Autechre live – wrażenia
11 marzec 2008
Kiedy pod koniec 2007 roku po raz pierwszy pojawiły się niepotwierdzone jeszcze informacje, że legenda eksperymentalnej muzyki elektronicznej, brytyjski duet Autechre, zagra po raz pierwszy w historii w naszym kraju, wiedziałem, że nie mogę pozwolić, by ominęło mnie to wydarzenie. Bilety miałem w zasadzie w pierwszym dniu ich dystrybucji w Polsce, potem zostało już tylko czekanie.
Do Galerii Szyb Wilson (Katowice) droga z mojego miejsca zamieszkania okazała się banalnie prosta, choć ponieważ w ten region miasta zapuszczałem się pierwszy raz, lekkiego poddenerwowania nie zabrakło. Jak się okazało, stres był zupełnie niepotrzebny, gdyż koncert (zaplanowano rozpoczęcie imprezy na godzinę 20:00) samego Autechre odbył się dopiero o 23:00. Galeria to ciekawe miejsce (kilka zdjęć pod tym adresem) – galeria sztuki otwarta 10 lat temu w zabytkowych budynkach KWK Wieczorek z XIX wieku sprawia naprawdę niezłe wrażenie – duża hala to obskurne ściany, powiew ruiny i pełna asceza. Jak na koncert muzyków bardzo oszczędnych w środkach wyrazu, grających dziwne matematyczne konstrukcje dźwiękowe, idealna miejscówka.
Zdjęcie: Tak wygląda hala, na której odbył się koncert, za dnia
Źródło zdjęcia
Credit: Copyright by the respective owners
Koncert odbył się w dużej hali, z wielkimi, mlecznymi oknami, gdzie w zasadzie poza podłogą z betonu i ustawioną centralnie przed nami ramą i stołem dla muzyków nie było niczego. Atmosfera była niezwykła – ciemność, rzucane na dach i ściany oszczędne grafiki, niewiele źródeł światła, niezła akustyka i – potężne nagłośnienie. Miejsce świetne. Program rozpocząłsupport Autechre – DJ Rob Hall – który, choć grał całkiem nieźle, to jednak trochę było tego za wiele, gość grał od 19:30 do 21:30, potem od 22:10 do 23:00 a na koniec, jakby tego było mało, pogrywał jeszcze po Autechre (tak miało przynajmniej być, bo zaraz po Autechre uciekliśmy stamtąd). Muzyka, jak się rzekło, całkiem fajna (były nawet krótkie, rewelacyjne momenty), jednak jak na tyle czasu stanowczo zbyt mała odkrywcza – często wychodziliśmy zapalić lub po prostu trochę odsapnąć.
O 21:30 pojawił się na scenie brytyjski duet SND. Mimo że wcześniej nie znałem ich muzyki, przysiadłem z wrażenia słysząc, jak rozpoczęli granie. Muzyka była bardzo szybka i – jakby to określić – agresywna, niezwykle gęsto skumulowane dźwięki, gwałtowny set. Doskonale zagrali, przyznam szczerze, i ich set położył mnie na kolana. Nie mogę nie wspomnieć też o tym, że to właśnie podczas krótkiego niestety (40 minut) setu SND usłyszałem (albo poczułem raczej) najgłębsze basy, jakie dane mi było kiedykolwiek słyszeć – podczas przejścia między dwiema kompozycjami przez bodajże kilkadziesiąt sekund cała hala drżała od modulowanego, ultragłębokiego buczenia, przy którym momentami miałem problemy z oddychaniem (taki był napór powietrza!), wszystko przed oczami drgało a po wyciszeniu basu jeszcze kilka minut szumiało mi w uszach. Niemniej wielkie brawa dla SND za naprawdę zajmującą, choć ekstremalnie ciężką muzykę.
Dokładnie o 23:00 do stołu podeszli kolejni dwaj panowie – Sean Booth i Rob Brown. Autechre zagrało niestety tylko godzinę (wielka szkoda, naprawdę…), do tego w zupełnych ciemnościach, przerywanych krótkimi błyskami białego światła. Dlatego też z bólem donoszę, że nie udało mi się zatrzymać dla potomności ich koncertu – mój stary, biedny aparat w tych egipskich ciemnościach potrafił rejestrować na tle czerni tylko zielone punkciki diod na oprzyrządowaniu. Jednak nie to najważniejsze – bardzo zaskoczył mnie występ Autechre. Ostatniej płyty (wydanej tydzień temu “Quaristice”) nie zdążyłem jeszcze przesłuchać, więc nie wiedziałem, czego oczekiwać – panowie Booth i Brown zagrali ale i tak coś zupełnie innego – znam ich twórczość dość dobrze, jednak to chyba były improwizacje… Zaskoczeniem okazała się rytmika muzyki – utwory były całkiem składnie skonstruowane, bez zakręconych aranżacji z poprzednich, eksperymentalnych i abstrakcyjnych wydawnictw, a szkoda, gdyż Autechre – w moich oczach – to jednak niesamowicie pokręcone, szalone granie. Jednak nawet taka rytmiczna i poukładana muzyka grana przez Autechre ma swoją wartość – zagrali brawurowo, bardzo dynamicznie i agresywnie, i o wiele za krótki live set minął znacznie za szybko…
Generalnie – warto było. Dla wrażeń, które mogły dać wyobrażenie o niegdysiejszym rozkwicie kultury rave: opuszczone hale fabryczne, kolumny, sprzęt grający i impreza. I choć muzyka zmieniła się od tego czasu ogromnie, ciągle niezwykłe wrażenie sprawia potężne brzmienie elektronicznego ambientu w opustoszałej hali. Autechre, mimo krótkiego setu, spisało się doskonale, ale – szczerze muszę powiedzieć – największą niespodzianką wieczoru był duet SND, z tnącymi jak żyletki dźwiękami (i tym subbasem…).







Zgadzam sie z toba w calosci
SND ukradlo impreze Autechre, zagrali niesamowicie. Chcialabym ich jeszcze kiedys zobaczyc. Takiego basu i takich dziwkow nie slyszalam nigdy dotad. I lezka sie w oku krecila, ze konert w tej hali, dokladnie przypomnialy mi sie klimaty z lat 90 (łódzkie zreszta). Pozdrawiam!
/ Cytuj komentarzPrzykra sprawa, ale taka niestety prawda – SND pokazało się z genialnej strony, nie pamiętam, kiedy te 40 minut uciekło…:( Problem w tym, że ciężko coś znaleźć w sieci o SND – ani live setów na YT (Autechre trochę jest) ani samej muzyki. Akurat – z bólem – trzeba tutaj przyznać, że Autechre mogło równie dobrze supportować SND… Bo Hall był zwyczajnie taki sobie
/ Cytuj komentarzCiekawy artykuł, nie spotkałam sie nigdy wcześniej z ta grupa, myślę “ze lepiej późno niż wcale”
bardzo klimatyczna … jak dla mnie … może to mój błąd,ze ‘osiadłam’ z rodzima Islandzka muzyka za bardzo tj. Mum, Sigur Ros, Heimar … Tak wiec, czas na zmianę
/ Cytuj komentarzDzięki:) Wiesz, to bardzo specyficzna muzyka, dla wąskiego grona odbiorców, i albo się ją kocha (jak to jest u mnie) albo nienawidzi jako bezkształtnego hałasu (jak niemal wszyscy znajomi). Ale naprawdę polecam – wrażenia są niesamowite, nie mówiąc już o live setach w starych halach fabrycznych, potężne są (kiedy tynk z sufitu się sypie od basów:D). Co do Mum, Sigur Ros (Heimar niestety nie znam, muszę poznać) to jestem od lat wielkim ich fanem – płytę Sigur Ros pierwszą sprowadzałem z Zachodu, bo w Polsce nikt jeszcze o takich dziwactwach nie słyszał. Sigur jest cudowny, niezwykły, brak mi słów. Mum jest całkiem dobre, ale to jednak dla mnie zbyt infantylna muzyka – nawiasem mówiąc byli chyba przedwczoraj w Polsce na koncercie, ale dwóch bym nie dał rady:)
/ Cytuj komentarzPomyliłam nazwę płyty Sigur z nazwa zespołu ehh te moje roztargnienie
http://www.youtube.com/watch?v=RzI678fPGiU Hjamar, świetni są, naprawdę polecam … tu Yazz już opisywał ich najnowsza płytę http://www.youtube.com/watch?v=RzI678fPGiU
ciekawostek mogę CI polecić jeszcze grupę MINUS
/ Cytuj komentarznaprawdę bardzo klimatyczna, z takich Islandic
http://www.youtube.com/watch?v=PHT_NNx7XVw
mam nadzieje, ze coś z tych propozycji przypadnie CI do gustu !
Obydwóch rzeczy posłucham, gwarantuję, dzięki:) Jeśli ma to w sobie tyle klimatu co Sigur albo Mum, to na pewno mi się spodoba.
/ Cytuj komentarzZ Islandii świetni są jeszcze Gus Gus – nie wiem, pewnie znasz?
Oj, nie znam – ale zaraz to naprawie !
tyczyło sie czegoś zgolą odmiennego i tak mi sie teraz przypomniało
/
/ Cytuj komentarz/mój kolega miał takie przezwisko w szkole
Gus gus owszem
mają wokalistkę stylizowaną na Bjork
A Hjalmar to islandzkie regge w dobrym stylu, czasem jazz’ik
/ Cytuj komentarzdobre do auta
@yazhubal: wokalistkę? Chyba się tam coś zmieniło – zawsze był to facet o dość miękkim głosie:)
/ Cytuj komentarzHjalmar trochę poniuchałem, jest OK, dzięki za informację:)
[...] niezwykłą przyjemność oglądać występ Autechre w naszym kraju (o czym pisałem swego czasu tutaj), w Galerii Szyb Wilson w [...]
/ Cytuj komentarz[...] przed jego datą przeniesiony z Szybu Wilsona, świetnej lokacji, jak sądzę (byłem tam bowiem na pamiętnym koncercie Autechre), do Ronda Sztuki w Katowicach. Szklanego “czegoś” w samym centrum miasta, na, jak [...]
/ Cytuj komentarz