Planeta trzech słońc
15 marzec 2008
Kiedy w zamierzchłych czasach (jakże ten czas nieubłaganie ucieka) zaczytywałem się wszelakiej maści literaturą science-fiction, nie raz i nie dwa przewijał się przez lepsze i gorsze powieści temat podróży astronautów do najbliższego nam układu gwiazdowego, jakim jest układ Alfa Centauri. Ze względu na to, że odległość w skalach kosmicznych do Alfy jest rzeczywiście bardzo niewielka – 4,22 lata świetlne do najbliższego Słońcu składnika, Proxima Centauri – autorzy literatury fantastyczno-naukowej nierzadko sięgali w swych wizjach podróży kosmicznych właśnie do tych obiektów. Jak może się okazać, nie całkiem błędnie, gdyż najnowsze symulacje komputerowe zdają się wskazywać, że właśnie układ Alfa Centauri może kryć przed nami planety, co ważne, zbliżone wielkością do Ziemi. Nie zapominajmy jednak przy tym, że nawet tak względnie niewielka odległość jest – biorąc pod uwagę nasze obecne możliwości techniczne oraz takie, które pojawią się w dającej się przewidzieć przyszłości – wręcz niewyobrażalnie wielka i astronautów wokół Alfa Centauri raczej nie uświadczymy.Naukowcy Javiera Guedes oraz Gregory Laughlin z University of California (Santa Cruz, USA) przeprowadzili dużą ilość komputerowych symulacji, mających na celu stwierdzenie, czy wokół składników tego potrójnego układu mogłyby powstać planety. Oczywiście każda z symulacji – zależnie od wprowadzonych założeń – różniła się trochę od poprzedniej i układ planetarny wyglądał inaczej, jednak za każdym razem, wokół gwiazdy Alfa Centauri B (niespełna tak dużej jak nasze Słońce, choć o jasności tylko połowicznej) w symulacjach naukowców pojawiały się skaliste planety wielkości naszej Ziemi<. Co więcej, za każdym razem w symulacji orbita takiej planety przypadała na tzw. “pas życia”, czyli optymalną pod względem obecności płynnej wody odległość od gwiazdy macierzystej.
Oczywiście póki co są to tylko symulacje komputerowe, jednak w opinii naukowców z Santa Cruz warto by przyjrzeć się dokładniej najbliższemu nam układowi gwiazdowemu. Problem pojawia się tutaj jednak jeden, i to zasadniczy – obserwacje, pozwalające nam na rejestrowanie planet wokół gwiazd, to praca żmudna i bardzo wymagająca – im mniejsza planeta, tym mniejszy jej wpływ na macierzystą gwiazdę, a to jeden z najlepszych sposobów detekcji planet pozasłonecznych. Laughlin trzeźwo nie ukrywa więc, że zaobserwowanie hipotetycznej planety wielkości Ziemi wokół Alfy Centauri B wymagałoby… 5 lat obserwacji dedykowanego teleskopu dużej mocy, co raczej nie napotka na entuzjazm obserwatoriów, które muszą i tak ciągle lawirować ze swymi ograniczonymi możliwościami czasowymi w zalewie potrzeb naukowców z całego świata. Jednak nie zmienia to faktu, iż informacja – choć tylko hipotetyczna – jest dość ciekawa. Wyobraźmy sobie bowiem istoty żywe, które mogłyby powstać na takiej planecie – z trzema słońcami na niebie…
ŹródłoGrafika: Porównanie wielkości gwiazd Alfa Centauri i Słońca
Źródło grafiki
Credit: David Benbennick







Zgadza się, mi też wróciły wspomnienia na dźwięk słów Alfa Centauri. To był obowiązkowy cel wypraw w popularnych powieściach s-f. Swoją drogą, biorąc pod uwagę obiecujące wyniki symulacji, czy możemy całkiem wykluczyć jakieś powiązanie naszej cywilizacji z tamtym układem?;)
/ Cytuj komentarzDokładnie, wszyscy lecieli kiedyś na Alfę;) Symulacje są obiecujące, fakt, ale od możliwej obecności planet wielkości Ziemi daleka droga do wykazania na nich życia… Nie wiem, czy kojarzysz nazwisko Ericha von Daenikena, niemieckiego “pseudospeca”, który pisze książki o takich bzdurach, że głowa boli, nie jestem pewien, czy w jego wizji przykładowo piramid egipskich nie zbudowały ludki z Alfy;)
/ Cytuj komentarzRany, “Wspomnienia z przyszłości” to był dopiero numer! Były jeszcze jakieś inne książki. Nie pamiętam, co pisał o piramidach, ale od jego opisu objawienia Ezechiela i rysunku tego 4-śmigłowca nie mogłem się oderwać:)
/ Cytuj komentarzTo znasz lepiej książki tego geniusza niż ja:) Nie czytałem żadnej, słyszałem tylko ogólnie o jego pomysłach, w telewizji w jakichś reportażach, i porażające to było:)
/ Cytuj komentarzMnie najbardziej z książek o podróżach do układu Alfa Centauri utkwiła w pamięci ostatnia część kosmicznej trylogii autorstwa Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki pt. “Kosmiczni Bracia”. Opisali oni w niej zamieszkałą przez cywilizację Urpian planetę o nazwie Juventa tak sugestywnie, że byłbym bardzo zawiedziony, gdyby nie odkryto w tamtym układzie ziemiopodobnej planety. Też jestem zafascynowany wyobrażając sobie dzienne niebo na którym świeci więcej niż jedno słońce. Pierwsze, jak nasze – żółte, drugie – w odcieniu bardziej pomarańczowym, a trzecie – czerwone. Może różne barwy tych gwiazd wpływałyby na barwy księżyca(ów) okrążających tą planetę? Pewnie wpływałyby na fazy. Taki księżyc pod wpływem odbitego światła jednej gwiazdy byłby np. w nowiu, a światło drugiej czyniłoby z niego półksiężyc. Całościowy obraz światła dwóch słońc odbitego od jakiegoś satelity mógłby być skomplikowany, a przez to piękny. Tu w Układzie Słonecznym takich niezwykłych sytuacji nie uświadczymy. Tam bywałyby codziennością. Ale gdybym znalazł się tam ktoś z Ziemi pewnie nie spowszedniałoby mu to szybko. Przy wyobrażaniu sobie wszystkich tych niezwykłości muszę jednak nadmienić, że nie jestem do końca pewien czy za dnia byłoby dobrze widać to trzecie czerwone słoneczko – Proximę Centauri. Ona, jako czerwony karzeł świeci znacznie słabiej od dwóch pierwszych składników układu i co najważniejsze jest odległa od Tolimana A i B aż o 3 miesiące świetlne. To całkiem spory dystans. Chyba więc ten świecący na czerwono obiekt gwiezdny na niebie planety okrążającej Tolimana byłby zauważalny raczej tylko nocami. No może byłby ledwo zauważalnym za dnia mocno wypranym ze swojej czerwoności punkcikiem. Ale za to na pewno oba Tolimany byłyby za dnia na niebie owej planety doskonale widoczne. Bo przecież odległe są od siebie tylko na dystans identyczny z odległością Saturna os naszego Słońca. Tak więc, że tak powiem po każdej tam burzy widać byłoby po dwa słońca w każdej kałuży
/ Cytuj komentarzCiekawe rozważania:) Nie potrafię sobie teraz przypomnieć, ale czytałem dawno temu jakąś książkę Trepki-Borunia, te nazwiska wydają mi się bardzo znajome, było to w czasie, gdy byłem zafascynowany science-fiction i czytałem wszystko co mogłem dostać w mojej miejskiej bibliotece, dobre i kiepskie rzeczy, bez różnicy. Ale to było dawno temu, pewien jednak jestem, że nie czytałem tej książki, o której piszesz, to było coś innego. Potem S-F poszło w kąt (pozostał tylko Lem, Bradbury, może jeszcze Clarke) i nic więcej.
/ Cytuj komentarzBardzo ciekawie to opisujesz, trudno mi sobie wyobrazić, jakby to rzeczywiście tam mogło wyglądać. Czasem kiedy spoglądam w ostatnich dniach w podwieczorne niebo, gdzie jeszcze jest jasno ale już wysoko i wyraźnie wisi nasz Księżyc mam podobne myśli – ale bardziej o tym, jakby to wyglądało, gdyby Księżyc był o wiele większy lub bliższy, lub byłoby ich kilka na naszym niebie. I ciężko to sobie wyobrazić, bo nie ma z czym porównać, niestety.
Ze specyfiki układu Centauri wynika, że widoczne rzeczywiście chyba byłyby tylko dwie gwiazdy – karzeł jest za daleko i za słabo świeci. Najciekawsze dla mnie byłyby tutaj jednak nie kolory księżyców ale orbity, na jakich by poruszały się hipotetyczne planety, to by dopiero musiałby być galimatias:)
Jeśli nie czytałeś tej książki mogę Ci ją udostępnić. Bardzo chętnie to zrobię po poznaniu Twojego mailowego adresu. Mam trzecią część kosmicznej trylogii zeskanowaną strona po stronie. Przesyłanie jest możliwe etapami – rozdział po rozdziale. Jest to jednak jak by nie było kilkaset stron. Powieść tą czytałem po raz pierwszy mając kilkanaście lat. Wywarła na mnie wtedy duże wrażenie i ukierunkowała moje zainteresowania. Wiele razy bardzo chętnie do niej wracałem. Mam przeświadczenie, że gdyby ta książka została napisana w USA i zekranizowana przez hollywoodzkiego dobrego reżysera byłaby ogólnoświatowym i kasowym szlagierem kina science-fiction.
/ Cytuj komentarzPatrząc wieczorami na pogodne ziemskie niebo też miewam marzenia o tym jak mogłoby ono wyglądać aby zdało nam się jeszcze ciekawsze. Bardzo interesująco zrobiłoby się gdyby wokół Ziemi oprócz Księżyca krążyły jeszcze takie księżyce jak: Europa, wulkaniczny Io, Tytan i Enceladus. Taka ich bliskość umożliwiłaby szybkie zbadanie pod kątem ewentualnego występowania życia. A i widok 5 dużych księżyców na naszym niebie byłby czymś naprawdę fascynującym. Ich wzajemnych zaćmień doświadczalibyśmy bardzo często. Częściej też dochodziłoby do całkowitych zaćmień Słońca. Chyba cała ta sytuacja miałaby wielki wpływ na przebieg kataklizmów na naszym globie, a nawet na ukształtowanie się religijnych wierzeń mieszkańców Ziemi. Pewnie niektóre wybuchy potężnych wulkanów na Io byłyby widoczne z naszej planety gołym okiem. Przeczuwam, że każdy z tych naturalnych satelitów chcieliby odwiedzać startujący z Ziemi kosmiczni turyści. Zapewne społeczny klimat bardziej sprzyjałby rozwojowi astronautyki i astronomii.
Inną niezwykle ciekawą alternatywą w tym względzie byłaby sytuacja gdyby naturalnym satelitą Ziemi był nie Księżyc a Mars. Widok majestatycznej Doliny Marinerów z tak bliska mocno działałby na wyobraźnię. Ciekawe czy w innych systemach planetarnych nie dochodzi czasem do utworzenia takiego stabilnego układu podwójnego planet typu ziemskiego. Pewnie zdarzają się i takie sytuacje, ale może są wielką rzadkością?
Orbity planet w układach podwójnych niewątpliwie bywają bardzo skomplikowane i w wielu przypadkach na tyle niestabilne, że mogą wyekspediować planetę w przestrzeń międzygwiezdną co grozi jej całkowitymi ciemnościami i zupełnym zamarznięciem. Z obliczeń planetologów wynika ponoć jednak, że planeta krąży wokół jednej z gwiazd układu podwójnego bezpiecznie i trwale jeśli jej odległość od okrążanego przez nią słońca jest co najmniej czterokrotnie mniejsza od dystansu dzielącego obie gwiazdy tego układu. Gdyby więc planeta ziemiopodobna Tolimana B krążyła wokół niego po zbliżonej do okręgu orbicie o promieniu np. 120 mln km, to biorąc pod uwagę, że odległość pomiędzy Tolimanem A i B wynosi 1,4 mld km glob ten byłby odporny na niekorzystne dlań grawitacyjne zakłócenia odleglejszego składnika tego podwójnego układu gwiezdnego. Zakłócenia Proximy są tu oczywiście zupełnie pomijalne – dlatego piszę o domniemanej planecie Alfa Centauri, jako obiekcie krążącym w obrębie układu podwójnego. Reasumując więc istnienie wykreowanej przez naszą fantastykę naukową Juventy jest całkiem możliwe. Gorzej z prawdopodobieństwem istnienia tam wykreowanej również przez fantastykę cywilizacji i to technicznie przewyższającej naszą. Ale kto wie, jak to jest naprawdę? Może mido – urpiańskie sondy międzygwiezdne – już operują w Układzie Słonecznym?
Niestety muszę odmówić (ale dziękuję za propozycję), nie ma sensu bowiem, żeby się męczyć z przesyłaniem sporawych plików, kiedy i tak przeczytam to chyba na emeryturze. O ile kiedyś, paręnaście lat temu połykałem masowo książki wszelakie, to od paru lat jest marnie – może kilka książek rocznie, a parę czeka już w kolejce. Zbyt wiele tych rzeczy, które by się chciało zrobić…
/ Cytuj komentarzAle chcesz uprościć naukowcom robotę – wszystkie ciekawe obiekty najlepiej koło Ziemi, co?:) Ale pomysł rzeczywiście ciekawy – najbardziej podoba mi się ta myśl o wulkanach na Io, to musiałby dopiero być pyszny widok!
Masz rację, że orbita planety powinna być dość spokojna w takim układzie, jak to opisujesz, nie myślałem o tym. Gorzej pewnie wyglądałaby sprawa z jakimiś rytmami dla hipotetycznego życia – na Ziemi jednak spore znaczenie ma chyba to, że po nocy nastaje dzień i na odwrót. I jakie temperatury panowałyby na tej planecie? Skoro byłaby praktycznie cały czas oświetlona musiałyby być dość wysokie.
Mój stosunek do podróży międzygwiezdnych jest bardzo sceptyczny, niestety. Może zbyt czarno to widzę, jednak nie sądzę, by ludzie kiedykolwiek dotarli do innej gwiazdy (sonda Pioneer ma to zrobić za kilka?kilkanaście tysięcy lat?), nie wierzę więc również w obecność UFO i tym podobnych. Jedynym dla mnie rozwiązaniem byloby zarzucenie współczesnej fizyki – jedynie jeśli się okaże, że nasze rozumienie rzeczywistości jest kompletnie błędne, uwierzyłbym w wojaże galaktyczne
Szkoda, że nie jesteś w stanie teraz przeczytać tej książki. Rozumiem Cię jednak w pełni bo sam mam obecnie zbyt mało czasu na długotrwałe lektury.
Można jedynie przypuszczać, że skoro drugie słońce aż w odległości Saturna to choć niewątpliwie odgrywałoby sporą rolę nie spaliłoby planety na popiół. Na pewno najcieplej byłoby w miesiącach w których planeta znajdowałaby się pomiędzy obiema gwiazdami. Wtedy dzień trwałby nieustannie lub niemal nieustannie. W momencie zachodu bliższego słońca, zaraz wschodziłoby to dużo dalsze więc i dużo chłodniejsze. Jakaś różnica temperatur pomiędzy godzinami królowania na niebie jednej lub drugiej gwiazdy dziennej niechybnie pojawiłyby się. W okresach, w których oba słońca w tym samym lub podobnym czasie wschodziłyby i zachodziły pojawiałaby się noc i przynosiła jakiś chłód. Temperatury na takiej egzoplanecie zależałyby też od tego czy orbita jej byłaby wydłużona czy niemal kołowa oraz od kąta nachylenia jej osi obrotu a także od kąta pomiędzy płaszczyzną jej orbity a płaszczyzną równika – zwłaszcza tej bliższej okrążanej gwiazdy. No i oczywiście od składu chemicznego atmosfery takiego globu i skali występowania na nim efektu cieplarnianego. Bardzo wiele więc czynników grałoby tu rolę. Pewnie i organizmy żywe funkcjonowałyby w dużo bardziej skomplikowany sposób.
/ Cytuj komentarzRzeczywiście rytm dnia i nocy byłby wedle ziemskich kryteriów bardzo zakłócony. Ale biorąc pod uwagę zdolności przystosowawcze materii ożywionej pewnie życie gdyby się tylko pojawiło, przetrwałoby i rozwinęłoby się możliwe, że bujniej niż na naszym globie. Temperatury na planecie w układzie podwójnym to rzeczywiście skomplikowany problem. Trudno tu nie mając żadnych danych empirycznych sporządzić prognozę pogody
Do podróży międzygwiezdnych stosunek mam bardziej niż Ty optymistyczny. W końcu kiedyś twierdzono, że nic co cięższe od powietrza nie wzbije się do lotu. Nie widziano zastosowań dla fal elektromagnetycznych. Nie wierzono w możliwość zbudowania jakiegokolwiek statku mogącego poruszać się w kosmosie. Pewnie fizycy w przyszłych pokoleniach znajdą jakieś niezwykle przemyślne fortele umożliwiające przemierzanie i tych bardzo dalekich kosmicznych przestrzeni. Jednak na gruncie dzisiejszych realiów w pełni w tym względzie przyznaję Ci rację.
Zbyt mało czasu na czytanie to jeden czynnik, drugi, powiem to szczerze, to jednak pewna nieufność do polskiej science-fiction – kiedyś połykałem wszystko bez wyjątku, polską s-f, zachodnią, rosyjską, wszystko było dobre. Teraz jednak został mi Lem i Strugaccy, to wszystko, co jeszcze bym przełknął chyba…
Podobają mi się Twoje rozważania o hipotetycznych warunkach na hipotetycznej planecie. Ja jednak mam trochę odmienne podejście – nie zastanawiam się zbyt wiele nad tym, co “byłoby gdyby”. Wydaje mi się, że tyle jest sprawdzonych a niezwykłych informacji, że wystarcza ich do rozmyślań;) Co nie oznacza, że uważam rozważania nad możliwymi formami życia w Kosmosie za czas stracony, jedynie… za wyprzedzające swój czas.
/ Cytuj komentarzMoże i masz rację co do podróży międzygwiezdnych. Argumenty użyte przez Ciebie to chyba moja jedyna deska ratunku przed pełną niewiarą – rzeczywiście przecież kiedyś nikt nie pomyślałby, że zwyczajne dla nas rzeczy mogą istnieć. Mój sceptycyzm bierze się stąd, że w stosunku do naszej wiedzy kiedyś mamy ją jednak znacznie większą, pewnie, że nie wiemy jeszcze wszystkiego, ale zastanawia mnie jak miałaby wyglądać fizyka przyszłości. Bo jeśli się nie zmieni – będziemy opierać się dalej na prawidłach takich, jakie znamy – to nie widzę podróży kosmicznych w dalekiej nawet bardzo przyszłości. Coś musiałoby drgnąć, musiałoby się okazać, że fizyka relatywistyczna i mechanika kwantowa to tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej, która jest czymś zupełnie innym niż – trzymając się porównania – niepozorny kawałek lodu nad powierzchnią wody. To jedyna szansa, choć trudno mi uwierzyć, byśmy posunęli się tutaj o wiele dalej. Z niecierpliwością też oczekuję uruchomienia Wielkiego Zderzacza Hadronów – to urządzenie da nam odpowiedzi na wiele pytań, postawi ich pewnie też wiele nowych, ale przynajmniej zorientujemy się trochę lepiej, gdzie tak naprawdę jesteśmy z tą współczesną fizyką i czy ostatnie lata zostały zmarnowane, jako błędny kierunek, czy też jest to dobra droga i jesteśmy o krok od przełomu.
Bardzo lubię czytać o rzeczywistych faktach i prawdziwych odkryciach. Dlatego często do tych bardzo interesujących artykułów na tej stronie zaglądam. Też bowiem cenię takie rzeczowe informacje wyżej od wszelkiego gdybania. No, ale cóż
Mam jednak – momentami przynajmniej – naturę lekkoducha i marzyciela. którego często ponoszą poetycka wyobraźnia i zawsze nie do końca okiełznana fantazja. Myślę zresztą i na serio, że niektóre przynajmniej z ludzkich marzeń i oczekiwań są w stanie spełnić się. Tego dowiodła nieraz Historia. Poza tym niektórzy spośród ludzi z wyobraźnią (która ponoć jest ważniejsza od wiedzy – tak przynajmniej twierdził Einstein) w swoich myślowych spekulacjach idą jeszcze dalej i są skłonni twierdzić, że cokolwiek człowiek zdoła pomyśleć, to niechybnie sprawdzi się i całkiem sprawnie zrealizuje w bliższej lub dalszej przyszłości. Jak będzie wyglądać fizyka przyszłości? Tego nie wiem. Ale bardzo prawdopodobne wydaje mi się Twoje obrazowe i sugestywne porównanie obecnego stanu wiedzy do czubka góry lodowej jedynie. Rzeczywiście Wielki Zderzacz Hadronów najprawdopodobniej sporo nam rozjaśni w tym względzie, dużą część owej góry lodowej na powierzchnię wydobędzie, ale i jeszcze znacznie, znacznie więcej pytań postawi. Mimo niewątpliwie bardzo dużej ilości owych nowych pytań i postawienia zupełnie świeżych wyzwań nie wykluczałbym też niejednego rychłego przełomu jako smakowitego owocu tych badań.
/ Cytuj komentarzTutaj też trzeba zaznaczyć, że sporo rzeczy, o których piszę, to takie odkrycia “na niby” – wiele z nich dotyczy hipotez, teorii, niesprawdzonych empirycznie, więc tak dobrze też nie ma:). Cieszę się jednak, że potrafiłem zainteresować Cię tematem i życzę sobie i Tobie jak najczęstszych wizyt tutaj:)
/ Cytuj komentarzPołożyłeś mnie tą wypowiedzią Einsteina – to dla mnie największy naukowiec w historii i nie mogę zaprzeczać jego słowom, zresztą ma sporo przecież racji. Bez wyobraźni jeszcze deptalibyśmy w prehistorii, bo rewolucje nie przychodzą same od siebie.
Interesujące hipotezy przedstawione w przystępny wciągający sposób zazwyczaj mocno pobudzają – wyobraźnię właśnie. Niewątpliwie warto z nimi zapoznawać się. W miarę więc swoich – dość skromnych – możliwości czasowych postaram się jak najczęściej na Twoją stronę zaglądać
/ Cytuj komentarzKto z nas nie ma skromnych możliwości czasowych w tym świecie?:) Kiedy będziesz miał ochotę i wolną chwilę – zawsze otwarte:))
Pozdrawiam serdecznie!
/ Cytuj komentarzSerdeczności również ślę!
/ Cytuj komentarz