Zagłada Ziemi już za moment
11 maj 2008
Jakiś czas temu roztaczałem w ponurym jak najczarniejsza noc wpisie smętne wizje końca naszej planety. Ponieważ symulacje, o których tam wspominałem, zapowiadają taką mało zabawną chwilę dopiero za kilka miliardów lat, mamy jeszcze sporo czasu, by zdążyć zasadzić drzewko, pojechać na urlop i generalnie przygotować się do przejścia na drugą stronę. A i tak znaleźli się czytelnicy, którzy uważali, że narzekam za dużo i zbyt czarno to widzę, więc nie zapominając o nich chciałem do tematu powrócić – tematu zagłady naszej planety – i zasugerować, że drzewka sadzić trzeba będzie jednak może jeszcze wcześniej, niż się zdawało.
Kilka miliardów lat to niewyobrażalny szmat czasu, bez wątpliwości. Podobnie niewyobrażalnie długim czasem jest kilkadziesiąt milionów lat – w skali Wszechświata różnica jest jednak już spora, bo pierwszy okres to kawał czasu, drugi natomiast to krótka chwila, dla człowieka jednak różnica jest w zasadzie zerowa – tak czy siak nie pożyjemy tak długo, by ją odczuć. Jednak na pewno inaczej to brzmi, gdy mówimy o końcu świata za miliardów lat kilka niż za milionów kilkadziesiąt.
Układ Słoneczny to niezwykle skomplikowany system, w którym Słońce, największy bez mała obiekt układu, jak i grupa względnie wielkich i pomniejszych planet, oddziałują w pogmatwany sposób grawitacyjnie ze sobą nawzajem i niezliczoną liczbą pomniejszych ciał kosmicznych. Obserwując planety w stosunkowo krótkim czasie nie można zauważyć żadnych niepokojących odchyleń od iście zegarmistrzowskiej precyzji, z jakim obiekty te poruszają się wokół centralnej gwiazdy; mogłoby się zdawać, że tak będzie wiecznie. Jednak wspomniana skomplikowana struktura systemu niesie ze sobą również pewne ryzyko – ryzyko tego, że kiedyś, w odległej przyszłości, może stać się coś nieprzewidzianego i bardzo przykrego.
Dla naukowców przewidywanie przyszłości Układu Słonecznego to kawał ciężkiej, niemal syzyfowej pracy. O ile obecnie są w stanie dokładnie przewidywać przyszłość znajdujących się w nim obiektów, pojawia się jednak pewna wartość graniczna, poza którą naukowcy nie potrafią i nie chcą sięgnąć dalej – obecnie kształtuje się ona w czasie ok. 40 milionów lat od teraz. Do tego czasu astronomowie są przekonani, że nic znaczącego (oczywiście pomijając nieprzewidywalne katastrofy oddziałujące spoza Układu) się nie wydarzy i planety będą sobie spokojnie krążyć po utartych drogach. Jednak sięgając dalej… wiele się może zdarzyć.
Obliczenia naukowców wskazują bowiem na możliwość (niezwykle niskie prawdopodobieństwo rzędu 1 do 2% jest w skali kosmicznej całkiem duże) tego, że Merkury, najbliższa Słońcu planeta Układu, może w pewnym momencie zrobić, mówiąc potocznie, mały “myk” ze względu na oddziaływanie odległego gazowego olbrzyma, Jowisza, i w ten sposób zachwiać silnie stabilność orbit planet wewnętrznych. Skutkiem takiej anomalii mogłoby nawet być zderzenie Merkurego lub Marsa z Ziemią, co dla egzystującego wówczas życia (założenie jest takie, że do tego czasu życie na Ziemi istnieć będzie i nie wypalimy jej do na popiół podczas konfliktów jądrowych) byłoby, łagodnie mówiąc, niemiłą niespodzianką.
Oczywiście to tylko jedna z wersji zdarzeń – równie dobrze, na podstawie przeprowadzanych niezliczonych symulacji komputerowych, Merkury może za ponad miliard lat spaść w efekcie takiej anomalii na Słońce, możliwe też, że wpakuje się na Wenus lub Mars zostanie przegnany na zawsze z Układu Słonecznego. Ze zrozumiałych jednak względów dla naukowców najciekawsze są scenariusze, w których obrywa się, i to solidnie, naszej planecie. Warto jednak cały czas pamiętać o tym, że mówimy tutaj po pierwsze o niezwykle odległych czasach – za kilkadziesiąt milionów lat to każdy z nas posadzi swoje drzewka – po drugie natomiast istnieje prawdopodobieństwo 98/99% tego, że stanie się figa z makiem i czterookie i pięciorękie stworki będą mogły egzystować za miliony lat w najlepsze w dziewiczej dżungli, która porośnie zgliszcza ludzkiej cywilizacji…
Co do tytułu wpisu natomiast – może i to nieprawda, ale za to jak przyciąga uwagę!







Tytuł onetowy… nieładnie, nieładnie… [:
/ Cytuj komentarzW jakiś sposób trzeba zdobywać rozgłos, no nie?;)
/ Cytuj komentarzCzysty marketing…trochę w stylu azety “F”, ale mi się podoba:) Tak coś podejrzewam, że jeszcze walniesz chwytliwy tytuł o przedłużaniu tego i owego:p
Nie obchodzi mnie, że za x lat – Ziemi mi szkoda, tych ośmiookich stworków też…:(
/ Cytuj komentarzJak się podoba, to się liczy:) Trzeba trochę agresywnego marketingu, bo inaczej będzie kiepsko. O wydłużaniu to z pewnością jeszcze coś będzie, no ale nie mogę przesadzać, potrzebuję tematu o wydłużaniu czasu czy czegoś podobnego, żeby to jakoś “nienachalnie” podpiąć;)
Tak jak pisałem różnica dla nas jest raczej niewielka, mam jakieś dziwne przeczucie, że nie dożyjemy tych mrocznych chwil. Ośmiookie stworki? Skąd to osiem oczu? Myślisz że pająki tak długo będą istnieć?:P
/ Cytuj komentarzA jakoś tak zsumowałem te Twoje czterookie i pięciorękie…
/ Cytuj komentarzHmm … Zderzenia Merkurego lub Marsa z Ziemią? Tylko nieco ponad jednoprocentowe prawdopodobieństwo takich impaktów, ale mimo wszystko zadaję sobie pytanie: czyżby świat naukowy zaczął przekonywać się do odrzucanych wcześniej hipotez Immanuela Velikovsky’ego? Z tego co pamiętam twierdził on m.in., że “planeta Wenus – zmienna i kapryśna jak każda kobieta – była niegdyś kometą wyrzuconą przez Jowisza. Fruwała potem ta kometa po całym Układzie Słonecznym wchodząc w bliższe stosunki zwłaszcza z Marsem i Ziemią, aż w końcu ustatkowała się jako planeta na swej obecnej orbicie.” Tak czy inaczej też groziło to nam wielką impaktową apokalipsą. A propos – ja 3 lata temu o tego typu apokalipsie napisałem poniższy wiersz:
w zasięgu ludzkiego wzroku
różne odmiany minionego dojrzewają
na talerzach układów dalekich
od soczystości lepkich rąk
wrzucających kolejne ciała do ognia
ust pełnych trzasków pękających skorup
planet nadgryzanych krwawymi mgłami
niesłyszalnych krzyków o lepszą przyszłość
spójrz na to wszystko zmodyfikowanym okiem
nieuzbrojonym w uprzedzenia
udzieli ci się radość szamana
pocierającego świat o świat
odpadki miotane niecelnie do koszów
czarnych dziur niczego nie zmącą
dopóki któryś nie spadnie
prosto na twój dom
No powiem w ramach tego swojego z kolei agresywnego marketingu i podjęcia próby zyskania rozgłosu
, że swoje teksty tego typu umieszczam czasem pod identycznym nickiem na portalu poetyckim poezja-polska.art.pl Powyższy znajdziecie pod linkiem:
http://www.poezja-polska.pl/stary/new/debiuty.php?id=35552
Podoba się Wam?
Pozdrawiam Autora tego artykułu i jego komentatorów
/ Cytuj komentarz@Nitjer: Prawdopodobieństwo katastrofy jest naprawdę bardzo małe, nie zapominajmy zresztą, że sporo czasu jeszcze zostało i jest to, że tak powiem, tylko informacja dla potomności, bo raczej nie sprawdzimy poprawności tych przewidywań;)
Wiersz mi się podoba, naprawdę, i nie mam nic przeciwko marketingowi, możesz wstawiać linki do woli, bo i czemu by to miało szkodzić. Niestety dawno temu były te czasy, kiedy głębiej siedziałem w liryce (nawet jako dorastający nastolatek parę się napisało wierszy, jednak na szczęście poszły w zapomnienie;). Może i szkoda, że zapomniałem o poezji. Z tych rzeczy, które czytywałem, to Twoje pisanie kojarzy mi się chyba z Pablem Nerudą (chyba…) i Cummingsem, znasz ich?
/ Cytuj komentarzTak. Masz rację. Prawdopodobieństwo takiej katastrofy jest minimalne. Wydaje mi się, że zanim stanie się bardziej realne, Słońce zdąży zmienić się w czerwonego olbrzyma ze wszystkimi tego apokaliptycznymi konsekwencjami.
Cieszę się, że mój wiersz spodobał Ci się. Wiersze Nerudy i Cummingsa znam dość pobieżnie. W młodości – jeśli chodzi o poezję – zaczytywałem się w Szymborskiej, Asnyku, Różewiczu i Lecu. I to te lektury z lat dawniejszych chyba do tej pory najbardziej mnie współinspirują. Bo drugim źródłem inspiracji jest moje zainteresowanie najnowszymi odkryciami naukowymi – szczególnie astronomicznymi.
/ Cytuj komentarzW przypadku Słońca nie mówimy już wtedy w ogóle o prawdopodobieństwach, bo to coś nieuchronnego, kolejne stadium życia gwiazdy… Jednak czasowo to tak odległa sprawa, że raczej mało kto się tym zaniepokoi, szczególnie że mamy obecnie tyle rzeczywistych i aktualnych zagrożeń tutaj na Ziemi.
Widzę że znamy trochę odmienne światy liryki – dla mnie polska liryka praktycznie nigdy nie istniała (nie mówię, że jest zła, po prostu nie byłem nią zainteresowany), zaczytywałem się szczególnie francuskimi poetami typu Mallarmy, Baudelaire i moim ulubionym, którego wielbiłem bez końca, Paulem Valery.
/ Cytuj komentarzJuż bardziej prawdopodobne jest to że uderzy w nas kometa Harleya, w co nie wątpię… ale gdyby leciała w nas asteroida rozmiarów USA , to wszyscy na Ziemi zesrali by się ze strachu (za przeproszeniem). Chociaż rząd NASA podjął by jakieś sensowne kroki. Przykładem i przestrogą jest film Armageddon nakręcony w 1998 roku…który na pewno znacie. Myślę, że możliwe by było wylądowanie na asteroidzie, lecz przewiercenie się przez warstwę lodu i nieznanych nam metali, myślę że to by już było za wiele.
Według kalendarza cywilizacji Majów to koniec Świata lub raczej Ziemi, przewiduje się na 21 Grudnia 2012 roku. Co się wtedy stanie, nikt nie wie, lecz myślę, że i to nie pozostanie na długo tajemnicą.
Pozdrawiam
/ Cytuj komentarzDOMINIK