Satelita po raz ostatni
21 luty 2008
W zasadzie nie chciałem o tym już pisać. Bo w sumie to pierdoły, których tutaj staram się zamieszczać jak najmniej – mam nadzieję, że jako tako to działa i niewielu czytelników zrywa boki i turla się po podłodze czytając moje wpisy. Ale temat jest mimo wszystko nośny – trzeba jakoś podpiąć się pod medialną burzę – i być “trendy”.
O co chodzi? Oczywiście o tego nieszczęsnego jankeskiego satelitę, wokół którego kotłowały się wszelakie media, rozbudzając wyobraźnię tłumów, przerażonych wizją płonącego monstrum, spadającego prosto do ich salonu i wydzielającego śmierdzące zabójcze opary (Bóg wie co tam mogło jeszcze być…). Do tego na szczęście – pewnie wiele osób odetchnęło z ulgą i przeniesie swoje materace z piwnic z powrotem do sypialni – nie doszło. Amerykanie pokazali jacy to z nich kozacy i zestrzelili złoczyńcę.
Czytałem dzisiaj sporo informacji na ten temat z najróżniejszych zagranicznych źródeł. Znalazłem ciekawe jak myślę informacje – nie będę bowiem pisał, z jakiego statku o której godzinie i na jakiej wysokości zestrzelono urządzenie, to można znaleźć wszędzie. Ciekawsze są, jak myślę inne fakty, które już spieszę przybliżyć.
Kilka dni temu pisałem, opierając się na cokolwiek zazwyczaj wiarygodnym źródle, że waga tego orbitalnego potwora to aż całe 9 ton. Całkiem sporo, szczególnie że w ten sposób można oddziaływać znacznie lepiej na wyobraźnię czytelników. Dobrze, że wcześniej nie pisano o tonach stu lub tysiącu, bo to by dopiero było zamieszanie – ogólnoświatowa panika i zwiększony popyt na bunkry atomowe. Okazuje się bowiem – w dzień po zestrzeleniu – że urządzenie miało zaledwie marne… 2,25 tony. To jakby mniej, a że jest przecinek po dwójce, to i wrażenie profesjonalizmu większe (a samo źródło poważne, że hej). Boję się pomyśleć, co może być jutro i pojutrze – może się okazać, że za tydzień rzucona zostanie informacja, iż satelita miał 100 gram i tak naprawdę to w ogóle go nie było. Idąc dalej – inne źródło podało dość wstydliwą informację, że satelita pracował całe 2 godziny od momentu wejścia na orbitę w 2006 roku. 2 godziny… Wcześniej przebąkiwano wprawdzie, że “nie pracował za długo”, ale 2 godziny? Szczyt amerykańskiej technologii? Krytycy zauważają dodatkowo, że to wszystko wina producenta satelity – Boeinga, który ma doświadczenie z budową satelitów takie jak Siemens z budową telefonów komórkowych. 2 godziny… Pentagon na dzień dzisiejszy ma pewność 80/90%, że rozwalił satelitę – tak mówią przedstawiciele najpotężniejszej armii świata. Mało, jeśli pomyśleć, że to przecież nie jest budynek ambasady Chin w Jugosławii, stojący wśród innych, a samotne (mimo że maciupkie) ciało na orbicie. Podobno po szczegółowych analizach w ciągu maksymalnie 2 dni będziemy wiedzieć już na pewno. Są jednak zdjęcia i filmy, dokumentujące uderzenie i eksplozję. Jeśli Pentagon nie jest tego pewien, to aż strach pomyśleć, co mogli trafić – na szczęście nie prom Atlantis, który w te pędy musiał uciekać z orbity. Amerykanie obawiali się o bezpieczeństwo promu, co daje też chyba coś do myślenia – skoro na orbicie mamy dwa obiekty (nawet zakładając, że prom to spory pojazd) i obawiamy się waląc do jednego z nich o los drugiego, to o co chodzi? Miejsca tam jest, mówiąc delikatnie, sporo. Może rakieta losuje podczas lotu, w co trafić? Inne źródło podaje, że szansa, by satelita, gdyby nie został zneutralizowany, spadł na tereny zamieszkane, była jak 2 do 10 tysięcy. Ale rząd USA nie ryzykuje – w końcu kraj, który od lat jest największym trucicielem na Ziemi i pożeraczem surowców nie zaryzykuje sytuacji, w której 500 kg trującej substancji mogłoby zaszkodzić obywatelom Ziemi. Przynajmniej będzie można rzucić ten argument w dyskusji o ciągle od lat nie podpisanym protokole z Kyoto, tak dla równowagi, żeby inni też się zarumienili. Co ciekawe, niektóre źródła podają, że krytycznie nastawieni do całej akcji naukowcy uważali, iż rakietowy atak na satelitę może mieć odwrotny skutek od zamierzonego – powstać mogła bowiem chmura hydrazyny, która łagodnie opadnie na Ziemię. Pewnie znowu na Polskę, nieszczęsną. Nie piszę już o politycznych skutkach tej akcji, bo o nich można posłuchać i poczytać niemal wszędzie. Poczekajmy dwa dni – analiza Pentagonu nam powie, co też US Navy tam zestrzeliło.







Amerykańska gruboskórność jest niezrównana. Jak oni to robią, że imponująca technologia zamiast wzbudzać uznanie, jest przedmiotem kpin.
/ Cytuj komentarzPrawda chyba jest taka, że takie kpiny tak naprawdę biorą się z… zazdrości:) Cały świat ma za złe Amerykanom, że są tak potężni, więc wyśmiewa się z wszystkiego
/ Cytuj komentarzMelduję posłusznie, że wraz z kolegami i kocem jesteśmy gotowi do przechwycenia spadającego sojuszniczego złomu.
/ Cytuj komentarzTo będziesz potrzebował sporo czasu, bo gdzieś czytałem, że śmieci spadać mają przez dłuższy czas, no i będziesz dużo w podróży:)
/ Cytuj komentarz