Cztery ziarniste minuty
29 październik 2009
Pozwolę sobie na wstępie (ostrzegam, wstęp tym razem jest naprawdę dłuugi!) zuchwale założyć, że w kręgu osób wizytujących mniej lub bardziej sporadycznie mojego bloga zwolennicy kreacjonizmu stanowić powinni zaniedbywalną jak mniemam mniejszość – wszyscy pozostali zgodzą się zapewne ze mną co do tego, że człowiek (jak i wszelakiej maści organizmy żywe na Ziemi) ewoluując wykształcił zmysły obejmujące otaczającą go rzeczywistość w takim zakresie, jaki jest mu niezbędny do “prostej” egzystencji, prostej w takim sensie, że przykładowo percepcja wzrokowa obejmuje tylko niewielki zakres szerokiej gamy promieniowania elektromagnetycznego dlatego, iż większy niekoniecznie przynosiłby nam jakiekolwiek rzeczywiste korzyści. Natura, jeśli tak można powiedzieć, jest zdeklarowaną pragmatyczką – sprawdza niewyobrażalną liczbę możliwości, eliminując te niepotrzebne i wzmacniając istotne.
Jeśli zastanawiacie się skąd u mnie takie niebywale mądre refleksje, postaram się w miarę płynnie, choć i tak kulawo, przejść do konkretów – z ludzkich zmysłów nie bez powodu wymieniłem powyżej wzrok, bo dzisiejszy wpis wiele wspólnego ma właśnie z bodźcami, których wzrok jest odbiorcą – światłem. Swego czasu, w początkach minionego wieku, niejaki Albert Einstein stwierdził po latach wytężonego dumania, że każdego rodzaju fale elektromagnetyczne – od niskoenergetycznych fal radiowych do “nasyconych” ogromną energią fal promieniowania gamma – rozchodzą się w próżni z jednakową prędkością, równą… no tak, prędkości światła w próżni. Ponadto, co ważne bardzo w kontekście poniższych akapitów, prędkość ta jest niezależna od energii, jaką niosą same fotony.
Zanim przejdziemy dalej, musimy powiedzieć słów kilka o drugim obok światła pierwszoplanowym bohaterze tego wpisu - czasoprzestrzeni. O ile w przypadku promieniowania elektromagnetycznego nasze zmysły zdolne są rejestrować zaledwie fragment całego spektrum, jednak coś tam nieporadnie postrzegamy, o tyle w przypadku czasoprzestrzeni sprawa przedstawia się znacznie gorzej – można z łatwością wyobrazić sobie naszych przodków sprzed setek tysięcy lat sapiących z zachwytem nad feerią kolorów charakterystyczną dla otaczającego nas świata, trudniej jednak byłoby uwierzyć, że podobne ochy i achy towarzyszyły podziwianiu struktury czasoprzestrzeni. Czas co prawda (choć i tak nie mamy zielonego pojęcia czym naprawdę jest ani do końca czy rzeczywiście istnieje) jest pojęciem pozornie nam bliskim i stale obecnym w naszym codziennym życiu, przestrzeń jednak wydaje się być mocno abstrakcyjnym pojęciem – spróbujcie choćby na własne potrzeby ją sensownie zdefiniować.
Przyjmijmy trochę nieporadnie dla celów tego wpisu, że przestrzeń to “coś, w czym wszystko jest”, choć kiedy weźmiemy pod uwagę teorię Wielkiego Wybuchu, wedle której przestrzeń powstała w określonym momencie w przeszłości, sprawa zaczyna się gwałtownie gmatwać – skoro to “coś” kiedyś powstało, to co istniało wcześniej? Można by rzec “nic”, jednak tutaj każdy szaraczek taki jak ja musi bezradnie skapitulować – “nic” w potocznym rozumieniu to po prostu pustka w przestrzeni, jak wygląda jednak takie bezwzględne “nic”? Zanim jednak zagalopuję się zbytnio w rozważaniach skrajnie metafizycznych, zawróćmy z tego grząskiego szlaku z powrotem do meritum wpisu. A jest nim pytanie o strukturę czasoprzestrzeni i sposób jej określenia.
Ponieważ nasze umysły osiągają tutaj jak sądzę granice pojmowania, na scenę wkraczają matematycy do spółki z fizykami, którym takie zagadnienia nigdy nie straszne. Tylko językiem tych nauk ścisłych można podobne rozważania bezkarnie prowadzić, gdyż Natura z pewnością nie przewidziała, że ludziska zaczną kiedykolwiek roztrząsać równie fundamentalne kwestie. O ile nie sposób chyba sobie coś takiego wyobrazić, o tyle teoretycy od jakiegoś już czasu rozważają możliwość, wedle której czasoprzestrzeń jest “nieciągła“.
Co to właściwie oznacza? Dla nas w zasadzie nic, bo nie jesteśmy w stanie tego w jakikolwiek sposób zauważyć, jednak taka cecha Wszechświata niosłaby ze sobą doniosłe konsekwencje (choć bez bicia przyznam, że nie wiem jakie). By nie rozciągać w nieskończoność tego i tak niemiłosiernie długiego wstępu (tak, to ciągle wstęp!) przypomnę tutaj tylko, że jednym z wielkich marzeń naukowców od lat jest wyczyn jak dotąd przez nikogo nie dokonany – połączenie w jedną spójną teorię ogólnej teorii względności Einsteina, spisującej się wyśmienicie w wielkich skalach, i mechaniki kwantowej, równie dobrze działającej w skalach mikroskopowych. Wielu naukowców jest zdania, że obie teorie są w pewnym sensie składnikami jakiejś bardziej fundamentalnej, a prób stworzenia takowej jest naprawdę wiele – większość z nich określanych jest jako teorie “kwantowej grawitacji”.
Póki co żaden kozak nie stworzył teorii, która realizowałaby tak ambitne zadania, nawet miłośnicy teorii strun muszą chyba przyznać, że to jeszcze nie “to”. Wraz z rozwojem technologii jednak pojawiają się przynajmniej możliwości, by choć część z nich móc eksperymentalnie zweryfikować – i o takim to właśnie dokonaniu jest ten mętny wpis.
Niektóre z teorii grawitacji kwantowej zakładają, że czasoprzestrzeń posiada dyskretną strukturę – inaczej mówiąc, podobnie trochę jak w przypadku światła, którego najmniejsza niepodzielna “ilość” to kwant światła, przestrzeń również nie byłaby wtedy gładkim “płynem” (kiepska analogia, no ale cóż), wypełniającym idealnie Wszechświat. Gdybyśmy mogli dzielić przestrzeń i czas na coraz mniejsze fragmenty, musielibyśmy w końcu natknąć się na swoistą granicę – jej wyjątkowość polegałaby jednak nie na ograniczeniach, wynikających z rozdzielczości instrumentów pomiarowych, a na wbudowanej fundamentalnie w czasoprzestrzeń strukturze. Tym samym, dość co prawda mętnie, można by sobie wyobrażać czasoprzestrzeń nie jako płyn, a jako bardzo drobną “pianę” o maciupkich “ziarnach”.
Jeśli rozejrzycie się wokół siebie, z pewnością nabierzecie podejrzeń, że “ziarna” te muszą być naprawdę maleńkie – w końcu nie za bardzo widać wokół nas podział przestrzeni na metrowej wielkości bloczki. I rzeczywiście, owa fundamentalna “jednostka” czasoprzestrzeni, jeśli istnieje, musi być niezwykle, niewyobrażalnie wręcz mała – w przypadku “długości” mowa tutaj o ok. 1,6·10-35 metra, natomiast w przypadku czasu o 5,3·10-44 sekundy. Obie te wartości są ściśle ze sobą powiązane i w fizyce znane są odpowiednio pod nazwami skali (długości) Plancka i czasu Plancka. Aby uzmysłowić sobie, o jakich wielkościach mówimy, wystarczy wspomnieć, że długość Plancka stanowi ok. jedną stutysięczną trylionowej wielkości… protonu.
Niewiele, to prawda. Tym bardziej jednak większe wrażenie sprawia w świetle tego świadomość, że naukowcy są w stanie eksperymentalnie wykazywać, jak ta struktura rzeczywiście wyglądać może (lub nie może).
Wszystko rozpoczęło się w 2005 roku, kiedy to naziemny teleskop MAGIC (Major Atmospheric Gamma-ray Imaging Cherenkov Telescope), pracujący w zakresie promieniowania gamma i znajdujący się na Wyspach Kanaryjskich, podczas obserwacji długiego rozbłysku gamma (trwającego 20 minut!) w odległej o kilkaset milionów lat świetlnych galaktyce Markarian 501, zarejestrował coś frapującego – fotony, podróżujące od pół miliarda lat docierały do teleskopu w różnym czasie, co jednak najważniejsze, owo zróżnicowanie było ściśle skorelowane z pewną cechą fotonów – ich energią. Fotony o bardzo dużej energii dotarły do Ziemi o całe cztery minuty później niż te o energii znacznie niższej. Niby nic ciekawego, jednak informacja o tym dość szybko sporo namieszała w światku astrofizyków i spowodowała, że teoretycy pracujący nad kwantowymi teoriami grawitacji nie mogli pochwalić się stabilnym pulsem. Wszystko dlatego, że wspomniane wyżej teorie, przewidujące nieciągłość czasoprzestrzeni, w konsekwencji tego założenia przewidują (a przynajmniej niektóre z nich), że musi to w zauważalny sposób wpływać na przemieszczanie się fal elektromagnetycznych w tejże przestrzeni.
Wspomniana wyżej struktura “ziarnista” w różny sposób musiałaby oddziaływać z promieniowaniem elektromagnetycznym o różnej energii – im foton niesie jej więcej, tym fala jest krótsza; w przypadku niezwykle energetycznych fotonów gamma na tyle krótka, by ziarnista struktura przestrzeni mogła wyraźnie wpływać na ich prędkość, można by wręcz powiedzieć, że fotony takie musiałyby pokonywać dość “wyboistą” drogę, w przeciwieństwie do fotonów o mniejszej energii, którym przy większej długości fali takie grudki nie mogłyby w niczym przeszkadzać. Pewnie domyślacie się już, dlaczego obserwacje teleskopu MAGIC tak pobudziły wyobraźnię niektórych teoretyków – opóźnienie pomiędzy fotonami wydawało się potwierdzać, że czasoprzestrzeń jest “ziarnista” a prędkość światła zależna jest od energii, jaką niesie foton. Warto jednak wspomnieć, że nie do końca tak różowo sprawy wyglądały – zmierzone opóźnienie wymagało, by “ziarnistość” objawiała się w większych skalach, niż wynikało z teorii – to jednak dla fizyków niespecjalny problem, by teorie odpowiednio, ekhem, dopasować.
Z problemami czy bez, byłoby to rzeczywiście rewolucyjnym odkryciem, jak na razie bowiem szczególna teoria względności Einsteina jest niepokonana i nie mamy żadnych dowodów na to, iż światło mogłoby zmieniać swą prędkość w zależności od jakiegokolwiek czynnika (oprócz ośrodka, rzecz jasna). Dyskusja rozgorzała więc w najlepsze i tak sprawy miały się do tego roku, kiedy kolejne obserwacje – tym razem teleskopu znajdującego się w Kosmosie – w końcu najprawdopodobniej rozwiały wszelkie wątpliwości.
W dniu 20 maja tego roku teleskop kosmiczny FERMI zarejestrował ponownie rozbłysk gamma, tym razem jednak w przeciwieństwie do poprzedniego z gatunku krótkich (trwał 2,1 sekundy), znacznie jednak odleglejszy, gdyż pochodzący z odległości ok. 7 miliardów lat świetlnych. Rozbłysk, ochrzczony zgodnie z odpowiednią nomenklaturą mianem GRB090510, który był manifestacją najprawdopodobniej zderzenia dwóch gwiazd neutronowych (a przynajmniej taki wariant rozpatrują najczęściej w przypadku krótkich błysków gamma astronomowie) okazał się niespodziewanie doskonałym testem dla różnych spekulacji dotyczących struktury czasoprzestrzeni – niestety dla teoretyków wspomnianych wyżej test ten wypadł raczej negatywnie.
Po siedmiu miliardach lat podróży fotony powstałe w trakcie rozbłysku dotarły do teleskopu – zarówno fotony o bardzo niewielkiej energii (względnie), jak i fotony o energii milion razy większej. Jak się jednak okazało, opóźnienie pomiędzy tymi fotonami było wręcz zaniedbywalnie małe – wynosiło ok. 0,8 sekundy. Przykładając ten śmiesznie krótki czas do trasy, jaką fotony pokonały… można śmiało założyć, że opóźnienia praktycznie nie było i – w konsekwencji tego – czasoprzestrzeń nie ma struktury “ziarnistej” albo, czego ostatecznie nie można wykluczyć, “ziarna” są znacznie mniejsze, niż dotąd przypuszczano.
Po raz pierwszy rozwój technologii obserwacyjnych pozwolił nam prowadzić badania empiryczne nad związkiem efektów kwantowych z geometrią czasoprzestrzeni, warto jednak wspomnieć, że naukowcy nie poprzestają oczywiście na tym i w ciągu najbliższych lat planują wykonanie obserwacji, które mogłyby zweryfikować “ziarnistość” Wszechświata w jeszcze mniejszych skalach. Póki co wydaje się jednak, że teoretycy, pracujący w pocie czoła nad teoriami kwantowej grawitacji, muszą przyłożyć się jeszcze bardziej i zrezygnować z niektórych egzotycznych pomysłów. W przypadku obserwacji teleskopu MAGIC rozważa się obecnie najróżniejsze wytłumaczenia – może to zadziwiające opóźnienie wzięło się z czegoś zupełnie niezależnego od struktury czasoprzestrzeni, może po prostu w tym konkretnym przypadku promieniowanie o niższej energii zostało wyemitowane z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn trochę wcześniej niż to o wysokiej? Warto, mimo naprawdę cennego dowodu eksperymentalnego, pamiętać również o tym, że obserwacje teleskopu FERMI nie oznaczają mimo wszystko gwałtownej śmierci wszelkich rozważań nad “ziarnistością” czasoprzestrzeni – konieczna jest zmiana niektórych założeń, dalsze prace teoretyczne, obserwacyjne – kto wie, co jeszcze nas w tej materii czeka.




Nie wiem na ile dobrze rozumiem pojęcie kwantowalności czasu, ale wszechświat byłby wtedy czymś w stylu, ekhm… filmu (?). Każdy kwant czasu byłby wtedy tak jakby jedną “klatką”, a wszechświat filmem z dość sporą prędkością FPS. W przypadku kwantów przestrzeni mówilibyśmy o “pikselach”? Niech mnie ktoś poprawi jeżeli głupoty gadam i zbytnio upraszczam (jeszcze tylko jakiejś meta-serwerowni brakuje =P), ale takie skojarzenie pierwsze przychodzi mi na myśl.
Swoją drogą drugie skojarzenie: nauka staje się coraz bardziej abstrakcyjna i chyba z biegiem czasu przeciętny Kowalski coraz mniej będzie z tego łapał (zapowiadana Technologiczna Osobliwość przestaje być jakimś nierealnym pomysłem).
/ Cytuj komentarzPrecyzyjnie nie mogę Ci tego tutaj wytłumaczyć z tego prostego powodu, że sam nie bardzo wiem, jak sobie to wyobrażać – jednak moje wyobrażenie jest całkiem bliskie Twojemu, swoją drogą bardzo pomysłowemu;) Naprawdę trudno objąć to wyobraźnią nawet – bo jak sobie wyobrazić najmniejszą możliwą jednostkę czasu czy przestrzeni? Co to znaczy, że nie da się jej podzielić na jeszcze mniejszą? No i dlaczego…
/ Cytuj komentarzTo prawda, że współczesna nauka staje się wysoce wyspecjalizowana i każdy, kto nie siedzi w temacie po uszy nie ma pojęcia, o co tak naprawdę chodzi. Pewnie dlatego, że tego wszystkiego jest zbyt wiele – wieki temu jeszcze istnieli genialni erudyci, nie wiem, jak Newton, którzy znali się w sumie na wszystkim, ale też wiedza była znacznie bardziej ograniczona. Obecnie naukowcy specjalizują się tak ściśle – takie mam wrażenie – że nie mają pojęcia o niczym innym, powiedzmy spec od czarnych dziur niewiele rozumie z gadania faceta od kwantowej grawitacji, choć przecież to ciągle ta sama dziedzina nauki;)
Skojarzenie, czy też porównanie do pikseli i mi się nasunęło. To też dobrze obrazuje różnice w postrzeganiu – z bliska ziarna, z perspektywy zmysłów ciągłość. Mnie zaciekawiło jeszcze, jak odróżniane są fotony jako pochodzące z tego samego zjawiska, skoro docierają do teleskopu w różnymn czasie
/ Cytuj komentarzW jaki sposób astronomowie potrafią stwierdzić, że to fotony z tego samego źródła, hm… nie mam zielonego pojęcia:) Jednak przypuszczam, że fotony gamma to jednak nie tak znowu częste zjawisko – skoro obserwujemy maleńki wycinek nieba, do tego wiemy, że tam pojawił się błysk gamma, to bardzo chyba niewielka jest szansa, by w tym samym czasie, dokładnie z tego samego kierunku docierało do nas promieniowanie gamma. Tak mi się zdaje, że takie jest właśnie wnioskowanie, ale co ja tam wiem;)
/ Cytuj komentarzWięc po kolei drogi autorze:)
Kreacjonizm – no cóż w sumie po głębszych przemyśleniach jestem zwolennikiem ale nie w klasycznym i ekstremistycznym podejściu jaki jest sztandarowo przedstawiany przez zwolenników ewolucjonizmu.
Już wyjaśniam – chodzi mi o podejście do kreacjonizmu w ujęciu “pstryknięcia palcami” przez Boga i wszystko się stało tak jak widzimy obecnie. Kolejną sprawą jest liczenie i zarzucanie zwolennikom kreacjonizmu przeliczania czasu od stworzenia świata według Biblii która jest odczytywana literalnie. To jest po prostu błąd i w moim osobistym odczuciu nie powinno mieć miejsca.
Osobiście stoję na poglądzie wypośrodkowanym który jest jednocześnie o czym mało kto wie poglądem przedstawianym przez większość religii. Ale to już temat na inną dłuższą dyskusję:)
Ziarnistość wszechświata – pytanie czemu nie:) W sumie ma to jakiś sens. Wszyscy wiemy, że fizycy i matematycy nie lubią pojęcia nieskończoności;) więc wszystko powinno być skończone i określone. Pytanie co jest pomiędzy “ziarenkami: czasoprzestrzeni – pytanie otwarte(może membrana wszechświata?). Ale jeżeli jest to prawda popuśćmy wodze wyobraźni i załóżmy że możliwe było by poszerzenie tej “luki” przy założeniu że one są połączone, i mamy w jakimś sensie tunele podprzestrzenne, których istnienia nie wyklucza Albercik;)Pytanie czy tak jest – czy da się to jakoś sprawdzić, wysnuwanie wniosków na podstawie jednej obserwacji bardzo przedwczesne, po za tym jakoś odchylenia wydają się za duże w 2 przypadku już bardziej. Tyle tylko jak autor wspomniał w 2 przypadku na dzisiejszym poziomie musimy założyć margines błędu pomiarowego w którym mieści się w/w odchylenie.
Kolejną sprawą jest kwestia “źródła” promieniowania gamma – możemy domniemywać dlaczego co i jak, możliwe różnice w emisji.
A może spowolnienie i taka rozbieżność/opóźnienie właśnie jest tym spowodowane lub jak autor wspomniał “ośrodkiem” przez które przebiegało? Na chwilę obecną nie znamy (przynajmniej ja się nie spotkałem) czegoś co by mogło działać wybiórczo na promieniowanie o różnych energiach powodując zwolnienie przemieszczania – ale przy tych wszystkich popularnych ostatnimi czasami “czarnościach”;)
Tak więc kończąc i podsumowując – wszechświat jest ogromny i nie poznaliśmy promila jego tajemnic. Wstęp bardzo fajny i wcale nie przydługi:)
/ Cytuj komentarzWiesz, akurat ujmując kreacjonistów jako “mniejszość”, miałem na myśli właśnie “ekstremistów”, o których piszesz, czyli osobników, dla których “znienacka” pojawiło się gotowe, w pełni rozwinięte życie, do tego w ekspresowym czasie;) Jeśli jednak nie będziemy z tym przesadzać, to pewnie sporo wśród nas jest w pewnym sensie kreacjonistów – ja sam zwykle podkreślam, że w mojej opinii Wszechświat nie powstał tak sobie i bez powodu;)
Jeśli chodzi o ziarnistość, też nie mam nic przeciwko, bo w sumie dlaczego?:) Co pozwala nam wybierać, jaki jest Wszechświat? W końcu jest taki jaki jest, nie musi to się przecież zgadzać z naszymi oczekiwaniami;)
Raczej nie stawiałbym na ośrodek w przypadku promieniowania, jako czynnik różnicujący czas przybycia fotonów na Ziemię. Przecież – tak mi się zdaje – może być wiele względów, które powodują, że różna energia wydziela się w różnym czasie. Tak przynajmniej mi się zdaje.
/ Cytuj komentarzFizycy i matematycy nie lubią pojęcia nieskończoności…no, przepraszam, to oś liczbowa się kończy?!
/ Cytuj komentarzKolejny wyśmienity wstęp Finwe. Ech, dawno mnie nie było (zaglądałem, ale w pośpiechu). Moim zdaniem trudno wysnuwać fundamentalne wnioski na podstawie różnicy czasu dotarcia fotonów z odległości 7 miliardów lat świetlnych o 0,8 sekundy. Odległość zaiste niewyobrażalna, a przecież różnica mogła powstać już na starcie (jak ktoś ma pewne informacje o rozkładzie emisji fotonów o różnym poziomie energetycznym przy zderzeniu dwóch gwiazd neutronowych to chętnie wysłucham, choć wątpię
. O ile to faktycznie gwiazdy neutronowe, a nie jakaś starsza rasa (już widzę 3 zielonych chłopaczków z gimnazjum – ej, weźmiemy sobie emitery fotonów ze szkolnej pracowni i wyślemy tym Ziemianom pomieszane fale, ciekawe jakie teorie wymyślą!!!).
/ Cytuj komentarzZ drugiej strony niesamowite rzeczy już wysnuli nasi naukowcy na podstawie skąpych informacji, jakie jesteśmy jako rasa w stanie zbierać o wszechświecie i pełen nadziei oczekuję kolejnych przełomowych odkryć. Ograniczenie szybkości podróżowania do niecałych 300 tysięcy km/h nie pasuje mi do marzeń o zwiedzaniu innych światów, więc czekam na tunele czasoprzestrzenne i tym podobne hiperprzestrzenie rodem ze StarTreka czy też StarGate (osobiście wolę to drugie). A prawda jest gdzieś blisko
Serdecznie dziękuję za miłe słowa;)
Muszę jednak z Tobą się nie do końca zgodzić co do Twoich wniosków – to prawda, że trudno byłoby na podstawie takiej pojedynczej obserwacji mówić, że światło zwalnia lub przyspiesza zależnie od energii, bo w przypadku opóźnienia takiego jak 4 minuty czynników mogłoby być wiele. Jednak obserwacje FERMI mają dowodzić czegoś wręcz odwrotnego – że światło nie zmienia prędkości. Wtedy to całkiem silny dowód – skoro z tak ogromnej odległości fotony o wielokrotnie różnej energii docierają w tak małym odstępie czasowym, oznacza to raczej z dużym prawdopodobieństwem, że prędkość światła jednak się nie zmienia. Mam nadzieję, że rozumiesz mój sposób myślenia tutaj – o ile duże opóźnienia byłyby problematyczne do wytłumaczenia, o tyle tak małe opóźnienie jest łatwiejsze do obronienia, bo w końcu jaka byłaby inna alternatywa – że światło (o jakiejś określonej energii) porusza się szybciej niż światło?:))
Ograniczenie prędkości na pewno nie jest zbyt szczęśliwe dla podróżników chcących wybierać się na wycieczki po Wszechświecie, oczywiście, jednak prawdą jest również, że jeszcze niewiele i tak wiemy o Wszechświecie jako takim. Kto wie, co tam się czai jeszcze, jakie możliwości, których nie znamy;) Inna sprawa, że podejrzewam, iż za naszych czasów ich nie poznamy…
Pozdrawiam:)
/ Cytuj komentarzNo faktycznie, w wywodzie miałem posłużyć się pierwszym pomiarem, nie drugim… Dowód oczywiście rozumiem i się z nim zgadzam, uważam tylko, że to śliski temat, bo nie znamy początkowych warunków emisji promieniowania gamma na tyle dobrze, by na ich podstawie wyciągać jakieś dalekosiężne wnioski, jak to zrobiła pierwsza grupa opisanych przez Ciebie naukowców – no i wspomniany przez Ciebie dowód z obserwacji FERMI to potwierdza.
/ Cytuj komentarzNo i niestety zgadzam się z Tobą również w sprawie czekania na podróże międzygwiezdne – nam zostaje tylko SF i Twoja Cytadela!
No, no…Amikron, Autor bedzie wzruszony:)
/ Cytuj komentarzŻartuj sobie żartuj;)
/ Cytuj komentarzNie zrozumiałam wstępu za pierwszym razem, nie będę czytała drugi raz!
/ Cytuj komentarzCzytać, ale już!
/ Cytuj komentarza mogę się nie zgadzać z “naturą pragmatyczką?”
/ Cytuj komentarzMożesz, pewnie, ale to mi nie wystarcza;) A dlaczego?
/ Cytuj komentarzz założenia natura praktyczna się mi nie wydaje, niby wszystko ma jakis cel, łańcuchy pokarmowe, jak jasno to potem ciemno…:) ale ja w tym widzę bałagan, spontaniczność, przypadek:)
/ Cytuj komentarzale, drogi Autorze, rządzisz się swoimi prawami:) kazałeś jednak czytać to pomarudziłam:) reszty z notki to ja sobie nawet wyobrazić nie umiem:)
poczekam jak będzie znowu o dziurach…a nasz LHC zyje?
Dobrze w sumie, że wspomniałaś o LHC, bo dawno nic na ten temat nie pisałem – z tego powodu, że niewiele się naprawdę interesującego działo w Szwajcarii. Ostatnie dni to jednak rosnąca aktywność – gdzieś czytałem, że kilka chyba dni temu po raz pierwszy “wpuszczono” cząstki do akceleratora, jeszcze nie pokonały całego obwodu, było to tylko w ramach testów, podobno jednak wszystko poszło wybitnie dobrze i zapowiada się ciekawa zima – w końcu chyba w grudniu jeszcze ma wszystko ruszyć na dobre. Wtedy też nie omieszkam oczywiście napisać więcej;)
Na pewno masz rację w tym, że przyroda działa na oślep, przypadkowo, bo błędem byłoby zakładać, jak sądzę przynajmniej, że Natura to jakiś byt czy gigantyczny umysł, celowo coś tworzący. Ewolucja działa przypadkowo, jednak w ostatecznym rozrachunku pozostają tylko takie rozwiązania, które mają praktyczne znaczenie, o to mi chodziło w mojej wypowiedzi. Z pewnością jednak masz rację, nie powiem, że nie;)
/ Cytuj komentarzhttp://portalwiedzy.onet.pl/4868,11127,1583461,1,czasopisma.html
/ Cytuj komentarzTaki dłuuugi artykuł – i bez obrazków!? Jak ja to mogę zrozumieć?
To teraz do rzeczy. Może i za drugim razem odnotowano mniejsze opóźnienie – ale je odnotowano. A to znaczy, że coś to znaczy… Wizja ziarenek czasu i przestrzeni do mnie przemawia – ale to chyba dlatego, że ludzie ogólnie lubią sobie wyobrażać, że wszystko się z czegoś składa. Bo dzięki temu można to jakoś zunifikować.
I jeszcze w temacie “co było przed Wielkim Wybuchem” – pytanie jest źle postawione (wymądrzam się tym, co kiedyś sam przeczytałem), bo w przypadku BB nie można mówić o “przed”. Wraz z BB zaczął się czas i przestrzeń. To trochę jak z tymi granicami Wszechświata, które mi kiedyś tłumaczyłeś, Autorze. Niby wydaje się, że na logikę powinno być proste, a tu myk – i kiszka.
/ Cytuj komentarzEch WT, szczerze mówiąc również lubię zamieszczać w każdym artykule jakiś obrazek, jednak nierzadko jest tak, że dla danego zagadnienia ciężko znaleźć coś ciekawego, a jeśli już coś takiego mam, to niestety pojawia się kwestia praw autorskich – z kilkoma wyjątkami stosuję tylko grafikę, która albo jest swobodnie dostępna (via Wikipedia na przykład) lub też grafiki pochodzące z amerykańskich stron uczelni itp., które z zasady są udostępniane każdemu. Gorzej robi się wtedy, gdy rzeczywiście ciekawe zdjęcia są we własności prywatnej – zdarzało mi się już prosić właścicieli o pozwolenie na kopiowanie, jednak czasem może to trochę długo trwać, a wpis chciałbym opublikować…
Jeśli dobrze zrozumiałem źródłowe artykuły, na których oparłem swój własny wpis, to opóźnienie w przypadku aktualnej obserwacji jest naprawdę zaniedbywalne – jest w stosunku do olbrzymiej odległości, jaką przebyły fotony, tak małe, że w żaden sposób nie można go uzasadniać jakąś egzotyczną strukturą przestrzeni. Skąd się jednak wzięło, nie wiem, może po prostu zostało wyemitowane o ten ułamek sekundy później, nie mam pojęcia. Oczywiście coś to znaczy, w tym kontekście jednak jest to jednak dobitne potwierdzenie tezy, że przestrzeń wydaje się “zwyczajniejsza” niż niektórzy podejrzewają.
Natomiast w kwestii wyrażenia “przed Wielkim Wybuchem” to różnie to czasem wygląda – rządzi rzeczywiście założenie,że zarówno przestrzeń i czas powstały w tym momencie, wówczas pytanie o “przed” nie ma rzeczywiście żadnego sensu. Jednak nikt dotąd nie wykazał niezbicie, że tak rzeczywiście się to odbyło, istnieją też alternatywne wersje zdarzeń. W przypadku Wszechświata cyklicznego na przykład (model ekpyrotyczny) to pytanie co prawda dalej nie ma sensu, jednak w innym znaczeniu – w tym modelu powstających ciągle na nowo Wszechświatów po prostu początku nie ma:)
/ Cytuj komentarzEkpyrotyczny? Ekpyrotyczny? Sam jesteś ekpyrotyczny!
/ Cytuj komentarzPsze pani, a Autor się przezywaaaa…!
Wybacz taką wpadkę, nie wiem czemu tak maszynka zadziałała – może chodzi o powtórzenie kilku słów?:)
/ Cytuj komentarzTaaa…a ja myślę, że to takie sprytne ustrojstwo, które zauważyło, że Cię wyzywam i wrzuciło komentarz do spamu.
/ Cytuj komentarzA Ty. WT, jesteś skarżypyta!
Autorze, komentarz mi wcięło:)
/ Cytuj komentarzMój komentarz jako spam oznaczyć? Mój? No wiecie co…
/ Cytuj komentarzOj, Wesoły, chyba się solidarnie z Tobą obrażę:)
/ Cytuj komentarzA Ty jesteś skarżypyta!
/ Cytuj komentarzSpokojnie dzieci, bo po kątach rozstawię;)
/ Cytuj komentarzNie, serio – co to znaczy ekpyrotyczny? Googlałem i coś mi powiedział o jedenastu wymiarach – a to o dwa więcej niż ostatnia znana mi przestrzeń. Więc się nieco zakręciłem. Ale chodzi o to, że takich Wszechświatów jest wiele, si?
/ Cytuj komentarzW sumie dobrze Ci powiedział – to model, w którym w jedenastowymiarowej przestrzeni dochodzi do zderzenia czterowymiarowych bran:) Wszystko jasne, prawda? Ekpyrotyczny wzięło się natomiast ze słowa greckiego “ekpyrosis”, która oznacza wieeeelki ogień, pożogę. Dlatego, że zdaniem autorów tej teorii Wszechświat niezliczoną już ilość razy ginął i rodził się w płomieniach, wywołanych zderzeniem bran. Trudno powiedzieć, na ile ten model ma sens, jednak brzmi dość ciekawie
/ Cytuj komentarzBran powiadasz… o nie, tego wyrazu już googlał nie będę:)
/ Cytuj komentarzZgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, bo wyobrazić sobie (a już zrozumieć to w ogóle) tego czegoś nie potrafię:)
/ Cytuj komentarzBrnę przez Twój blog, artykuł po artykule-naprawdę w tak skondensowanej formie wszystko co lubię.Nie chcę kadzić ale poświęcasz sprawie wiele ziaren czasoprzestrzeni.Moim skromnym zdaniem sprawę natury czasoprzestrzeni “załatwi” w końcu jakaś zunifikowana teoria sprytnie łącząca sprzeczne na pozór idee jak to było ongiś z dualizmem korpuskularno-falowym/foton jak surfer na fali/.Piszę jednak bo zabrzmiał mi fałszywy ton na temat zwolenników kreacjonizmu do których mam honor się zaliczać/zaliczał się do nich również papcio Albert o czym skromnie milczy większość jego biografów/.Jak przebrnę przez całą zawartość bloga to pogadamy/ a może tam coś jest na temat/-zajmie mi to pewnie miesiąc albo i dwa.Zasygnalizuję tylko że Ewolucja jako proces samoistnej przypadkowej samoorganizacji materii jest nie do pogodzenia z drugą zasadą termodynamiki-entropia rośnie wraz ze wzrostem energii .
/ Cytuj komentarz