Znajdujący się obecnie w fazie rozruchu i przygotowań do osiągnięcia pełnej sprawności najpotężniejszy akcelerator cząstek w historii ludzkości, Wielki Zderzacz Hadronów (LHC, Large Hadron Collider) w CERN (Genewa, Szwajcaria) od początku, zanim w ogóle rozpoczęto jego budowę, budził wśród co poniektórych ludzi spore obawy, czy czasem ta diabelska maszyna nie stanie się gwoździem do trumny dla tak przecież sprawnie prosperującej ludzkości. Ciekawe przy tym wydaje się to, że znacznie bardziej realistyczne formy autodestrukcji (choćby niezliczone pokłady ładunków jądrowych pochowane po kątach przez mocarstwa atomowe) nie budzą takich kontrowersji i – cóż za wiadomość, o niej to właśnie w tym wpisie – nie są podstawą do składania pozwów w sądach!

LHC, mimo kilku opóźnień, ma zacząć regularną pracę w połowie lipca tego roku. Jeśli nic więcej nie wpłynie negatywnie na plan rozruchowy nie zostało więc wiele czasu dla adwersarzy projektu, by go zbojkotować. Okazuje się bowiem, że 21 marca dwóch bliżej nieokreślonych jegomościów (Luis Sancho i Walter Wagner) z – kuriozalna sprawa – Hawajów złożyło pozew do sądu amerykańskiego nie tylko przeciwko CERN’owi, jako operatorowi, ale także przeciwko amerykańskiemu Departamentowi Energii (Department of Energy), Narodowej Fundacji Nauki (National Science Foundation) oraz Fermilabowi (ośrodkowi fizyki cząstek w Batavii, Illinois, który do momentu uruchomienia LHC posiadać będzie najpotężniejszy akcelerator świata, Tevatron), jako tym organizacjom, które w niecnym procederze budowy LHC maczały również brudne palce. Pozew ma na celu wstrzymanie prac nad uruchomieniem maszyny, posiłkując się tym, że brak dowodów na to, iż dzięki LHC cała Ziemia nie wyparuje w ciągu ułamka sekundy.

Wagner i Sancho nie byli pierwszymi, którzy w przyszłej pracy LHC dopatrywali się wielu zagrożeń. Już kilka lat temu, w 2003 roku, CERN w celu uspokojenia oponentów zlecił przygotowanie przez specjalną komisję naukowców raportu dotyczącego możliwych zagrożeń (o raporcie poczytać i go pobrać można tutaj, nawiasem mówiąc ciekawa lektura). Ponieważ wówczas naukowcy zgodnie stwierdzili, że nie istnieją żadne podstawy do obawiania się groźnych konsekwencji pracy maszyny, uspokoiło to część niedowiarków, jednak nie wszystkich.

Obecnie temat powraca: głównymi punktami spornymi jest możliwość wykreowania przez akcelerator, przy nieosiągalnych dotąd energiach zderzeń cząstek, głównie dwóch zjawisk: tzw. dziwadełek (cóż za nazwa) oraz mkroskopijnych czarnych dziur. Dziwadełka to hipotetyczne twory, materialne grudki, które składać by się miały tylko z tzw. kwarków dziwnych (niewykluczone, że taka materia gdzieś we Wszechświecie istnieje i dominuje nawet). Gdyby takie dziwadełko byłoby stabilne przez dłuższy czas zjawiska fizyczne temu towarzyszące faktycznie mogłyby nieźle nabroić – dziwna materia miałaby to do siebie, że w mgnieniu oka doszłoby do swoistej reakcji łańcuchowej: cała materia wokół dziwadełka zamieniłaby się również w materię składającą się z kwarków dziwnych, co równe byłoby gwałtownej katastrofie na Ziemi. Sęk jednak w tym, że naukowcy w żaden sposób nie potrafili znaleźć czegoś, co wskazywałoby na stabilność takich tworów – wszystkie przewidywania wskazują, że dziwadełka istniałyby (jeśli w ogóle) niezwykle krótko i nie mogłyby zagrozić nikomu.

Czarna dziura natomiast to temat bardzo nośny i jednocześnie odpowiednie przedstawianie tego zjawiska od dziesięcioleci powoduje, że społeczeństwa na same te słowa reagują paniką i chowają się po piwnicach. Trudno się więc dziwić, że panowie Sancho i Wagner również dosiadają tego konika – w ich wizji maleńka czarna dziura powstała w LHC będzie ekspandować z prędkością światła, pożerając całą Ziemię w przeciągu ułamków sekund. Teoretycznie tak też to by wyglądało, jest jednak jeden problem – znowuż przewidywania wskazują na to, że jeśli taka czarna dziura powstanie, wyparuje zgodnie z prawami fizyki niemal natychmiast, nie pozostawiając po sobie śladu.

Jednak to nie przewidywania naukowców wydają się, przynajmniej dla mnie, uspokajające - bezsensownym sądowy pozew czyni sam fakt, że żyjemy i istniejemy. W Kosmosie bowiem (w naszej atmosferze również) od miliardów lat dochodzi nieustannie do niezliczonych kolizji cząstek, które o całe rzędy wielkości przerastają energią tą, którą uda nam się osiągnąć w LHC. W przypadku Księżyca na przykład, który nie posiada ochronnej atmosfery, bombardowanie wysokoenergetycznym promieniowaniem kosmicznym musiałoby oznaczać zagładę już dawno, dawno temu. A jednak – kiedy w bezksiężycową noc spoglądamy w niebo, ciągle widzimy bladą twarz naszego satelity.

Pozew z pewnością nie spowoduje zbyt wielu kłopotów dla LHC, trudno bowiem uważać, że dwóch panów ot tak sobie zatrzyma projekt, który do tej pory kosztował niespełna 6,5 miliarda USD. Swoją drogą – choć bez złośliwości – wydaje mi się, że mieszkańcy Hawajów mają obecnie większe problemy niż zagrożenie czarnymi dziurami – wulkan Kiluaea znów daje o sobie znać…

Wszystkich jednak zapalonych do boju przeciw zagładzie ludzkości kieruję na stronę panów Sancho i Wagner, gdzie zbierają oni datki na energiczną reakcję przeciw szalonym naukowcom.

Natomiast osobom zainteresowanym LHC, akceleratorami i fizyką cząstek generalnie proponuję lekturę wcześniejszych wpisów w kategorii “Fizyka cząstek” właśnie.

Źródło
Zdjęcie: Wprawdzie czas nie bardzo pasuje (stare zdjęcie) ale pewnie taki zegar mają w domu panowie Sancho i Wagner
Źródło zdjęcia
Credit: Fermilab

Wpisy o podobnej tematyce:



Komentarze czytelników

  1. ikari » blog » Koniec świata i fizyka współczesna w przystępnej formie | 3 sierpień 2008 o godzinie 12:31

    [...] zapraszam do przeczytania bardzo ciekawego wpisu na ten temat [...]

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  2. Andrzej Karoń | 4 marzec 2010 o godzinie 03:59

    Tym DWÓM OSZOŁOMOM Z HAWAJÓW na rozwagę:

    Promień Schwarzschilda to:

    Rs=2GM/c×c

    Podstawiając za M masę Ziemi otrzymujemy że Rs=~0,9cm, a dla M = masie Słońca Rs=~3km.

    Jaki byłby Rs dla “Czarnej dziury” powstałej po zderzeniu dwóch protonów o energii 7 TeV każdy?

    Okazuje się, że nawet uwzględniając relatywistyczny przyrost masy tychże protonów zderzających się z prędkością 99.9999991% “c”, to powstała w ich wyniku Czarna Dziura maiłaby promień…

    ~3.7×10^-50 m!!!

    Czyli o ponad 34 rzędy razy MNIEJSZA od promienia protonu!
    (ok 1,2 fm = 1,2×10^-15 m).

    Jak wielka jest ta różnica między Czarną Dziurą z LHC, a Protonem?

    Załóżmy, że tą Czarną Dziurę z LHC i proton powiększymy o wartość 3.2×10^34 rzęda wielkości… Czarna dziura będzie miała rozmiar ok 2,5 femtometra – czyli średnicę Protonu, a tenże Proton wówczas musiałby mieć tym samym…

    …OKOŁO 8,1×10^19 m = ok. 8,6 mln LAT ŚWIETLNYCH!

    W jego wnętrzu znalazłaby się Nasza Galaktyka, galaktyka M31 w Andromedzie i jeszcze kilkadziesiąt innych mniejszych z tzw. Lokalnej Grupy Galaktyk!!!

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz

Napisz komentarz