O Tybecie po raz 1001
25 marzec 2008
W ten sposób łamie się zasady – w zamierzchłych czasach postanowiłem solennie, że na tym blogu nie będzie miejsca dla spraw z ponurego świata polityki. A jednak – natłok informacji, gdziekolwiek się tylko obejrzeć, na blogach, na stronach internetowych, w portalach, dosłownie wszędzie, o dziejącej się na naszych oczach tragedii w Tybecie – stało się, dorzucam swoje trzy malkontenckie, obrzydliwe grosze.
Dlaczego obrzydliwe? Pewnie wielu się skrzywi, czytając ten wpis (choć przeczyta go w sumie niewielu), bo spodziewać będą się tego, co można spotkać wszędzie – wzruszających wezwań do bojkotu olimpiady, rozpaczliwych gestów i dramatycznych wielokropków. Niestety, nie myślę nawet o tym. Wręcz przeciwnie – nie mam zamiaru dołączać do niezliczonych głosów, które tarzają się w popiele, wyrywają sobie włosy w głowie w imię… imię czego właściwie?
Otóż to. Zanim zostanę wyklęty od nieczułych potworów, którym mówiąc krótko “zwisa” egzystencja biednych mnichów w dalekim Tybecie, chciałem jedno zastrzec – uważam (szczerze), że dzieje się wielka niesprawiedliwość w stosunku do tego wyniszczonego ludu na dachu świata. Wielka krzywda, która jednak nie jest udziałem tylko tej jednej społeczności przecież, bo podobne rzeczy dzieją się cały czas na świecie, od niepamiętnych czasów, i nikt nawet krokodylej łzy nad nimi nie roni. Zresztą – choć to oczywiste – wielka akcja “współczucia” ruszyła dopiero teraz, kiedy to zaczęło dochodzić do zamieszek i zaczęli ginąć ludzie. Wygląda to tak, jakby Chiny dopiero tydzień temu w ogóle odkryły Tybet, wysłały tam swoich mordowników i zaczęły gnębić Tybetańczyków. Warto przypomnieć, że Tybet został anektowany militarnie przez Chiny trochę dawniej, niż tydzień temu, bo w 1949 roku. Czyżby w tym czasie wszystko szło jak po maśle i nagle tydzień temu coś się zmieniło?
Do czego zmierzam? Zastanawia mnie ten owczy pęd do bycia “solidarnym z Tybetem”. Każdy chce być “solidarny”, w te pędy powstają nowe inicjatywy, niezmierzone strony tekstu wypełniają się lamentami nad azjatyckim ludem – wydaje się wręcz, że w momencie, kiedy nie podniosę głosu w tej sprawie, kiedy nie dołączę do “grona sprawiedliwych” będę kimś gorszym, z nieludzką twarzą, bo to stało się… “modne”. Jeśli kiedyś było modne co innego, to teraz trzeba koniecznie oddać swój, nie zawsze potrzebny, głos dla Tybetu. Bo trzeba o tym mówić, przypominać – z naiwną wiarą, że kiedy trochę strzały przycichną, nikt nie zapomni ponownie.
Skąd ten pęd, zastanawiam się. Tybet od wielu lat cierpi pod twardym butem Chińczyków, jednak na szczęście w wiadomościach w telewizji i na pierwszych stronach gazet (portali?) nie pojawiało się od dawna nic o Tybecie, więc można było spać spokojnie. A teraz – trzeba zapalić pochodnie i ruszyć na Chiny! Zbojkotować olimpiadę! Zbojkotować chińskie towary! Zbojkotować Chiny! Coś jeszcze?
W Tybecie zginęło (nie znam dokładnych danych) może sto osób. Oczywiście, każda śmierć to coś złego. Jednak kto rozpacza nad Irakijczykami (pierwszy przykład z brzegu), gdzie sytuacja jest niestety wcale nie tak odmienna – kraj jest bowiem pod okupacją wrogiego mocarstwa, które od kilku lat zgniata każdy ślad oporu. To nie to samo? Oczywiście, że nie. Ale gdzie inicjatywa “FreeIraq”, gdzie lamenty internautów nad ludem irackim?
Koniunktura to niebezpieczna rzecz – obecnie jest dobrze pohałasować przeciw Chinom. Czyżby dlatego, że się ich tak naprawdę sami obawiamy i czujemy się bezsilni? Jeśli więc nic nie możemy tak naprawdę zrobić, można sobie ulżyć w ten sposób przynajmniej, że ponarzekamy na Chińczyków, jakie to z nich bestie. Selektywność doskonała, trzeba przyznać – problem Tybetu urasta do niesamowitej potworności i każdy dałby sobie rękę uciąć za tak naprawdę obcych mu ludzi. Dałby na pewno?
Tybet ma swoją wielką magię – budowaną tak naprawdę przez kinowe szlagiery z Hollywood i okruchy kultury, które do nas docierają przefiltrowane w odpowiedni sposób. Może w tym też kryje się powód, dla którego tyle osób uważa za punkt honoru zakrzyknąć “Free Tibet!”, choć nie ma pojęcia, kto zacz. Bo Tybet jest “ciekawy”, jest “magiczny”, są mnisi, tacy “fajni”, w takich “czerwonych” ciuchach, i w ogóle, wysokie góry, modlitwa, Budda. A gdyby Tybetańczycy nie byli tacy “fajni”, ktoś podniósłby głos?
Prawda jest taka, że wszystkie te emocjonalne odruchy niczego nie zmienią, poza uspokojeniem naszych sumień. Choćby dlatego, że Chiny to wielki gracz na arenie światowej polityki, a Tybet to górski lud, który nawet nie ma ropy naftowej. Więc o co tutaj się bić? Kto się podłoży? Olimpiada się odbędzie, będzie perfekcyjna, będzie zapierać dech w piersiach widzom w telewizji (do sierpnia wszyscy zapomną o Tybecie), sportowcy z płaczem będą przyjmować medale i poruszać ustami do swych krajowych hymnów. Dalej będziemy kupować niezliczone ilości produktów z Chin. Nie zmieni się nic. Bo jakkolwiek nie brzmiałoby to brutalnie, nikt nie nadstawi karku za biedny ludek z gór.
Cywilizacja Zachodu (do której sami przecież przynależymy) żyje obłudą i pragmatyzmem. Można zatykać sobie nos na samą myśl o tym, ale tak to wygląda – chcemy tego czy nie. Nasuwa mi się w związku z tym jeszcze jedna myśl – czy nie próbujemy uspokajać samych siebie, czegoś w głębi nas, takimi lamentami? Na zasadzie – przyłączę się do tego płaczu, poczuję się lepiej, w końcu walczę o lepszą sprawę, jestem dobrym człowiekiem. I znowu można odhaczyć kolejny punkt – w tym miesiącu poużalałem się nad Tybetem, w następnym będzie coś nowego, normę trzeba wypełnić.




Witam. Na wstępie może dodam, że to mój pierwszy komentarz chodź blog przeglądam już spory czas. Więc…
Tybet to kolejny przykład tego jak łatwo ludziom podsunąć temat. Takie rzucanie się na ciasto. Ktoś raz na jakiś czas przyniesie całą blachę to rwą się ile mogą aby zabrać dla siebie największy kawałek. A cała sytuacja ładnie zapakowana w kolorowy papierek z napisem “poprawność”.
Tylko wypadało by się zastanowić, czy tak naprawdę w tym wszystkim nic nie ma? Może krzyczenie, że to coś da przez tych co to napędzają jest obłudą (jak słyszę o niekupowaniu chińskich produktów, to już raczej bez “chyba”). Ale jednak takie akcje jednoczą ludzi, jakieś konsekwencje przynoszą – chodź niekiedy krótkie*, to jednak przynoszą.
Jeżeli Tybet miałby stać się wolny chociaż na jeden dzień, bym się też przyłączył. Tymczasem postoje z boku.
/ Cytuj komentarzSzczerze Ci powiem, że długo zastanawiałem się nad tym, czy napisać coś tak odległego od tematów, które poruszam zwykle, ale doszedłem do wniosku, że temat bardziej “ogólny”, do tego kontrowersyjny, może służyć za przynętę, by wyciągnąć komentarz od osób, które zwykle nie komentują, i przez to czegoś się o nich dowiedzieć:) No i już się udało:)
Ty nazywasz to “poprawnością”, ja nazwałem trochę inaczej, ale chodziło nam o to samo – trzeba być w porządku, tyle. Nie zaprzeczam jednak, że w tym “nic nie ma”. Takie akcje mają jak najbardziej sens, ale nie w tym przypadku – w przypadku narodu w dalekim kraju, do tego kraju niezwykle potężnym. Twój przykład z pielgrzymką kibiców uważam za coś bardzo dobrego (choć pamiętam kiedy umarł Papież pojednanie trwało kilka dni, potem zaczęło się znów lanie po pyskach…), uważam, że warto to robić, bo może to coś dać. Ale różnicę widzę znaczną – to się dzieje na naszym podwórku, jeśli Ty o tym wspomnisz, to możesz przekonać kogoś do sprawy, a to już coś. Ale w przypadku Tybetu czy wszyscy “lamentujący” sądzą, że czytają ich włodarze Chin lub inni, którzy naprawdę mogą coś zmienić?
Uwierz mi, że gdybym mógł postem zmienić świat – zrobiłbym to bez wahania…
/ Cytuj komentarzTybetańczycy są jak misie panda… tak jak napisałeś – tacy fajni. Ale gdzieś tam, daleko. Łatwo krzyczeć, tym bardziej, że jest presja dokoła, o bojkocie olimpiady, ale jakoś nie wierzę, że Ci, co teraz krzyczą, spalą wszystkie swoje koszulki z Chin i nie obejrzą ceremonii otwarcia Igrzysk.
Masz rację – to już trwa kilkadziesiąt lat. Protest bloggerów nic nie zmieni:(
/ Cytuj komentarz“Jak misie panda”, i Ty się pytasz, co ja tak cenię w Twoich wpisach, tego porównania mi brakowało;)
Dokładnie tak – Tybetańczycy są jak misie panda, a Irakijczycy (czy każdy inny uciskany naród) jak oślizgłe pająki, więc trudno za nimi zapłakać… Żartuję, a temat jednak poważny – żeby tylko koszulki z Chin były, to byłoby pół biedy. Jeśli ktoś nie ubiera się u Diora czy Cavalliego, ma chyba w 90% ciuchy z Chin. Żeby tylko ciuchy…
/ Cytuj komentarzTo z pandami to mam wrażenie – nie moje… a jak moje, to fakt – udało mi się:)
Obedrzeć obrońców praw człowieka z chińskich produktów to rozebrać ich do naga. Równie dobrze ekolodzy mogliby przestać kupować ubrania i produkty, przy produkcji których szkodzi się środowisku. Ach, ten dylemat – buty ze skóry zabitej brutalnie świni, czy z wytworzonego w toksycznych oparach plastiku?
Tu nawet nie chodzi o Irak vs. Tybet – po prostu “trendi” jest od czasu do czasu krzyknąć “Free Tibet”, bo to i Oscara można dostać, i w TV pokażą… Akcje nt. Iraku (“Bring our boys home”) też się zdarzają. Przez takie zrywy ludzie czują się lepiej. A najlepiej, jak kupią koszulkę / smyczkę / czapeczkę z hasłem “Wolny Tybet”. Albo tę taką śmieszną, plastikową bransoletkę, w jakimś oczojeb… jaskrawym kolorze.
Oczywiście “made in China”.
/ Cytuj komentarzWszystko się zgadza – ale jeśli mnie pamięć nie myli, to “Bring our boys back home” nie bardzo tutaj pasuje – chodzi przecież o dobro amerykańskich żołnierzy, nie “tubylców”, nie tak to było?
/ Cytuj komentarzTu masz rację – w obu wypadkach mówi się, że wojna to zło, ale w Iraku to giną nasi chłopcy, a w Tybecie – misie panda. I tak jak jedni obrońcy podpalają się za Tybet, a gdzieś mają rzeź w Iraku, tak drudzy krzyczą “Bring them back” i g… ich obchodzą łysi mnisi.
/ Cytuj komentarzWojna to zło, tu nie dyskutuję, bo nie ma o czym. Tylko wspominałem o selektywności właśnie – każdy z nas dobiera sobie to, co mu pasuje, co go dotyczy.
/ Cytuj komentarzBardzo dobry tekst o obecnych wydarzeniach w Tybecie. Nic dodać nic ująć. Chyba że tylko te dwa punkty:
/ Cytuj komentarz1. Narodem, który w ostatnich dziesięcioleciach ucierpiał nie mniej niż Tybetańczycy, są Kurdowie, o których nasi Internauci zdaje się, że nie słyszeli.
2. Niektórzy Internauci piszą o bojkocie chińskich towarów. Zapewne nie wiedzą, jakiej produkcji są ich komputery.
Pierwszy raz widzę Twój komentarz, bardzo mnie to cieszy (swoją drogą szkoda że nie ma możliwości komentowania Twoich wpisów, czasem byłoby dobrze mieć taką możliwość…)
Dziękuję za dobre słowo – wiesz, wymieniłem Irakijczyków jako przykład, trudno byłoby pisać o wszystkich narodach, które cierpią pod okupacją. Kurdowie mają o tyle ciekawiej, że są rozdarci pomiędzy dwa wrogie im kraje, co tylko pogarsza chyba sprawę. Podobnych sytuacji jest jednak na świecie bardzo wiele, niestety…
Co do punktu 2 – nie tylko komputery, ale sprzęt audio, TV, kuchenny, i tak bez liku… Nie ma sprawy, niech bojkotują, ciekawe jak długo wytrzymają
/ Cytuj komentarzMój blog o zasadniczo takiej samej tematyce, lecz o innej nazwie, istniał od czerwca do listopada 2007. W tym czasie pojawił się tylko jeden(!) komentarz, i to od pani, która była ze mną na tej samej wycieczce w Chinach. W listopadzie go zlikwidowałem, utworzyłem nowy pod inną nazwą o nieco innym charakterze. Korzystając z wcześniejszych doświadczeń uznałem, że komentarzy i tak nie będzie, więc wyłączyłem możliwość komentowania. Ale udostępniłem e-mail, można więc wysyłać do mnie swoje uwagi.
Mimo, że przedmiotem mojego zainteresowania są poza buddyzmem Chiny i Tybet,
/ Cytuj komentarzpostanowiłem od początku unikać tematów związanych z sytuacją polityczną w tych krajach. I absolutnie nie zamierzam wycofywać się z tego.
Utrudniasz sobie trochę możliwość odzewu czytelników – często bym chciał coś napisać, zapytać, na maila jednak jest to trochę bardziej kłopotliwe… Ale to Twój blog – musi w pierwszej kolejności Tobie pasować. Dodam jeszcze, że kilka miesięcy dla bloga to niewiele – zanim dostałem pierwszy komentarz też trochę trwało;)
Chyba się zawstydzę – miałem dokładnie takie same postanowienia co do swego bloga: zero polityki, zero spraw aktualnych na świecie. Niestety, ale cała ta histeria z Tybetem zmusiła mnie do złamania postanowienia;) Generalnie jednak nie mam zamiaru tego powtarzać – no chyba, że znów coś mnie zbytnio zdenerwuje
/ Cytuj komentarzWiesz co – ja pierwotnie zakładałem, że nie będę komentować na własnym blogu…jak to się ludzie zmieniają. Cytadelę cenię właśnie za to, że jest tu coś innego – nie ma polityki, tylko nauka. Mam nadzieję, że – pomijając jednostkowe wypadki – będziesz trzymać tę linię.
@Mei Jieke: Finwe ma rację – przez tak krótki czas można nie zarobić komentarzy. Jedyny sposób to odwiedzać innych, zostawiać po sobie ślad i…czekać:)
/ Cytuj komentarzZałożenie miałeś jak najlepsze, tak jak pisałem gdzieś wyżej – długo zastanawiałem się nad tym, czy napisać coś takiego, mam świadomość po co stworzyłem tego bloga i czego na nim nie chciałem mieć. Ale obiecuję, że blog się nie zmieni w mój “wywnętrzacz” – poza takim właśnie jednostkowym wypadkiem nie mam po prostu takiej potrzeby…
/ Cytuj komentarzWłączyłem możliwość komentowania!
/ Cytuj komentarzNie omieszkam czasem o coś zapytać czy dorzucić od siebie, obiecuję;)
/ Cytuj komentarzZadziwiają mnie takie wpisy, zadziwia mnie popularny ostatnio argument “że przecież nie tylko w Tybecie źle sie dzieje, więc dlaczego akurat Tybet?”
Po pierwsze primo, na świecie dzieje się bardzo wiele złego – to fakt niezaprzeczalny – ale czy to jest argument za tym, żeby nie robic nic?
Czy jeśli nagle pod wpływem doniesień medialnych uaktywni się grupa, która zacznie pikietować w sprawie Iraku lub Czeczenii, użyjecie tego samego argumentu?
Po drugie primo, dlaczego akurat teraz? Bo olimpiada do dokonały moment, aby przypomnieć o Tybecie. Jak ktoś już napisał, Tybet ma szczęście w nieszczęściu…
Czasem mam wrażenie, że niektórzy sa przeciw, bo to ładnie wygląda. Bo to takie ekscentryczne, nietypowe i pozwala odróżnić się z tłumu. A ja tym razem wolę być w tłumie, bo rzecz idzie o rzeczy dużo wazniejsze, niż oryginalność lub szczytna idea nie ulegania owczemu pedowi. Tak, uległam owczemu pędowi, bo tym razem miało to sens, tym razem owczy pęd nie dotyczył iPodów, skoków Małysza czy mody na bycie fit. Tym razem chodzi o człowieka.
Więc z pełna premedytacją postanowiłam poddać się owczemu pędowi i tym razem przyłączyć do chóru.
Tylko czasem przykro jest ze świadomością, że znajdą się i tacy, którzy twoje zaangażowanie wysmieją. Ale to chyba znak czasu…
/ Cytuj komentarzPrzykre to strasznie – walka o wolny Tybet jest ideologią samą w sobie. Niczego nie zmieni, nie będzie bojkotu olimpiady w Pekinie a przyczyna jest banalnie prosta.
/ Cytuj komentarzŻaden z cywilizowanych krajów nie podniesie ręki na rząd Chiński w obawie przed pogorszeniem stosunków z Chinami lub, co gorsza zerwania wszelkich kontaktów handlowych przez Chiny. Bojkot działań chińskich równy jest śmierci gospodarczej kraju który się tego dopuści więc cała propaganda jest tylko (jak to ujął ostatnio Ludwik vel. Dorn) wydmuszką wielkanocną.
@mm: Witam, cieszę się, że znalazł się też komentarz krytyczny wobec tego, co napisałem, bo to podłoże do dyskusji.
Po kolei więc:
1. Wpis przedstawia tylko i wyłącznie moje własne, prywatne zdanie na ten temat, może Ci się podobać, może nie podobać, nieszczególnie mnie to interesuje, niestety. Ale podyskutować i tak można.
2. Cóż jest zadziwiającego w argumencie który podajesz na początku? Sama przyznajesz, że jest prawdziwy, jego prawdziwość Cię zadziwia? Argument ten – coś mi wmawiasz, czego nie napisałem – nie jest jednak argumentem za tym, by nie robić nic. To tylko spostrzeżenie, że “tłum” o którym piszesz spokojnie sobie egzystował, wyposażony w Ipody, oglądający skoki Małysza i w pełni fit, niepomny, że dzieje się tyle złego na świecie i nagle – bęc – padło hasło “Tybet”, uszka się nastawiają i rozpoczyna się lament, nagle Ipody idą w kąt i pojawiają się sami ostatni sprawiedliwi. Nie wydaje Ci się to dziwne?
3. Twój drugi argument (dlaczego teraz: bo olimpiada to doskonały moment), jest śmieszny. A gdyby nie było olimpiady? To co, poczekamy jeszcze z dwadzieścia lat, jakoś pociągną, na razie zajmę się swoimi sprawami, będzie okazja? W końcu kiedyś Chiny olimpiadę dostaną znowu. A wtedy to im dopiero pokażemy, a jak!
4. Twój argument “niektórzy są przeciw, bo to ładnie wygląda” spowodował, że o mało nie zemdlałem. Toż to mój argument jest, w końcu się naprawdę zapętlimy w diabelskim kole i nigdy nie dojdziemy do tego, co ładniej wygląda. Napisałem, że w moim odczuciu sporo ludzi (ale napisałem “wszyscy”?) płacze o Tybet, “bo to ładnie wygląda”, a teraz takie coś, ja jestem przeciw, “bo to ładnie wygląda”. Obiecuję Ci moja droga, szczerze, że to nie ma z tym nic wspólnego. Jak jakaś opinia wygląda to interesuje mnie może przed moim przełożonym w robocie, ale nie w sieci, gdzie najmniej mi na tym zależy. Ekscentryczne? Znasz znaczenie tego słowa? Nietypowe? Może choć tu się zgodzę, tylko jest to grzech? Ty tym razem chcesz być w tłumie, Twoja sprawa, żaden problem, ale automatycznie mam się zabrać z Tobą? Bo niby dlaczego?
5. Przesadziłaś z tym wyśmiewaniem zaangażowania. Nigdy by mi do głowy nie przyszło coś takiego. Ale problem jest taki – co rozumiesz jako “ZAANGAŻOWANIE”? To, że napisałaś u mnie komentarz w obronie idei? Ilu uratowałaś Tybetańczyków w ten sposób?
Napisałaś komentarz, a ja dalej nie wiem, jakie to Twoje zaangażowanie jest… Źle rozumiem – śpiewasz w chórze? Nie nazywaj “zaangażowaniem” napisania gdzieś komentarza lub wstawienia sobie obrazka “Free Tibet”, bo może “to fajnie wygląda” i zaspokaja własne potrzeby moralne, nie zmienia jednak ZUPEŁNIE NIC.
/ Cytuj komentarz@fi: wyluzuj… zrozum – garść ludzi wczoraj dowiedziała się, że Chiny robią igrzyska, dziś rano wpadła im w ręce gazeta z newsem o zajęciu Tybetu, a przy obiedzie koleżanka im powiedziała coś o prawach człowieka… Wiesz – pokojarzyli fakty i się oburzają. Owszem – sprawa szczytna, ale to oburzenie nieco spóźnione. No, chyba że ktoś liczył, że przyznanie igrzysk Pekinowi coś zmieni. Ale to musiał być jakiś frajer.
A tak BTW – zobacz na statystyki, jedyny wpis polityczny ma więcej odsłon niż kilka zwykłych razem wziętych. Smutne, że przy okazji jakoś nikt nie rzucił okiem na ciekawe, uniwersalne wpisy. Ale misie panda mają swoje 5 minut. Może dodaj zdanie w tym poście, że na Twoim blogu jest też kilka słów o globalnym ociepleniu?:)
@mm: co do argumentu, że tyle zła dzieje się na świecie – dokładnie tak będzie! Jeśli ktoś nagle zechce dokonać samospalenia ze względu na Irak czy Czeczenię, to bedzie śmieszny – bo to nie jest zło, które przyszło nagle. Tybet, Czeczenia – to są zbrodnie trwające tak długo, że najstarsi aktywiści AI nie pamiętają. Więc wybacz, ale rozdzieranie szat “bo jest olimpiada” na kilka miesięcy przed jej rozpoczęciem nie najlepiej świadczy o świadomości protestujących.
Nie jesteśmy przeciw “bo to ekscentryczne” – po prostu trzeźwo myślimy i dostrzegamy bezsens takiego wstawiania bannerów na blogi. A jeśli ktos chce sobie być taki romantyczny – jego sprawa. Ale wara mu od krytykowania nas.
@Sweeper: święta prawda. Bojkotować trzeba było wiele lat temu, gdy Chiny rozpoczynały długi marsz do zostania potęgą. Był taki moment, gdy ZSRR już nie groziło, a Chiny jeszcze nie groziły. Teraz to już po zawodach.
/ Cytuj komentarz@wt: wyluzowałem, bo to i tak nie ma sensu, masz rację, po co ta dyskusja…;) Twoje BTW niestety jest jak najbardziej słuszne – choć nie do końca, pochwalę się, a co, na Wykopie mój post został wrzucony do jednego z komentarzy, stąd cała tajemnica i tyle wizyt…. Ale masz generalnie rację, trochę mnie to niekiedy zniechęca nawet do pisania o tematach, które mnie przecież osobiście tak fascynują i które wydają mi się ciekawe, a tak naprawdę… interesujące są tylko polityka, media itd. Ale – nie poddaję się:)
/ Cytuj komentarzZawsze możesz wrzucić nieco seksu:)
/ Cytuj komentarzNie poddawaj się – mnie zaraziłeś. I pewnie nie tylko mnie!
Czego?O_o Chociaż w galeriach można by poupychać jakieś gołe babki, ruch by się na stronie zrobił;)
/ Cytuj komentarzNie poddaję się – nie ma szans – choć wczoraj miałem taki moment wieczorem (bawiłem się trochę z backupem na serwerze i coś poknociłem), że niewiele brakowało, bym sobie odpuścił całkiem – strona mi się zupełnie popieprzyła i wszystko szlag trafił. Nie żebym robił reklamę – ale mam serwera na Netarterii i w sobotę ok. godziny 22:00 na prośbę o pomoc niemal natychmiast otrzymałem odpowiedź – szacunek!
wedlug statystyk w tybecie zginelo ponad 1.2 miliona ludzi a nie “jakies 100″ !!
/ Cytuj komentarzEwa, nie ważne 100 czy 1,2 mln, czy tylko jedna osoba… ale walcz, walcz! To jest ważne
/ Cytuj komentarz