Co robimy – wśród wielu innych aktywności oczywiście – przeciętnie kilkanaście tysięcy razy w ciągu jednej doby? Przyjmując, że dorosły człowiek wykonuje średnio 12 do 16 oddechów na minutę – tyle razy nabieramy powietrza do płuc. Czynność ta jest tak zautomatyzowana i naturalna, że odbywa się bez naszej świadomej ingerencji, z tego też między innymi względu bardzo rzadko poświęcamy krótką chociażby chwilę na zastanowienie się nad tym, jak niewiarygodnie wielka liczba korzystnych zbiegów okoliczności w przeciągu minionych miliardów lat istnienia naszej planety doprowadziła do tego, że w ogóle czym oddychać mamy i tym samym ta właśnie mieszanka gazów atmosferycznych stanowi niezbędny dla naszego funkcjonowania element. Ta sama mieszanina związana jest również z innym zjawiskiem, równie niezbędnym dla naszego funkcjonowania – od czasu do czasu (niekiedy niestety zbyt często, jak ma to właśnie miejsce tegoroczną jesienną porą) w atmosferze dochodzi do kondensacji pary wodnej, która ostatecznie dociera do powierzchni ziemi jako życiodajny deszcz. Nic odkrywczego, no pewnie, jeśli jednak wziąć pod uwagę alternatywne możliwości, jakich jak się okaże poniżej spodziewamy się na odległych planetach pozasłonecznych, powinniśmy spoglądać na miriady niepozornych kropelek H2O, pluskających w nasze okna, znacznie przychylniejszym okiem.

Jedną z takich niepokojących alternatyw przedstawili w ostatnich dniach naukowcy, którzy postanowili zaprząc komputery do symulowania warunków atmosferycznych na jednej z planet pozasłonecznych, odkrytej co prawda już w lutym tego roku planecie Corot-7b, planecie, o której zupełnie niedawno stało się dość głośno – w połowie września opublikowano bowiem wyniki wnikliwszych jej badań, wedle których jest ona pod wieloma względami wyjątkowa: planeta ta jest jednocześnie najmniejszą obecnie znaną planetą pozasłoneczną, jej orbita jest najciaśniejszą z nam znanych a na dokładkę jest to pierwsza planeta, o której możemy z pewnością powiedzieć, że jest typu skalistego – a więc o składzie zbliżonym do Ziemi. Poza składem jednak niewiele naszą planetę zdaje się tam przypominać.

Planeta Corot-7b krąży wokół pomarańczowego karła (gwiazdy ciut chłodniejszej i młodszej od Słońca) Corot-7, położonego w odległości ok. 490 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Jednorożca. Jest ona niespełna dwa razy większa od Ziemi, przy czym jej masa zbliżona jest prawdopodobnie do pięciokrotności masy Ziemi. Zatrważająca jest odległość, jaka dzieli planetę od gwiazdy – to zaledwie 2,5 miliona kilometrów (obrót wokół gwiazdy zajmuje marne 20 godzin!), co stanowi zaledwie 1/60 średniej odległości Ziemi od Słońca – więcej nawet: gorący jak mogłoby się wydawać i niemiłosiernie “przypalany” Merkury, okrążający Słońce w średniej odległości ok. 57 milionów kilometrów, ciągle znajduje się 20 razy dalej niż Corot-7b od gwiazdy! Wiąże się z tym oczywiście iście “piekielna atmosfera”, zarówno dosłownie jak i w przenośni – przypuszczalnie strona planety zwrócona ku gwieździe nagrzewana jest do niebagatelnej temperatury ponad 2.300 °C (!), z drugiej jednak strony przeciwna półkula schładza się gwałtownie do zatrważających wartości ujemnych w granicach minus 200 stopni °C.

Temperaturowe inferno na Corot-7b ma oczywiście swoje daleko idące konsekwencje: naukowcy zakładają, że przynajmniej częściowo skały na powierzchni planety znajdują się w stanie płynnym, przypuszczalnie można tam więc spotkać jeziora pełne gotującej się wściekle lawy, jeśli nie całe oceany. Ta unikatowa cecha skłoniła zupełnie niedawno dwójkę badaczy - Bruce’a Fegleya oraz Laurę Schaefer z Washington University w St. Louis (USA) – do przeanalizowania w oparciu o komputerowe symulacje, jak w takich warunkach musiałaby wyglądać atmosfera planety, a przynajmniej to, co do tego miana pretenduje; wyniki swej analizy badacze opublikowali 01. października w “Astrophysical Journal”.

Para naukowców zastosowała do swych celów zaawansowane oprogramowanie komputerowe o nazwie MAGMA, które wykorzystane zostało już wcześniej do badań nad wysokotemperaturowym wulkanizmem na jednym z księżyców Jowisza, Io. Ponieważ jak nietrudno się domyśleć naukowcy nie posiadają szczegółowych danych o składzie planety, Bruce i Laura przeprowadzili symulacje w oparciu o różne zestawy danych wejściowych – co jednak ważne we wszystkich próbach uzyskane wyniki, niezależnie od założeń, były bardzo zbliżone do siebie, co sugeruje, iż obraz ten może być bardzo zbliżony do tego, co rzeczywiście na planecie się odbywa.

Wyniki uzyskane na podstawie symulacji są naprawdę fascynujące – ze stopionych skał ulatniają się najprawdopodobniej opary, które następnie, zmierzając ku coraz wyższym warstwom atmosfery, zaczynają tworzyć “chmury” – zupełnie odmienne jednak od chmur, które niemal na co dzień możemy ujrzeć nad naszymi głowami. Atmosfera stanowi zapewne mieszankę takich składników jak sód (Na), potas (K), monotlenek krzemu (SiO) oraz tlen (O). Tlen dlatego, że – jak sugeruje Fegley – jest to pierwiastek obficie związany w skałach różnego rodzaju, więc odparowanie tychże skał prowadzi do jego uwolnienia. To podstawowe elementy układanki – do tego dochodzą jeszcze pomniejsze ilości magnezu (Mg), aluminium (Al), wapnia (Ca) oraz żelaza (Fe). To wszystko znajduje się w atmosferze Corot-7b: a ponieważ temperatura atmosfery spada zwykle wraz z rosnącą wysokością, różne składniki atmosfery kondensują również na innych wysokościach. O ile na Ziemi mamy do czynienia z parą wodną, zamieniającą się w końcu w kropelki wody – w przypadku egzotycznej planety opary stopionych skał kondensują w… drobne ich kawałekczki, potocznie zwane kamieniami.

Wizja to rzeczywiście niezwykła – choć trudno sobie nawet przy największym wysiłku woli wyobrażać kosmonautów spacerujących beztrosko po jeziorach kotłującej się i rozpalonej lawy, można jednak popuścić cugli fantazji i pofantazjować co do tego, co taki arcytwardy kosmonauta mógłby zobaczyć: rozpalone do czerwoności, przelewające się bez ustanku morze płynnych skał pod stopami, bezlitośnie oślepiający blask bliskiej przecież bardzo gwiazdy i do tego – jako ukoronowanie – opadające z niebios niezliczone drobne kamyczki…

Źródła:

Link 1

Link 2

Grafika: Żartobliwa wizja wizyty na planecie Corot-7b

Źródło grafiki

Credit: ???

Wpisy o podobnej tematyce:



Komentarze czytelników

  1. slawkas | 5 październik 2009 o godzinie 13:54

    Dopiero w tym przypadku nabierają sensu określenia ‘burza piaskowa’ albo ‘grad kamieni’.

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  2. Blabla | 5 październik 2009 o godzinie 21:20

    Nie powtarzaj bzdur wykreowanych przez media. Corot-7b nie jest pierwszą znaną nam egzoplanetą skalistą.

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
    • finwe.isilra | 6 październik 2009 o godzinie 09:33

      Zauważyłem, że upodobałeś(aś?) sobie zwięzłe i lakoniczne wytykanie błędów, miło mi, w związku jednak z tak jednoznaczną postawą proszę o wcześniejszy udokumentowany przypadek skalistej planety pozasłonecznej, samo słowo “bzdura” to jednak za mało.
      W przypadku Corot-7b mówimy o pierwszej planecie pozasłonecznej, której zbadana gęstość pozwala wysnuwać dość jednoznaczne przypuszczenia, że to planeta skalista o gęstości zbliżonej do Ziemi i sąsiednich planet.
      Niestety nie powtarzam bzdur wykreowanych przez media, chyba że oficjalna strona ESO (Południowego Obserwatorium Europejskiego) to również strona “mediów”, tutaj proszę informacja z tej strony:
      http://www.eso.org/public/outreach/press-rel/pr-2009/pr-33-09.html

      Nie zrozum mnie źle, interesuje mnie krytyka, ale sensowna – “nie bo nie” nie wydaje mi się zbyt rozsądnym podejściem.

      Pozdrawiam

      Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
      • g_o_n | 6 październik 2009 o godzinie 11:57

        Cała sprawa rozbija się chyba o jedno słowo “potwierdzoną”:)
        Prawda były już wcześniej domniemane planety skaliste np. http://www.solstation.com/stars2/gl436.htm ale było to domniemanie.

        Szczerze – nie chce mi się grzebać głębiej w necie wierzę że fi dołożył starań i wie co pisze a jeżeli wkradła się jakaś drobna pomyłka – przyznaje się i prostuje. Zdarzało się to wystarczy poczytać wcześniejsze wpisy.

        Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
        • finwe.isilra | 6 październik 2009 o godzinie 12:36

          To w części kwestia precyzji sformułowań, której nierzadko mi brakuje, nie będę udawał, że tak nie jest.
          Tutaj jednak wychodzi na jaw inna kwestia – wpisy powstają w oparciu o informacje, które “pobieram” z kilku portali powiązanych z astronomią. Wkładam pewien nakład pracy w napisanie wpisu, to nie jest kopiowanie ani tłumaczenie dosłowne, zżera to więc trochę czasu. Tak się składa, że ta strona to strona amatora-hobbysty, który pisze dla przyjemności, nie otrzymuje z tego względu dochodów, chodzi do zwyczajnej pracy i ma zwyczajne życie prywatne. Niestety nierzadko nie mam po prostu czasu na grzebanie godzinami w sieci w celu sprawdzenia każdej informacji, którą znajdę – muszę w pewnym stopniu zaufać portalom, w szczególności takim, jak portal ESO, który wspominam wyżej. O ile media mogą pisać różne bzdety zakładam, że ESO nie wydaje bzdurnych oświadczeń o swojej robocie, bo to byłoby nie ten tego.
          Z tego względu trochę denerwują mnie uwagi typu “bzdury”, “mylisz się”, bo to łatwo napisać, łatwiej niż poszukać informacji, przetworzyć je jakoś znośnie i umieścić na blogu. Też bym tak chciał, ale to pójście na łatwiznę. Skoro już zarzuca się pisanie bzdur, to warto to uzasadnić, nie napisać że jest tak i tak i tak po prostu jest, finito.
          Tyle słowem wyjaśnienia.

          Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
      • Blabla | 6 październik 2009 o godzinie 18:20

        Jeśli tak to odbierasz – wybacz. Doceniam Twój blog, przeczytałem na nim dosłownie setki wpisów i naprawdę podziwiam Cię za wytrwałość. W kwestii planet skalistych, uważam, że sprawa jest niejasna, ponieważ w różnych źródłach wcześniej mówiło się o odkryciach planet skalistych.

        Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
        • finwe.isilra | 6 październik 2009 o godzinie 20:45

          Nie ma sprawy, miło mi, że czytasz regularnie, bardzo mi miło, po prostu bardzo lakonicznie Twoje stwierdzenia brzmiały, zbyt mało mi było argumentów… Zgodzę się z Tobą, że w kwestii planet skalistych jest to wszystko dość niejasne, ale trudno też mówić tutaj o wielkich możliwościach – w końcu większość tych planet odkrywa się metodą tranzytu, a tam naprawdę trudno o pewność tego, co znaleziono. Pisałem już kilkakrotnie o “najmniejszych” planetach, później zdziwiony odkrywałem, że znów odkryto najmniejszą, która jest większa niż poprzednia… Po prostu większość takich informacji to przypuszczenia, które z czasem mogą zostać zrewidowane negatywnie, potem już nie wiadomo co i jak:)

          Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  3. Beata | 5 październik 2009 o godzinie 21:52

    Finwe, no, nie powtarzaj! Jest drugą nam znaną egzoplanetą skalistą. I co? łyso Ci teraz?

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  4. Beata | 5 październik 2009 o godzinie 21:54

    Na randkę…na lawy przelewanie się i plumkanie kamyczków? to zależy z kim:)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  5. kalinek | 8 październik 2009 o godzinie 15:14

    Świetny blog. Obowiązkowa lektura po szkole.

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  6. WT | 9 październik 2009 o godzinie 00:26

    Porażka…wyobrażacie sobie, jakie wycieraczki muszą tam montować w samochodach? No i takie chińskie płaszcze foliowe nie mają tam prawa bytu. A jak na takiej kałuży (albo i jeziorze) puścić łódeczkę z kory? Albo “kaczkę” kamyczkiem, co z nieba spadł był? A spróbujecie umyć włosy w takiej deszczówce… Nie podoba mi się taka wizja, ale obrazek – świetny:)

    I tylko pozwolę sobie na komentarz do tekstu o powtarzaniu bzdur medialnych…w moim świecie media informują o polityce i celebrytach. Ale to tylko moje wyobrażenie, przecież ja się trzymam z dala od mediów:)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz

Napisz komentarz