Aerodynamiczne meteoryty

31 marzec 2008

15 września 2007 roku, w pobliżu wsi Carancas (Peru) doszło do niecodziennego zdarzenia – na niebie pojawił się szybko przemieszczający się obiekt, który następnie uderzył z niebywałym impetem w grunt. Naukowcy zelektryzowani niezwykłym zjawiskiem w mig pojawili się w miejscu uderzenia – zobaczyli tam niespodziewanie niespełna 15 metrową dziurę w Ziemi, co spowodowało, że wydarzenie stało się dość głośne na świecie, a sami naukowcy postanowili przyjrzeć się dokładniej temu, co tam zaszło.

Od razu zastrzegam, że oczekiwania fantastów zostaną zawiedzione – nie był to tajemniczy statek kosmitów, nad którym stracili panowanie i następnie rozbili się o naszą biedną planetę. Kamienny meteoryt – bo to właśnie sprawca zdarzenia – na pierwszy rzut oka nie mógł wyróżniać się niczym szczególnym, gdyż znajdywane są meteoryty na całym świecie, które dotarły do powierzchni Ziemi po przejściu przez atmosferę. Jednak krater w Peru spowodował, że postanowiono przyjrzeć się jeszcze raz teoriom geologów planetarnych, wedle których meteoryty, takie jak ten, który “wykopał” równie spory krater, musiałyby w zasadzie zostać doszczętnie zniszczone w atmosferze naszej planety.

Naukowcy z Brown University (Providence, USA), profesor Peter Schultz oraz jego student Robert Harris, wybrali się w te pędy do Peru, by zbadać dokładnie miejsce uderzenia meteorytu. Poza samą wielkością krateru w suchym łożysku rzeki udało im się stwierdzić, że gleba została rozrzucona wokół miejsca upadku w promieniu setek metrów a ziarna piasku w miejscu uderzenia są w dziwny sposób zdeformowane. Na podstawie tych spostrzeżeń ustalono, że meteoryt musiał uderzyć w Ziemię z prędkością co najmniej 24 tysięcy kilometrów na godzinę, a więc prędkością ogromną i teoretycznie niewytłumaczalną.

Teoria bowiem zakłada, że równie niewielki meteoryt, jaki spowodował wytworzenie 15 metrowego krateru w Peru, musiałby w zasadzie utworzyć zaledwie niewielką jamę w Ziemi – atmosfera powinna spowolnić go do takiej prędkości, że stałby się równoważny kuli do kręgli spadającej swobodnie na grunt. Tymczasem meteoryt z Carancas spadł na Ziemię z prędkością od 40 do 50 razy większą, niż powinno się to stać w zgodzie z teorią.

Cóż więc się stało? Naukowcy z Brown University ustalili, że meteoryt przynależał do grupy tzw. meteorytów kamiennych, czyli względnie delikatnych tworów, które zwykle rozpadają się w atmosferze na drobne kawałki i nie posiadają energii koniecznej do stworzenia choćby niewielkiego krateru. Podobnie musiało się stać, zdaniem Schultza i jego studenta, również i w tym przypadku – ze znaczącą jednak różnicą: również meteoryt z Carancas rozpadł się na kawałki, kiedy zbliżał się do Ziemi, jednak odmiennie do większości swoich “pobratymców”, kawałki te nie rozbiegły się we wszystkie strony, a pozostały wewnątrz “ognistej kuli” meteorytu, gdyż nie mogły uciec przez barierę fali uderzeniowej obiektu ze względu na jego wielką prędkość. Bez możliwości ucieczki kawałki meteorytu zrekonfigurowały swój układ, tworząc inny kształt grupy odłamków. Zdaniem naukowców kształt ten mógł być znacznie bardziej aerodynamiczny niż ma to miejsce w przypadku rozproszonego układu odłamków – i to pozwoliło dotrzeć do samej powierzchni Ziemi w ściśle powiązanym, niezwykle szybkim kawałku.

Jeśli podejrzenia Schultza okażą się prawidłowe, może to mieć spore znaczenie dla dotychczasowego rozumienia rodzaju i wielkości obiektów, jakie docierały przez miliardy lat oraz dotrzeć mogą kiedyś do powierzchni Ziemi. O ile dotąd zakładano, że meteoryty kamienne niedużej wielkości spalają się doszczętnie w atmosferze, niezaprzeczalna obecność sporego krateru w Peru może świadczyć o tym, że dotąd nieprawidłowo ocenialiśmy takie możliwości. Nie oznacza to wprawdzie, że mamy znów chować się do bunkrów nuklearnych i kupować zapasy pożywienia – jednak możliwe, że atmosfera Ziemi nie jest aż tak bezpieczną barierą, jak nam się wydawało.

Źródło
Zdjęcie: Krater w pobliżu Carancas, Peru
Źródło zdjęcia
Credit: Peter Schultz, Brown University
 

Wpisy o podobnej tematyce:



Komentarze czytelników

  1. Slawkas | 31 marzec 2008 o godzinie 13:47

    Jakie zaskoczenie mnie tu spotkało, tyle zmian:) Własny hosting, domena, spersonalizowany skin, spolszczenie, favicon, OpenId, licencja CC. Nawet przekierowanie z Bloggera zrobiłeś, nie wiem jak:) Co za rozwój. Przypuszczam, że nie zrobiłeś tego wszystkiego tak sobie w lany poniedziałek, tylko przygotowywałeś wcześniej, ale z niczym się nie zdradziłeś. Ja o niektórych rzeczach dopiero myślę.

    Bardzo przyjemnie się tu wchodzi. Jest dużo lepiej niż poprzednio (chociaż tamto było dobre, ale przez porównanie zmienia się ocena). Grafiki i kolorystyka bardzo pasują do tematyki, a wszystko jest nadal bardzo przejrzyste.

    Z uwag krytycznych – favicon jest nieczytelny. Podejrzewam, że Twj poprzedni avatar byłby dobrym materiałem na ikonę.

    Ogólna cena – czuję się prześcignięty ;)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  2. lavinka | 31 marzec 2008 o godzinie 14:23

    Jesłi to ni statek kosmitów, może to próba siły? Albo nowa broń amerykańska? :)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  3. finwe | 31 marzec 2008 o godzinie 14:55

    @slawkas: witam serdecznie, w innej – to fakt – szacie graficznej;). Dzięki wielkie za dobre słowa – faktycznie trwało to może z dwa, trzy dni grzebania po dość parę godzin (przed świętami), pomogło mi to, że minimalne pojęcie miałem o tym wszystkim (chodzi mi o WordPressa) już jakiś czas temu – miałem ja Ci stronkę kiedyś na własnym serwerze na WP, ale mi się znudziła.
    Szczerze to kiedy się przeniosłeś na swoje to, co myślałem od jakiegoś czasu po prostu się już musiało stać, dałeś mi impuls do tego;) Najwięcej roboty było wbrew pozorom z postami z Bloggera – musiałem każdego zmieniać (formatowanie itp), co mnie wykończyło. Reszta to zabawa – trochę w CSS pogrzebałem, tłumaczenia wiesz jak robię;) a co do OpenID i Favicona – jedno to przeca plugin drugie to linijka tekstu.
    Cieszę się niezmiernie, że optycznie wszystko gra, byle jeszcze merytorycznie było OK, nie?;)

    Co do favicona to masz rację, niestety – podoba mi się to zdjęcie, ale za cholerę nic nie widać – zastanowię się jeszcze, co by tu podłożyć, może rzeczywiście wrócę do starego avatara.

    Dzięki raz jeszcze i cóż, zapraszam zawsze serdecznie;)

    @lavinka: Chyba jednak to był kawał (choć porządny) skały. Choć kto tam wie Amerykanów – może zamontowali na orbicie procę, z której teraz testują nowy rodzaj pocisków – kamiennych?;)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  4. Wesoły Terrorysta | 31 marzec 2008 o godzinie 20:01

    A mi właśnie dwóch ostatnich postów Google Reader nie zassał…:( Możesz to jakoś sprawdzić, prosze? Ja nic nie zmieniałem.

    Co do meteorytu – a gdyby komuś coś takiego spadło na głowę? Aha? To już by nie było tak wesoło. Dlatego właśnie winna nas bronić tarcza anty-jakaś-tam:) Ale to ciekawe, że odłamki zostały powstrzymane przez pęd lecącej skały… czy wiesz może, jaka musi być prędkość “na początku”, aby odłamki nie mogły się rozsypać w atmosferze?

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  5. finwe | 31 marzec 2008 o godzinie 20:14

    Kurde bilans, to nie wiem, co się dzieje, sprawdzałem feeda, wszystko aktualnie, ale na wszelki wypadek dałem resynca na FB, mam nadzieję coś to da, bo tak poza tym, to eeee, słabo się znam…:/

    Uf, gdyby ten akurat meteor spadł komuś na głowę (albo powiedzmy na dom), byłoby bardzo niewesoło, zostałby krater w ziemi… Ale żadna – mi się zdaje – tarcza nie ustrzeże nas przed takimi małymi niespodziankami, za dużo tego.
    Co do prędkości to są to dziesiątki tysięcy kilometrów na godzinę. Nie chodziło tutaj jednak o prędkość – po prostu meteoryt rozpaść musiał się tak nietypowo, że jego nowa forma była bardzo opływowa:) Normalnie kamole tej wielkości znikają w atmosferze, pfffff.. i nie ma.

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  6. lavinka | 31 marzec 2008 o godzinie 20:15

    A tak na poważnie, to może najważniejszy był jednak skład chemiczny meteorytu?

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  7. Wesoly Terrorysta | 31 marzec 2008 o godzinie 22:51

    No właśnie to mnie zastanawia – o co chodzi? Przypadek? Nie wierzę w przypadki. Dlaczego ten jeden jedyny nie zrobił – cytując autora – “pfffff”, tylko gładko wszedł w atmosferę? I czy możliwe jest odtworzenie tego aerodynamicznego kształtu?
    Wiem, że to nie pytania tutaj, ale tak mnie “zanurtowało”:)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  8. Wesoly Terrorysta | 31 marzec 2008 o godzinie 22:52

    @fi: nie przestawiles na blogu czasu na letni!

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  9. finwe.isilra | 1 kwiecień 2008 o godzinie 06:59

    @lavinka: Skład meteorytu z tego co zrozumiałem było trudno ocenić – została w końcu wielka dziura w ziemi, zalana wodą, i porozrzucane sporo gleby dokoła. Jak więc oni wpadli na to, że to meteoryt kamienny (chondryt), nie mam pojęcia. Skład miał na pewno znaczenie pod kątem tego, kiedy i w jaki sposób meteoryt zaczął się rozpadać, ale potem wygląda na to, że to był czysty przypadek – rozpadł się akurat w taki sposób, że… się w sumie nie rozpadł;)

    @WT: no masz rację, czasu nie zmieniałem, teraz zmieniłem, faktycznie zapomniałem, myślę to coś da;)
    Nie wydaje mi się, żeby kształt można było odtworzyć – patrz odpowiedź dla lavinki. Trochę to byłoby zbyt skomplikowane. Ja skłaniam się jednak ku przypadkowi – wydaje mi się dość rzadko możliwe, by wszystko ułożyło się w ten sposób;)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz

Napisz komentarz