Co łączy polaryzację z ciemnością
6 listopad 2009
Kontynent umiejscowiony wokół mroźnego Bieguna Południowego zwany Antarktydą wywołuje z pewnością automatycznie sporo utartych skojarzeń – a to wyobrażamy sobie śnieżną i lodowatą pustynię, po której hasają gromadki niezniszczalnych pingwinów, to znów myślimy o topniejących lodowcach zagrażających nadmorskim kurortom, pierwszym jednak przymiotnikiem, który nasuwa się na myśl, jest: „zimny”. Rzeczywiście, to na Antarktydzie właśnie notowano swego czasu rekordowo niskie w skali Ziemi temperatury, jest to jednak tylko jeden z kilku decydujących powodów, dla których naukowcy nie raz i nie dwa wybierali ten mroźny kontynent jako placówkę badawczą. Poza niskimi temperaturami niebagatelną rolę – dla naszych ulubionych astronomów – odgrywa również oczywisty brak tzw. „light pollution”, czyli zanieczyszczenia nieba światłami cywilizacji (chyba że akurat co bystrzejsze grupy pingwinów wpadły na pomysł rozpalania gigantycznych ognisk, co jednak wydaje się, trzeba szczerze przyznać, mało prawdopodobne), jak i klarowność i czystość powietrza skutego mocarnym mrozem. Sporo eksperymentów astrofizycznych przewinęło się już przez Antarktydę; tym razem chciałbym wspomnieć o jednym, który – umiejscowionym w pobliżu samego Bieguna Południowego – może mieć całkiem duże znaczenie dla naszej wiedzy o zawartości Wszechświata.
O mikrofalowym promieniowaniu tła (cosmic microwave background, CMB) wspominałem już wcześniej tyle razy, że aby nie powtarzać do znudzenia tej samej litanii po raz n-ty, nie pozostaje mi nic innego, jak poprosić Was o sięgnięcie do wyszukiwarki z prawej u góry strony lub choćby do Wikipedii, jeśli jeszcze nie wiecie, co to takiego. Promieniowanie to ma ogromne znaczenie dla naszej współczesnej wiedzy o Wszechświecie, wszyscy jednak, którzy mogliby uważać, że swoją oświeceniową misję spełniło już jakiś czas temu ukazując nam mapę fluktuacji młodziutkiego Wszechświata, są w błędzie – CMB kryje przed nami jeszcze wiele cennych informacji, przy czym te najbardziej pożądane są dla nas ciągle jeszcze nieosiągalne ze względu na niedoskonałości aparatury badawczej (rzucę tylko mimochodem tajemniczym pojęciem „mod B”, wytrzymałych zapraszam do samodzielnych poszukiwań, podaję tylko przykładowy link). Jednym z fundamentalnych zagadnień, w przypadku których CMB wydaje się służyć naukowcom w najlepsze, jest kwestia rzeczywistego składu Wszechświata, inaczej mówiąc tego, ile tak naprawdę „zwykłej” materii w nim się znajduje.
Nie od dziś naukowcy w przeważającej mierze zakładają, że „zwykła” materia (z której składamy się my sami, gwiazdy i planety oraz wszystko, co jesteśmy w stanie zobaczyć) niespodziewanie stanowi niewielki ułamek całkowitej „zawartości” Wszechświata. Jakkolwiek może się to wydawać dziwne, wiele poszlak wskazuje na to, że ogromna większość „energii-materii” Wszechświata skoncentrowana jest w egzotycznych formach, zwanych odpowiednio „ciemną energią” i „ciemną materią”. I choć nie ma naprawdę niezbitych dowodów na istnienie obu tych dziwactw, to tzw. Standardowy Model Kosmologiczny, czyli współczesna najpopularniejsza wśród naukowców wykładnia dotycząca struktury, składu i historii Wszechświata, zakłada, iż „zwykła” materia stanowi zaledwie 5% całości. Niewiele, prawda?
Kłótnie wokół „ciemnych” składników Wszechświata trwają w najlepsze, w ostatnich dniach jednak pojawiła się niepostrzeżenie praca naukowa, która dorzuca swój całkiem spory kamyczek do tej dyskusji – tym razem przedstawiając wyniki sugerujące poprawność Standardowego Modelu, inaczej mówiąc – wspierając hipotezę o istnieniu „ciemnych” złoczyńców. Pierwszego listopada na łamach „Astrophysical Journal” ukazała się bowiem praca zespołu naukowców, kierowanego przez panią profesor Sarah Church z Kavli Institute for Particle Astrophysics and Cosmology (KIPAC, Stanford University, Palo Alto, USA) oraz Waltera Gear z School of Physics and Astronomy przy Cardiff University (Cardiff, UK). który w oparciu o wnikliwą analizę promieniowania CMB potwierdza dość jednoznacznie, że Model Standardowy wydaje się być bardzo bliski temu, z czym mamy do czynienia w naszym Wszechświecie.
Na Biegunie Południowym znajduje się teleskop przynależący do tzw. kolaboracji QUaD (QUEST and DASI), teleskop o średnicy 2,6 metra, który w sumie jest w uproszczeniu tzw. bolometrem, inaczej mówiąc termometrem, który mierzy w jaki sposób określone rodzaje promieniowania nagrzewają metalowe czujniki detektora. Miejsce dla eksperymentu wybrano nieprzypadkowo – wspomniana na początku niska temperatura ma swoje znaczenie, choć i tak jest nieporównywalnie wyższa od temperatury urządzenia – aby zakłócenia otoczenia nie mogły zafałszować wyników obserwacji, urządzenie schładzane jest do temperatury bardzo bliskiej zera absolutnego. Na co jednak teleskop rzuca okiem, zapytacie – już odpowiadam.
CMB to promieniowanie elektromagnetyczne a te może być (lub nie) spolaryzowane. Posiadacze aparatów fotograficznych próbujący trochę poważniej podejść do fotografii z pewnością wiedzą, jak zmienia się rejestrowany obraz po założeniu na obiektyw polaryzatora i przekręceniu go o 90 stopni (w przypadku kołowego), ten sam mechanizm dotyczy jednak generalnie fal (z pewnymi wyjątkami) – światło spolaryzowane to inaczej mówiąc (w dużym uproszczeniu) światło takie, w przypadku którego oscylacje fali elektromagnetycznej następują tylko w kierunku prostopadłym do kierunku przemieszczania się fali – niewiele co prawda mi to mówi jako wybitnemu laikowi, jednak różnicę na wykonywanych zdjęciach widzę i to mi wystarcza, mniejsza zresztą o mechanizm za tym stojący. Co prawda większość promieniowania, z którym mamy styczność, nie jest zasadniczo spolaryzowana, jednak nie jest to cecha, z którą światło musi się „rodzić” i która nie może zostać nabyta – poprzez kontakt z materią światło może zostać spolaryzowane. I taką cechę – polaryzację – wykazuje również kosmiczne promieniowanie tła.
Mimo że promieniowanie CMB ochłodziło się niewspółmiernie od czasów, kiedy zostało wyemitowane, to zachowało jednak wzorzec polaryzacji z epoki, która miała miejsce niespełna 400 tysięcy lat po Wielkim Wybuchu, kiedy to Wszechświat stał się w końcu przeźroczysty dla promieniowania elektromagnetycznego. Co jednak ważne, polaryzacja CMB wydaje się mieć ścisły związek z dystrybucją materii w tak wczesnym Wszechświecie – w związku z tym naukowcy, którzy są w stanie precyzyjnie zbadać polaryzację CMB, są również w stanie tworzyć szczegółowe mapy rozkładu materii we wczesnym Wszechświecie. Tego właśnie dokonali naukowcy z obu wspomnianych wyżej uczelni – wykonali oni, korzystając z teleskopu eksperymentu QUaD mapy rozkładu (i – co ważne – również prędkość przemieszczania się!) materii w niemowlęcym wieku Wszechświata o niespotykanej dotąd precyzji.
W pracy zaprezentowanej na łamach „Astrophysical Journal” zespół Church i Geara przedstawia takowe mapy, wysnuwając również na ich podstawie dość znaczące wnioski – wszystko wskazuje na to, że charakterystyka polaryzacji CMB zgadza się zaskakująco dobrze z przewidywaniami Modelu Standardowego, wedle którego Wszechświat składa się w 5% ze „zwykłej” materii i pozostałych 95% „ciemnych” składników. Więcej nawet – Wszechświat, który byłby złożony tylko ze „zwykłej” materii, nie mógłby, opierając się na tych mapach, wyglądać tak, jak wygląda obecnie. „Zwykła” oraz „ciemna” materia w różny sposób wpływają na szczegóły (o których wolę się nie wypowiadać w swej niewiedzy) związane z charakterem polaryzacji CMB, z tego względu promieniowanie to stanowi klucz do tego, by w pośredni sposób potwierdzić istnienie „ciemnych” treści we Wszechświecie.
Jak sądzę jest to dość znaczące stwierdzenie – alternatywne modele, które posyłają w diabły „ciemne” składniki, tracą w pewnym sensie grunt pod nogami, Standardowy Model, dopieszczający „ciemną” materię i energię, zyskuje na sile. Można oczywiście tutaj dyskutować zawzięcie (choć do tego potrzebna jest odpowiednia wiedza, którą nie dysponuję) i zarzucać naukowcom to i owo, jednak sam, mimo sceptycznej postawy wobec „ciemnych” składników, muszę przyznać, że trudno mi w jakiś sensowny sposób zarzucić naukowcom błędy – co prawda nikt nie pokazał nam bezpośrednio „grudki” ciemnej materii, jednak związek między polaryzacją CMB a zawartością Wszechświata z jakiegoś powodu wskazuje na niewygodną dla wielu strukturę. Pozostaje tylko czekać na kolejne próby obalenia lub umocnienia hipotez „ciemnych” składników.




Czekałem na ten wpis, odkąd poczytałem na physorg.com artykuł w tym temacie…
Sam nie wiem, ciemna materia i energia dalej pachną mi potworami z szafy, wampirami i wszystkim innym wymyślonym, żeby jakoś usprawiedliwić niezgodność pomiarów z obecną wiedzą. A to że wyniki pasują, cóż, przyjmuję z niechęcią i niepokojem, ale przyjmuję. Liczę na zbieg okoliczności.
A swoją drogą, chciałbym taki teleskop. Chyba w końcu skuszę się i kupię sobie jakieś 20cm ustrojstwo i będę obserwował
Może znajdę jakieś ciemne grudki
/ Cytuj komentarzEch, tylko jedno na początek – tyle jest ciekawych informacji z tego zakresu czasem, że nie da rady – nie mogę pisać o wszystkim, to tylko tak gwoli wyjaśnienia;)
Sam nie jestem wielbicielem “ciemnych” składników Wszechświata, ale zastanawiająca jest (wymuszona czy nie, wszystko jedno) wiara większości naukowców w to wszystko – gdyby to były wierutne bzdury nie wyglądałoby to chyba w ten sposób. A wyniki QUaD są kolejnym krokiem ku ugruntowaniu tych hipotez jako prawdziwe.
Chciałbyś teleskop… TAKI?!
Chyba nie, bo przez to niewiele zobaczysz, coś mi się zdaje. Zakup teleskopu to wspaniała sprawa, amatorska astronomia również, ale trzeba spełnić sporo warunków – mieć do tego miejsce (choćby wspomniane zanieczyszczenie światłem jest wielkim problemem), sporo pieniędzy, trochę wiedzy no i… zapału, bo najgorsze co może się zdarzyć, to wywalić ogromne pieniądze na teleskop i oprzyrządowanie (w końcu też będziesz chciał przecież zdjęcia robić, prawda?) i po krótkim czasie zorientować się, że nie ma się ochoty przesiadywać zimnymi nocami z okiem wlepionym w Kosmos… Dlatego też sam nigdy nie zdobyłem się na teleskop – nie mam miejsca, pieniędzy, zapału… Ale podziwiam takich amatorów, którzy się tym zajmują, kibicuję im
/ Cytuj komentarzNo cóż, teraz mieszkam w mieście, problem światła istnieje, ale zamierzam budować się na wsi (start w przyszłym roku) i ostatnio byłem tam po ciemku całkowitym. Brak jest lamp przy drodze na mojej ulicy, nie ma za dużo domów, więc i problem światła znika. A kilometr dalej ciemne pustkowie… Albo wieżę pod wiatrak postawię i zrobię tam miejsce obserwacyjne, tak, to dobry pomysł. Masz obiecane zdjęcia
P.S. Aha, gwoli wyjaśnienia, nie miałem na myśli, że za długo kazałeś czekać, tylko że czekałem tematu i dyskusji, jaka niewątpliwie się wywiąże w tym temacie w komentarzach (no Czytelnicy, nie zawiedźcie Autora).
/ Cytuj komentarzRównież mieszkam w mieście, do tego nie posiadam nawet balkonu :/ więc problem jest naprawdę spory w moim przypadku. Tylko pozazdrościć Ci przyszłego domku, swoją jednak drogą warto pamiętać o tym, że zanieczyszczenie światłem nie polega na tym tylko, jak wygląda najbliższe otoczenie, ale, że tak powiem, na tym, w jakim regionie się znajdujesz:) W naszym kraju to chyba Bieszczady są idealne. Wystarczy w końcu miasto odległe o kilometry nawet, by swą łuną psuć co nieco… Napisałeś jednak o domku, a reszta warunków?:P
/ Cytuj komentarzJest to krótko mówiąc wiocha zabita dechami, brak miast w promieniu kilkunastu kilometrów, w koło las. Bieszczady to nie są, ale powinno być dobrze. Ech, chyba żonę na Święta namówię!
/ Cytuj komentarzAmikron, mnie taki jeden namówił 10 lat temu…teraz macham łopatą i odrzucam śnieg, żeby móc wyjechać do pracy…ale niebo faktycznie cudne, jednak luneta od lat stoi przykryta poszewką od kołdry…nieużywana:(
/ Cytuj komentarzEch Beata, każdemu chyba podoba się gdzie indziej – ja jakiś czas mieszkałem podobnie do Ciebie (kilka lat tylko, tam przy silnej zimie trzeba było martwić się, skąd chleb wziąć, bo samochody nie mogły się w ogóle wydostać), ciągnęło mnie do miasta i pozornej prostoty życia w mieście, teraz od kilku lat w mieście mieszkam i ciągnie mnie na wieś, ech…
/ Cytuj komentarzho, ho, to Ty na końcu świata byłeś…
/ Cytuj komentarzAno nie, w samym środku cywilizacji, tylko miejscowość tak nietypowo w lesie położona;)
/ Cytuj komentarzNo tak, być może trzeba będzie przełknąć to ciemne, choć się nie chce.
/ Cytuj komentarzAle ja nie o tym. Zaatakowało mnie pierwsze zdanie o topniejących lodowcach na Antarktydzie. Sprawa nie nowa, ale coś mi nie pasuje z tym podnoszeniem się poziomu wód na skutek topnienia tych lodowców. Raz, że wobec ogromu wód w oceanach, ilość wody uwięzionej w lodzie, tak na wisus, nie musi sprawiać większej różnicy. Dwa, to przecież lód ma większą objętość niż tworząca go woda. Jeśli będzie topnieć, to być może poziom oceanów przeciwnie, nieco opadnie.
Totalny of-topic, ale może natknąłeś się na jakieś badania, albo trzeba będzie samemu się pokusić o proste w sumie wyliczenia. Tylko to wyszukiwanie danych jest żmudne
Być może będzie trzeba, choć jeszcze z pewnością nie padło ostatnie słowo w temacie…
/ Cytuj komentarzOfftopic czy nie, ale pytanie ciekawe. Oczywiście nie jestem specjalistą ani nie dysponuję wiarygodnymi danymi, jednak na chłopski rozum daję wiarę szacunkom, które zakładają, że stopnienie większości lodu Arktyki czy Antarktyki spowoduje podniesienie poziomu oceanów i mórz o kilkadziesiąt nawet metrów (szacunki są różne). Dlaczego tak łatwowiernie? Jak pewnie pamiętasz, mamy trochę odmienne zdanie co do tzw. “globalnego ocieplenia”, gdzie co prawda nie jestem pewien, iż stoją za tym ludzie, jednak samo zjawisko jest dla mnie faktem. Wynika to choćby z zainteresowania historią Ziemi na przeciągu ostatnich miliardów lat, trochę o tym sobie ostatnio czytam, szukam danych, i w zasadzie zjawisko takie nie jest niczym nowym ani zupełnie zaskakującym. Poziomy mórz wahały się ogromnie w historii Ziemii – kiedy panowały czasy, w których czap na biegunach nie było wcale, morza były w takich miejscach, które wydają się nam nieprawdopodobne. Wydaje mi się, że niebezpiecznie niedoszacowujemy ilość wody skumulowanej w lodowcach. Pomyślmy tylko o samej Antarktydzie – w końcu to bezkresny kontynent o ogromnej powierzchni, gdzie miejscami, jeśli się nie mylę, lód ma grubość kilometrów. Kiedy poziomy wód w historii planety opadały, magazynowała się ona właśnie w lodowcach – nie widzę więc powodu, dla którego uwolnienie tej wody nie miałoby podnieść poziomów mórz, i to znacznie.
Niestety nie mogę służyć Ci tutaj danymi – zbyt małą mam wiedzę, może coś poszukam i o tym napiszę, ale nie obiecuję;) Chodzi tylko o mój osobisty pogląd na sprawę, taki wyraziłem we wpisie:)
Ale mnie załatwiłeś
Ugrzęzłem w jakichś wyliczeniach, chociaż nie miałem tego w planie. Za karę wyniki pokażę kiedyś we wpisie u siebie
/ Cytuj komentarzTaką karę chętnie przyjmę, ciekaw sam jestem niezmiernie co Ci wyszło;)
/ Cytuj komentarzgrzecznie wlazłam na niektóre linki…odrobiłam zadanie domowe:)
/ Cytuj komentarzkiedy doczytałam “Najważniejszym wynikiem jest oszacowanie z dużą dokładnością wieku Wszechświata” – zrezygnowała z rozumienia:)
logicznie rzecz biorąc przeciez nie można powiedziec ile Wszechświat ma lat, a co w takim razie było przed?
ilość ciemnej materii w jasnej materii a raczej odwrotnie przypomina mi trochę mierzenie ilości cukru w cukrze:)
No właśnie – co było przed, podobno takie pytanie nie ma racji bytu, bo nie było NICZEGO, ale nie w rozumieniu Kononowicza, a znacznie gorzej;) Skoro jednak zakładamy, że doszło do czegoś takiego jak Wielki Wybuch, to naturalne jest dążenie do jak najściślejszego określenia, kiedy do niego doszło – licząc wstecz od teraz;)
Nie masz racji co do porównania z cukrem – najprawdopodobniej to nie są dwa różne rodzaje cukru, ale cukier i sól, że tak powiem, zupełnie odmienne rzeczy;)
/ Cytuj komentarzee….materia to materia…jedno:) jeśli potraktujemy ją jak “przyprawę” to podział na cukier i sól ma sens:)
głęboko wierzę, że nie było wstecz, nie było początku, jest ZAWSZE
/ Cytuj komentarzOj, niestety przyroda (nie tylko fizycy;]) bardzo nie lubi nieskończoności. Jest już udowodnione obserwacjami,że wszechświat się rozszerza, to fakt bezsporny. Gdyby istniał zawsze musiałby więc być nieskończony, bo nieskończenie długo by się rozszerzał (pomijam fakt, że coś nieskończonego NIE MOŻE się rozszerzać). A gdyby był nieskończony, dookoła nas byłaby w każdym kierunku nieskończona ilość gwiazd, galaktyk, mgławic, słowem światła i promieniowania. Skoro mogłyby one (światło i promieniowanie) wędrować dowolnie długi czas, to w nocy byłoby jasno jak w dzień, a licznik Geigera (między innymi)zaterkotałby się na śmierć:] Więc, choć jestem przekonany, że Wszechświat jest znacznie większy, niż przyjmowane powszechnie granice, o czym kiedyś już z Autorem rozmawialiśmy, na pewno nie jest nieskończony:]A co do tych ciemności, to bez walki się nie poddam, czekam na dalsze potwierdzenia;]Pozdrawiam:]
/ Cytuj komentarzNo dobrze, ale co wtedy powiesz na paradoks Olbersa?;) Odnośnie nieskończonej przestrzeni oczywiście, bo zakładamy, że Wszechświat nie jest wieczny. Ale jest właśnie jedno ale – wierzymy podobno, że wydarzył się Wielki Wybuch ale to nie zamyka drogi do nieskończoności w pewnym sensie – Wielki Wybuch (jak na przykład we wspomnianej wyżej teorii Wszechświata cyklicznego) mógł się odbywać nieskończenie wiele razy, wtedy znów pojawia się nieskończoność czasowa. Jedynie nasz własny Wszechświat powstał kiedyś, inne wcześniej jednak…
/ Cytuj komentarzHehe, wiedziałem, że ktoś mi zarzuci pomijanie paradoksu Olbersa, czy ściślej jego rozwiązania według Mandelbrota. Mandelbrot stworzył fenomenalna, matematyczna teorie, znajduje ona zastosowanie w coraz większej ilości dziedzin nauki i bynajmniej nie mam zamiaru umniejszać jego zasług, ale… Nawet jeśli ma rację, to Wszechświat może być jedynie nieskończony w przestrzeni (czemu z kolei przeczy jego rozszerzanie się), ale nie w czasie, bo wtedy Olbers miałby rację i cała materia musiałaby się nagrzać. Nieskończoność to nie kilkadziesiąt czy kilkaset miliardów lat, żeby odległość robiła różnicę. A gigantyczne przestrzenie bez cienia materii? Oj na bajki mi to zakrawa. Kto ma wątpliwości polecam fotki z głębokiego pola Hubble’a. Znów wracalibyśmy do tego, że przestrzeń wokół nas akurat jest w jakiś sposób wyjątkowa i tylko czekać jak Kopernik się w grobie przewróci. Nieskończoności Wszechświata przeczy też promieniowanie tła. A teorie “pulsującego Wszechświata” swego czasu znokautował o ile się nie mylę Hawking.Podkreślę może, że nie napisałem “obalił”. Niestety nie pamiętam w tej chwili o co chodziło, ale w wolnym czasie postaram się sukcesywnie przedzierać przez moją biblioteczkę. Utkwiło mi to w pamięci ze względu na fakt, że sam byłem zwolennikiem tej teorii. Ale i tu można znaleźć dla nieskończoności furtkę w postaci równoległych Wszechświatów, których ilość może być faktycznie nieskończona i w czasie i w przestrzeni. O ile można mówić o jakiejkolwiek przestrzeni miedzy nimi. No chyba, że do siebie przylegają;] Tylko dla mnie nieskończoność to taki unik w stylu panspermii, dlatego mnie prywatnie również ona nie leży za bardzo i chyba nie warto się nawet spierać, czy gdzieś w przyrodzie ma ona miejsce, bo tak naprawdę wiedza o tym nie odpowie na żadne inne pytanie niestety, podobnie jak z panspermią. Jest tyle miejsc, w które w tej chwili możemy wepchnąć nieskończoność, że pewnie jeszcze bardzo długo zwolennicy i przeciwnicy tego pojęcia będą musieli zadowalać się remisem:]
/ Cytuj komentarzCóż, w zasadzie to nie mamy tutaj czegoś takiego jak spór – stoimy jak mi się zdaje po tej samej stronie barykad;) Trudno mi w tak klarowny sposób jak udało się to Tobie uzasadnić, dlaczego jestem przeciwnikiem nieskończoności (czy to w wymiarze czasowym czy też przestrzennym), jednak takie rozwiązanie jest chyba po prostu bliższe naszemu rozumieniu otaczającego nas świata. Nieskończoności nie są kłopotliwe tylko dla fizyków czy matematyków – każdy z nas może tylko tak naprawdę żonglować takim pojęciem, nigdy jednak nie będziemy w stanie naprawdę zrozumieć, czym jest (albo mogłaby być) nieskończoność, coś takiego wymyka się naszemu pojmowaniu. I to chyba powoduje, że instynktownie poszukujemy granic we Wszechświecie, szukamy jego początku i krawędzi (choć to oczywiście tylko w przenośni). Nie przekonują mnie również “wieloświaty” ani właśnie teoria Wszechświata cyklicznego – wspomniałem o tym tylko, że tak powiem, jako o ciekawostce, bo póki co teoria ta nie jest dominującą, przebija się powoli do szerszej świadomości.
/ Cytuj komentarzI wszystko w zasadzie pięknie i ładnie – Wszechświat powstał kilkanaście miliardów lat temu, ma objętość kilkudziesięciu – jednak pozostaje pewna niepokojąca kwestia, która przychodzi mi na myśl, kiedy zastanawiam się nad genezą mechaniki kwantowej (do której rozumienia nie uzurpuję sobie w żadnym wypadku prawa!): ta dziedzina fizyki pokazała, jak bardzo nasza intuicja może być mylna, w jak nieoczekiwany sposób może funkcjonować rzeczywistość. i choć nie zmienia to mojej wiary w skończoność Wszechświata w czasie i przestrzeni (co nie jest równoznaczne z ograniczonością przestrzenną, warto zaznaczyć), to pozostaje pewna obawa, że wszystko to może kiedyś okazać się błędem;)
umieranie i rodzenie się to jest rodzaj nieskończoności…
/ Cytuj komentarzżycie jest kulą, wszechświat jest wieczny, nie może byc inaczej:)
To już leży w gestii każdego z nas – wierzyć w początki, nieskończoności, tego nikomu nie będę wmawiał, jak ma myśleć
/ Cytuj komentarz