem, już tak to wygląda, że pisząc piszemy uznając często swoją wiedzę za coś normalnego.
    Trudno mi odpowiedzieć na Twoje pytanie: rzeczywiście zakładam, że osoba, która ma chęć tutaj zaglądać i tak “coś” wie już na temat. Bez tego założenia nie mógłbym nic napisać, bo musiałbym sięgać coraz głębiej i głębiej, do zupełnych podstaw, a i tak nie sięgnąłbym granicy wyjaśniania (mam nadzieję rozumiesz o co chodzi). Więc zakładam, że czytelnik ma już jakąś wiedzę, staram się jednak – na wszelki wypadek – choć w kilku słowach, zawsze opisać dane pojęcie (choć jednak nie zawsze, kiedy się zastanowić:)). Co do oceny poziomu: cóż, mogę to oceniać tylko “na oko”, mam nadzieję jednak przynajmniej niekiedy trafnie.

    Mam nadzieję odpowiedziałem jako tako na Twoje pytanie… Co do wydajności: wiesz, od dłuższego czasu internet mi się “przejadł” i korzystam z niego w sumie tylko w tematach wokół tego bloga. Więc nie jest tak źle – nie przesiaduję noc po nocy:) I może się zdziwisz – ale jako “humanista” (dyskutowaliśmy kiedyś o tym) samo pisanie zajmuje bardzo niewiele czasu (kilkanaście minut?). Najwięcej roboty to przeczytanie informacji i jej zrozumienie, a następnie ułożenie sobie w głowie jak napisać po swojemu…

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  3. Slawkas | 30 styczeń 2008 o godzinie 14:19

    Wiele rzeczy które kiedyś wiedziałem wyparowało mi z głowy na skutek zajmowania się przez lata sprawami bardziej przyziemnymi;) Myślę, że takich czytelników jest więcej. Toteż kiedy czytam tego bloga dopiero sobie je mgliście przypominam albo czasem przechodzę do porządku nad kwestią i biorę to na wyczucie. Wyszukiwanie definicji i wgryzanie się w poszczególne tematy musiałoby doprowadzić do tego, że zamiast Twoich wpisów czytałbym podręczniki albo wikipedię. Ponieważ zaś po większości wpisów czuję się jakbym zjadł wszystkie rozumy, domyślam się, że wyjaśnienie tkwi w zamyśle i stylu pisania:)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  4. finwe isilra | 30 styczeń 2008 o godzinie 14:45

    Oczywiście ja mam tak samo, wiele podstawowych informacji gdzieś po drodze umyka, nie da się temu zapobiec, tak to już jest… Ja obracam się stale w temacie, staram się nie zapominać, więc nie ma źle, ale rozumiem przecież, że znaczna większość nie ma na to czasu. Staram się dla ważniejszych pojęć zawsze podpinać linka do definicji w wikipedii, wiem, że to nie najlepsze rozwiązanie, ale z drugiej strony – trochę za dużo miałbym roboty dla każdego z pojęć dawać przypisy i definicję w poście, chyba rozumiesz:) Zresztą ma to swoją dobrą stronę, jak myślę – linki do wikipedii mają jeden potężny plus: są bez końca “sublinkowane”, i ktoś może naprawdę zaczytać się w temacie, drążąc i drążąc pojęcia, a to dla mnie już coś – zachęcić kogoś do grzebania głęboko w temacie.
    Cieszę się, że odbierasz moje pisanie tak klarownie i przystępnie – ale to zawsze będzie subiektywne odczucie: pamiętasz widocznie jeszcze sporo, dlatego łapiesz dość szybko, kto inny będzie miał inaczej:)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz

Napisz komentarz