Pomiędzy gorącym piekłem a lodową pustynią
31 grudzień 2008
Globalne ocieplenie to temat bardzo kontrowersyjny, przy czym prawdopodobnie wokół żadnego zagadnienia w ostatnich czasach nie pojawiało się tak wiele sprzecznych poglądów odnośnie jego istoty i przyczyn. Wachlarz przewidywań jest bardzo szeroki – od nieustannego, histerycznego wręcz straszenia przez media mrożącymi krew w żyłach przepowiedniami o nieuchronnej przemianie środowiska naszej planety w niegościnne dla życia piekło, takie, jakie dzięki sondom kosmicznym mogliśmy w miarę dokładnie poznać na Wenus, przez stanowiska, w których niektóre tzw. “autorytety” podważają te opinie, sugerując, iż nic niezwykłego tak naprawdę się nie dzieje, aż do równie mrocznych wizji po przeciwnej stronie, w których lada dzień tendencja radykalnie się odwróci i całe połacie naszego kontynentu pokryją lodowce, inaugurując tym samym kolejną epokę lodowcową na Ziemi.
Nie ma sensu ukrywać, że całe to gadanie, mimo ekwilibrystyki danymi statystycznymi, rozważania niezwykle skomplikowanych procesów, odbywających się na naszej planecie od jej zarania, buńczucznego udawania, że jesteśmy w stanie względnie dobrze je zrozumieć, jest tylko bardzo daleko idącym “gdybaniem”. Choć nierzadko się zdarza, że próbuje nam się wmawiać coś odmiennego – mianowicie to, iż wszyscy pretendenci do przewidywania przyszłości Ziemi, każdy z osobna i wszyscy razem, są nieomylni a przedstawiane przez nich hipotezy tak naprawdę hipotezami (czym przecież w istocie są) nie są, lecz lustrzanym odbiciem rzeczywistości.
W ciągu mijającego roku zauważyłem pewien ciekawy mechanizm – o ile przeciwnicy “standardowej” hipotezy o globalnym ociepleniu (ujmującej ludzką działalność jako czynnik najważniejszy dla zmian na Ziemi) istnieli od początków tej dyskusji, o tyle, przynajmniej mam takie wrażenie, w ostatnich miesiącach krytyczne głosy zdawały się być częstsze i, co rzadko zdarzało się wcześniej, przebijały się również do szerszego audytorium. Mogę się mylić, jednak chyba wynika to po prostu z niezadowolenia coraz większej rzeszy ludzi z arogancji i tendencyjności “wiodących” badaczy, którzy uważają, iż zagarnęli dla siebie monopol na wiedzę o mechanizmach stojących za globalnym ociepleniem.
Kiedy po raz pierwszy zrobiło się głośno o niepokojących zjawiskach, mających miejsce na naszej planecie, przyznam szczerze, dałem się bezwarunkowo porwać histerycznym nawoływaniom naukowców, pomstujących na zanieczyszczanie atmosfery Ziemi dwutlenkiem węgla. Równie bezwarunkowo akceptowałem jednoznacznie wyglądające wykresy, ukazujące gigantyczny wręcz wzrost stężenia tego gazu cieplarnianego w ostatnich dekadach. Przestałem się nad tym zastanawiać, bo uzyskałem odpowiedź, której każdy z nas potrzebuje, jasną i lakonicznie zdefiniowaną – musimy ograniczać emisję szkodliwych gazów, oszczędzać energię, wymieniać żarówki, zamiast samochodu siadać na rower… Jednak z czasem doszedłem do wniosku, że ten osobliwy “entuzjazm” był zbyt przedwczesny – jaką arogancją jest wiara, że poznaliśmy w pełni wszystkie mechanizmy, rządzące planetą Ziemia.
Trochę ostrożniej zacząłem podchodzić do wszystkich tych lamentów, obarczających winą za wszystkie nieszczęścia wyklęty dwutlenek węgla. Przyglądałem się tworzeniu rynku (na wszystkim w końcu da się zarabiać) handlu emisjami, co wywołało we mnie niezbyt przychylne odczucia. Zaczęły też do mnie docierać z różnych źródeł alternatywne wyjaśnienia, które co prawda nie pokonały “głównej hipotezy”, jednak zachwiały jej wiarygodnością, powodując, że przestałem być taki pewien tego, iż ograniczenie emisji CO2 zmieni nasz świat w wytęskniony raj.
Zaznaczam, że świadom jestem pewnych niezwykłych zmian, zachodzących w moim otoczeniu. Z racji miejsca zamieszkania na Śląsku widziałem latem tego roku na własne oczy przerażające widowisko: “huragan”, który przeszedł nad moim regionem, widziałem też całe połacie lasów i zburzone domy, coś, czego dotąd w życiu nie znałem. Świadom jestem tego, że lody Arktyki w zastraszającym tempie znikają, że temperatury średnie na naszej planecie rosną. Nie chcę tutaj kwestionować pewnych oczywistych twierdzeń, zgodnie z którymi coś niepokojącego dzieje się z naszą planetą. Nie uważam też, by ograniczanie emisji CO2 nie miało sensu – w ten, czy inny sposób, będzie to zawsze dla nas korzystne. Ale kurczowe łapanie się tego rozwiązania jako rozwiązania wszystkich problemów z globalnym ociepleniem budzi poważne wątpliwości.
Zgodnie z najnowszymi danymi rok 2008 był najchłodniejszym w tym stuleciu. Co prawda różnica w stosunku do lat poprzednich to zaledwie ułamek stopnia, i tak zresztą 2008 to 10 najcieplejszy rok w historii pomiarów. Jednak choćby tylko ten szczegół może dobitnie świadczyć o tym, że dalecy jesteśmy od zrozumienia tego, co naprawdę się dzieje. Ziemia jest niezwykle skomplikowanym mechanizmem, który dodatkowo nie jest przecież odizolowany od swego otoczenia – podlegamy wpływowi naszej macierzystej gwiazdy, z głębi Kosmosu dociera do nas ciągle tajemnicze promieniowanie. Słońce w mijającym roku zaskakiwało wszystkich, trwając w nieoczekiwanie długim letargu (o tym pisałem tutaj), którego nikt nie mógł przewidzieć.
Swego czasu wspomniałem też o badaniach, wedle których wpływ zmian promieniowania słonecznego na klimat ziemski był w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat statystycznie bez znaczenia. Różnie można takie badania traktować (choćby i w ten sposób, że podświadomie staramy się minimalizować wszystkie czynniki poza “ludzkim”), jednak nie sposób odmówić im sensu istnienia. W ostatnich dniach dotarłem do innej pracy, która w pewnym sensie jest bliźniaczo podobna do wspomnianej przed chwilą – dotyczącej wpływu promieniowania kosmicznego na nasz klimat.
Studium pod nazwą “Cosmic rays, cloud condensation nuclei and clouds” zostało zrealizowane przez dużą grupę badaczy z kilku skandynawskich instytucji. Miało na celu zbadanie, w jaki sposób zmiany w intensywności docierającego do Ziemi promieniowania kosmicznego, wywołane z kolei zmienną aktywnością Słońca, mogły wpływać na tworzenie się chmur w atmosferze naszej planety. Brano pod uwagę kilka wybranych parametrów, takich jak wielkość tworzących się kropli w chmurach czy też ogólna zawartość wody. Badania oparto na założeniu, z którym zgadza się niewielka tylko część naukowców (hipoteza jest więc mało popularna) – mniejsza ilość promieniowania, docierającego do Ziemi powoduje, że kropelek w chmurach jest mniej i są mniejsze, a co za tym idzie energia promieniowania słonecznego reflektowana przez nie z powrotem w przestrzeń kosmiczną jest mniejsza. Czyli – przyczynia się to do globalnego ocieplenia.
Jak wspomniałem taka hipoteza jest niezbyt popularna i większość dotąd realizowanych badań nie potrafiła znaleźć przekonywujących dowodów na to, iż promieniowanie kosmiczne ma statystycznie rzecz biorąc znaczący wpływ na strukturę chmur. Wspomniane studium po raz kolejny to potwierdziło, badacze bowiem nie znaleźli żadnej korelacji między zmianami intensywności promieniowania a badanymi parametrami chmur. Wyniki takie doprowadziły naukowców do konkluzji, że “astronomiczne czynniki” z bardzo małym prawdopodobieństwem mają wpływ na globalne ocieplenie.
I tutaj pojawia się w moim mniemaniu problem – czy takie stwierdzenie nie jest zbyt daleko posunięte? Czyżby kolejna praca na zamówienie “lobby CO2“? Może i promieniowanie kosmiczne w badanych w tym przypadku aspektach rzeczywiście nie gra roli, ale wykluczać od razu wszystkie “astronomiczne czynniki”? Odważne, nie ma co.
Globalne ocieplenie jest faktem, z tym się, powtarzam, zgadzam. Jednak nie mamy naprawdę zielonego pojęcia o tym, co tak naprawdę się w tym ociepleniu manifestuje, co szykuje nam przyszłość. Część naukowców uważa przecież, że tak naprawdę czeka nas gwałtowne ochłodzenie klimatu, sprowadzające na nasz kontynent ponownie, po tysiącach lat przerwy, kolejną epokę lodowcową. Warto też wspomnieć, że z kolei inni badacze podnoszą kwestię przebiegunowania Ziemi, które, wedle wielu pojawiających się od jakiegoś czasu symptomów, nieubłaganie się zbliża i doprowadzi do okresowego zaniku naszego pola magnetycznego, chroniącego nas przed niebezpiecznym promieniowaniem. Zagarnięcie istoty globalnego ocieplenia przez “sympatyków” hipotezy o nadmiernej emisji CO2 wydaje mi się niebezpieczne, bo zawęża nasze pole widzenia – uszczęśliwieni zamieniamy żarówki na energooszczędne, wierząc naiwnie, że to lek na całe zło. Nie zapominajmy jednak, że jesteśmy istotami, których cywilizacja isnieje dopiero kilka tysięcy lat, na planecie, która istnieje już lat kilka miliardów. Próżnością byłoby deklarowanie, że posiadamy już wiedzę o wszystkich zagrożeniach.
PS Mimo marudnej, jak zwykle zresztą postawy widocznej pewnie wyżej, nie oznacza to, że nie chciałbym w tym ostatnim dniu “najchłodniejszego roku obecnego stulecia” wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom, jak i ich bliskim i rodzinom, życzyć wszystkiego dobrego w nadchodzącym, 2009 roku, zarówno bez piekła rodem z Wenus jak i skutych lodem okolic!




No i znowu to gdybanie. ;]
Całe to globalne ocieplenie w wersji ‘man-made’, osobiście zawsze uważałem za antropocentryczne bajdurzenie i pójście na skróty. Bo skoro nie wiemy do końca jak ‘to’ działa, to skąd niby mamy znać przyczynę? Bynajmniej nie neguję, że ma ono miejsce, ale ta cała histeria z CO2 jest przesadzona. A z przewidywaniem przyszłości, szczególnie tej dalszej, zawsze mieliśmy problemy i niespecjalnie nam to wychodziło. Co do rzeczonego studium, zapoznam się i skomentuję jak tylko znajdę wolną chwilkę. ;]
Pozdrawiam, również ze Śląska, i życzę wszystkiego naj w nadchodzącym nowym roku!
/ Cytuj komentarzEch, no a co człowiekowi pozostało poza “gdybaniem”?:) Globalne ocieplenie jest, jak mi się zdaje, niezaprzeczalnym faktem, tylko większość ludzi nie rozróżnia samego faktu zaistnienia jakiegoś zjawiska od jego przyczyn – wmawia nam się, że to my i tylko my wyłącznie jesteśmy winni takich zmian. Ciekawe, że poziom dwutlenku węgla wahał się przez miliardy lat wielokrotnie, i to znacznie, mimo że nas tutaj jeszcze nie było:) Chciałem tylko zwrócić właśnie uwagę na to, że czujemy się jakby “rozgrzeszeni”: wystarczy ograniczyć emisję dwutlenku i wszystko znów będzie dobrze:)) A przecież (o tym nie pisałem bo napisałbym sążnisty esej) niszczymy nasze środowisko na tysiące innych sposobów, weźmy choćby jako przykład nawozy azotowe (ciekawy artykuł o tym jest w listopadowym “wiedza i Życie”). Zbyt łatwo sobie wyobrażamy ratunek:))
/ Cytuj komentarzNo to – śląskiego Sylwestra, że tak powiem, dzięki za pozdrowienia i wzajemnie jeszcze raz!:)
To, że 2008 był (nie wiem*, co mnie to…**) najchłodniejszy od kilku lat, o niczym nie świadczy.
1. Pytanie: Czy klimat Ziemi się ociepla?
Odpowiedź: Być może. To zależy od perspektywy, poza tym wyniki badań nie są zupełnie jasne.
2. Pytanie: Czy wpływ na zmiany klimatu ma człowiek, w szczególności emisja CO2 spowodowana działalnością człowieka?
Odpowiedź: Nie. Jest pomijalnie mała. Poza tym jeśli w ogóle istnieje związek przyczynowo-skutkowy między wzrostem poziomu CO2 w atmosferze a ociepleniem klimatu, to jest on najprawdopodobniej odwrotny niż głoszony przez ekosynów. Jak wiadomo z podstawowego kursu fizyki, wzrost temperatury cieczy zmniejsza rozpuszczalność w niej gazów, w szczególności dotyczy to dwutlenku węgla “zmagazynowanego” w oceanach.
3. Bałtyk bywał głupie paręset lat temu pokryty zimą lodem w całości, po czym sytuacja ta zmieniła się w ciągu niewielu lat. Były to czasy, w których wpływ człowieka na środowisko mierzony emisją spalin był tysiące razy mniejszy.
Skoro takie spektakularne zmiany zachodzą w klimacie Ziemi tak szybko i samoistnie, to każde rozważanie – w kontekście naukowym – o antropogenicznym globalnym ociepleniu jest po prostu śmieszne. (Właściwie powinienem tu wytknąć Ci, finwe.isilra, że Twoja powyższa notka pasuje na Cytadelę równie dobrze, jak rozważania o tarocie*** ;> )
JEDYNYM interesującym aspektem Globalnego OCIPIENIA jest aspekt socjologiczno-polityczny – ale to już temat na inną historię, na innym blogu…
* – nie ufam źródłom, z których ta informacja pochodzi.
/ Cytuj komentarz** – to za mała próbka, by wyciągać wnioski na temat trendów.
*** – skoro zahaczyłem już o wróżby, to pozwolę sobie wysunąć Klimatyczną Hipotezę Tektoniczną Tolepa (słowo honoru, właśnie ją wymyśliłem, całkowicie bez czyjejkolwiek inspiracji). Nie przekonują mnie próby tłumaczenia zmian klimatu Ziemi aktywnością Słońca. Bardziej przemawiałoby do mnie, gdyby Jacyś Amerykańscy Naukowcy ogłosili, że powierzchnia Ziemi ociepla się i ochładza od czasu do czasu z powodu np. jakichś prądów w magmie i/lub ruchów litosfery.
No pewnie że nie świadczy, podałem to tylko jako przykład na zmienność klimatu, bo przecież w ten sposób można by co roku zmieniać prognozy:))
Tutaj jednak bym polemizował – coś się od kilkudziesięciu lat zdaje zmieniać, są to zmiany, które są mierzalne, statystycznie ujmowalne, nie można zaprzeczyć, że średnia temperatura na Ziemi wzrosła…
W sumie zgadzam się z Tobą, choć znów nie do końca. Wpływ człowieka jakiś tam, nawet jeśli “pomijalnie mały”, jednak jest.
I tutaj się z Tobą nie zgodzę:))) Tarot a temat globalnego ocieplenia to jednak dwie bardzo różne sprawy. O ile tarot to wierutne bzdury, i tu się chyba obaj zgodzimy, to jednak z “globalnym ociepleniem” jest coś na rzeczy, obojętnie, co jest jego przyczyną. Jest to zjawisko badane naukowo, dlatego myślę, że można o tym wspomnieć i u mnie:))
Osobiście – jak piszę też w notce – preferuję alternatywę, w której zbliża się przebiegunowanie Ziemi, natomiast samo ocieplenie dotąd ma podłoże zupełnie niewyjaśnione:)
/ Cytuj komentarzW takim razie mnie zostało juz tylko stwierdzić…wszystko już było
Nowy Rok też! ale życzę dzisiaj też = zdrowia, fanów
spokojności…
/ Cytuj komentarzAno, było…:) Dziękuję za życzenia, Tobie również wszystkiego wszystkiego:)
/ Cytuj komentarzFinwe, a co Ty robisz przy komputerze, z żonką w tany! ale już!
/ Cytuj komentarzA co Ty robiłaś godzinkę później przy komputerze?:P Tym razem Sylwester był na spokojnie, w domciu:)
/ Cytuj komentarzJa to jestem w wieku poprodukcyjnym, to mogę siedziec w domu:)
/ Cytuj komentarzCiekwawe, dlaczego kiedyś nastapiła epoka lodowcowa? Co ją spsowodwało? Czy też ktoś powie, że sposwodował ją człowiek. A dlaczego ustąpiła? Czy dla ludzi z tej epoki stosunkowo nagły zanik ich znajomego, pięknego białego świata nie jawił się jak katastrofa pod nazwą ‘globalne ocieplenie’? I co oni wtedy, mieli przestać palić ogniska? Ta sprawa z ograniczniem emisji CO2 wygląda jak zmuszanie harcerzy w latach 70-tych do zbierania złomu. Głośnie trąbienie o działaniach, które na nic nie mają wpływu.
/ Cytuj komentarzZgadzam się z Toba, co ma być to będzie, niewiele zrobimy, przyroda sama upomni się o swoje. Ale jednocześnie lubię żyć ekologicznie, resztki spożywcze na kompost, makulatura do szkoły, żarówki oszczędne itp
/ Cytuj komentarz@Slawkas: Widzę nie jest Ci temat obojętny, po tym w jakim tonie piszesz;) I wszystko się zgadza, jednak – tak jak pisałem wcześniej i tak jak pisze Beata powyżej – w zasadzie czemu szkodzi ograniczenie emisji jakichś szkodliwych substancji? Jeśli nie widzisz sensu w jej ograniczeniu ze względu na wątpliwe przecież “globalne ocieplenie”, to można tak robić choćby dla “estetyki”, dla lepszego samopoczucia;) W przypadku takich żarówek to jest jeszcze inny aspekt – w końcu jeśli wymienisz żarówkę, to zapłacisz osobiście mniej za prąd, elektrownia zużyje ociupinkę mniej węgla (oczywiście w przypadku jednej osoby to efekt nijaki, ale liczy się tutaj efekt skali), zaosczędzimy surowców:)
/ Cytuj komentarzObawiam się, że jest znacznie, ale to znacznie gorzej. Komu w końcu przeszkadzało i ile kosztowało zbieranie przez dzieciaki surowców wtórnych? Zwłaszcza w komunie?
A teraz pojawili się tajemniczy samozwańczy “właściciele” atmosfery, którzy nam sprzedają prawa do jej używania. Jest to oczywiście skandaliczna bezczelność, ale O WIELE bardziej bulwersuje milczenie strzyżonych owiec.
Zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest jakiś ogólnoświatowy sprawdzian zgłupienia ludzkości…
/ Cytuj komentarztrójpolówka też szkodziła…
jesli wojen nie jest zbyt wiele, a kolejni turyści sami wydostali się z lawiny i na dodatek bezczelni nie chcą gadać o tym do kamer, najłatwiej martwić się o atmosferę z klimatyzowanego studia…
/ Cytuj komentarzjasne, że nie powinniśmy stosować zasady po mnie choćby potop, ale zastanawiac sie trzeba, może gdyby za czasów trójpolówki były media o wpływie nieekonomicznego uprawiania roli byłoby głośniej
Albo będzie ciepło, albo zimno. Inaczej nie da rady:)
/ Cytuj komentarzI z tą jakże głęboką myślą życzę Ci i Twoim czytelnikom wszystkiego najlepszego w 2009:)
Pisząc o sztucznych akcjach mam na myśli odwracanie uwagi od istotnych problemów. Ludzie się przejmują nowymi ideami i podporządkowują im swój styl życia, i przez to może zadają mniej kłopotliwych pytań. Np. dlaczego energooszczędne żarówki są takie drogie w porównaniu do zwykłych? No bo drogie jest ich wytworzenie. No bo ktoś to musiał wymyśleć, skonstruować i wypróbować. No to ktoś mu musiał wybudować biura i laboratoria, ogrzać je i oświetlić. Te żarówki zawierają wyższą technologię niż żarówki Edisona, inne droższe materiały. Ktoś to wysztko musiał opracować itd. Teraz ktoś to wszystko musi produkować – zużywać energię, paliwa, surowce itd. Ale te żarówki są drogie, to ile prądu muszą zużyć, żeby można było powiedzieć, że przynoszą oszczędności?
No ja wiem, że ten przykład z żarówkami jest mało przekonujący, to się nie czepiajcie słówek. Chodzi o myślenie – te “oszczędne” technologie nie biorą się z niczego. Mogą oszczędzać to na czym nam teraz zależy albo uwierzyliśmy, że powinno nam zależeć, ale dzieje się to kosztem czegoś innego. Na to “inne” zrobi się nową ideologię do wierzenia dla naszych dzieci. I tak w kółko. Jak z atmosferą. Przecież państwa wysoko rozwinięte rozwinęły się wysoko właśnie na dzięki tym brudnym technologiom, które teraz chcą limitować. Same już ich nie potrzebują, ale mają środek do kontroli rozwoju tych krajów, które się nie załapały na rewolucję przemysłową.
A najbardziej to lubię taki fragment wspomnień o Gandhim. Gandhi żył bardzo skromnie. Pił mleko od swojej kozy, jadł orzeszki, własnoręcznie prządł, ubierał się w tradycyjne wiejskie stroje, skromnie mieszkał i w ogóle. Żył skromnie i nie uznawał kompromisów. Propagował ten styl życia, można żec afiszował się nim. Jego koza, krosna, orzeszki i materacyk jeździły za nim wszędzie po świecie. Otaczała go grupa współpracowników, dla których był niemal świętym. Też jeździli za nim po świecie i żyli skromnie. Wszystko to powodowało masę kłopotów. I wydatków. Jednemu ze współpracowników wypsnęło się kiedyś: “Mój Boże, ileż pieniędzy kosztuje nas utyrzymanie Gandhiego w ubóstwie!”
/ Cytuj komentarzZajrzałem do Ciebie na stronę i tam przeczytałem wpis, piszesz tam, że dyskusja powinna być kontynuowana tutaj, no więc OK:) (niestety jestem chyba tak samo do tyłu jak Ty, bo również nie mam pojęcia jak to jest z tymi trackbackami i jak to u siebie uruchomić – pewnie musiałbym grzebać w kodzie layoutu strony, a tego to mi się jakoś na razie nie chce;)
Do rzeczy – bardzo trafnie ująłeś sprawę limitowania “szkodliwych” emisji do atmosfery, tutaj się zgadzam z Tobą absolutnie, bo przecież, tak jak piszesz, dobrobyt krajów zachodnich opiera się na bezpardonowym truciu środowiska, teraz chcielibyśmy (powiedzmy że zaliczamy się jakoś do tego grona) zabronić tego samego krajom, które nie chcą niczego innego, jak pójść tą samą drogą i dojść do tego samego, co my. Dziwne, to prawda, i niezwykle egoistyczne. Skoro przecież już mamy co chcieliśmy i więcej nie potrzebujemy truć, to zabronimy tego i innym… To tylko jeden przykład na “wspaniałą” mentalność Zachodu:)
A jeśli chodzi o mody i trendy, cóż, zgadzam się ponownie z Tobą, że całe to gadanie o oszczędzaniu i szanowaniu środowiska jest dla wielu modą, którą trzeba propagować, nie bardzo nawet wiedzą jednak dlaczego i w jakim celu. Jednak każde unowocześnienie technologii wiąże się przecież z wydatkami, czasem, to fakt, trudno się zorientować, na ile oszczędności poczynione (lub zmniejszenie jakichś emisji) ma jeszcze sens, bo nie da się porównać w sumie tych liczb. Piszesz o żarówkach – to prawda, że trzeba było opracować technologię, teraz ktoś musi je produkować, trzeba i pieniędzy, i energii, i surowców. Może i jest tak, że gdyby zliczyć nakłady z tym związane okazałoby się, że musielibyśmy wszyscy używać tych żarówek przez wieki, żeby się opłacało:)
Jest jednak i inny aspekt sprawy, indywidualny – niezależnie, czy ratujemy środowisko, czy też nie, dla nas samych, dla naszego mieszkania, to plus – zużywamy zauważalnie mniej energii, co przelicza się na żywą kasę, jest więc motywacja:)
Dobrym przykładem na to, co wspominasz, są na pewno biopaliwa. Wymyślił sobie ktoś, że biopaliwa (z kukurydzy itp.) to ratunek dla świata. Teraz się powoli okazuje, że wszyscy sieją kukurydzę w biednych krajach na paliwo i nie ma co, lapidarnie mówiąc, żreć. Do tego proces produkcji paliwa jest bardzo energochłonny. Ale też miał to być ratunek świata:)
Podsumowując nie sposób nie przyznać Ci racji, niestety dla nas wszystkich jest tak jak mówisz. Ale z jednym “ale” – mój wpis nie miał być manifestem nowoczesnego ekologa, miłośnika zabraniania emisji. To były tylko moje spostrzeżenia odnośnie czegoś, co nazywamy (wierząc w to czy nie) “globalnym ociepleniem”. Coś się przecież naprawdę dzieje, coś się zmienia, przecież temu nie można zaprzeczać (zostawiając na boku dyskusje, co jest tego powodem). Nikt mnie nie przekona, że nie dzieje się NIC. Klimat się zmienia i to wcale nie oznacza, że mamy się biernie przyglądać temu, co się dzieje. Z pewnością niektóre pomysły są bzdurne (czytałem na przykład o gigantycznych “lustrach” w Kosmosie, które miałyby reflektować promieniowanie słoneczne czy o pompowaniu dwutlenku węgla pod ziemię), jednak świadczą o poszukiwaniu rozwiązań.
Wydaje mi się, że z tym tematem jest w sumie tak samo jak zawsze, tzn. “chcieliśmy dobrze a i tak skończyło się jak zawsze”. Pierwotnie myśli o ograniczaniu emisji itd. były szlachetne, rodziły się w głowach naukowców, zapaleńców, bez jakiegoś ukrytego mechanizmu. Z czasem, jak zawsze na świecie, znaleźli się tacy, którzy dostrzegli w tym wspaniałe maszynki do robienia pieniędzy, niestety. I dlatego cały ten ruch, między innymi dlatego, stracił wiarygodność.
Zresztą, biorąc przykład jazdy na rowerze choćby jeszcze – przecież abstrahując od “ochrony środowiska” – sam fakt zastąpienia samochodu przez rower oznacza zdrowy wysiłek fizyczny i przebywanie na świeżym powietrzu:) I to się też liczy:))
/ Cytuj komentarzUbóstwo Gandhieg…oj!
Podobno jest międzynarodowy rok astronomii…
/ Cytuj komentarzJedną z dobrych stron czytania blogów jest to, że dają okazję do sprecyzowania własnych poglądów. Czasem wnioski są dla mnie samego zaskakujące, jak w powyższym przypadku albo w przypadku tego wpisu o wielkiej przechowalni nasion: http://www.cytadela.net.pl/?p=174 Człowiek zajmuje się swoimi sprawami, po drodze się przejmuje losem świata i bierze za dobrą monetę pomysły na pierwszy rzut oka szlachetne, ale jak się zastanowić nad pomysłami tych wszystkich wybawicieli, to okazuje się, że to się nie trzyma kupy.
/ Cytuj komentarzA zgadza się, dlatego z przyjemnością czytam Twoje wpisy, wpisy WT i wielu innych osób w sieci, bo to przecież inny punkt widzenia na pewne sprawy, który – jak piszesz – pozwala zastanowić się nad tym, co się o tym w sumie samemu myśli:)
Jednak o ile co do “globalnego ocieplenia” można wiele powiedzieć i to w bardzo różny sposób, broniłbym jednak idei przechowalni. Oczywiście, swoje kosztowała, jednak zamysł wydaje mi się wcale niegłupi:)
/ Cytuj komentarzTroszkę spóźnione – ale też życzenia. Wielu ciekawych odkryć do opisywania, żeby się Hubble znów nie popsuł, żeby LHC wreszcie ruszył z posad, żeby gwiazdy świeciły przykładem
A prywatnie: “totalnego ocieplenia” i znalezienia “złotego środka” w życiu.
Pozdr.
/ Cytuj komentarzmy_nick
Długo mi to zabrało (znaczy to zastanawianie). A efekt tutaj: http://tolep.salon24.pl/379273.html Nieśmiało polecam…
/ Cytuj komentarzWszystko pięknie, wszystko ładnie, tylko problem dla mnie powstaje wtedy, gdy dla skomentowania czegokolwiek zmuszony jestem gdzieś zakładać kolejne konto, które mi nie jest poza tym do niczego potrzebne;) Dlatego więc ograniczę się do skomentowania Twojego wspomnianego wyżej wpisu tutaj.
Nie zgadzam się z Twoim punktem widzenia. Pomijając Twoje poglądy polityczne, że tak powiem (które tutaj odgrywają jakoś mi się zdaje naprawdę niebanalną rolę), uważam takie podejście do sprawy za lekko paranoiczne. Można się nie zgadzać z rolą człowieka w przypadku globalnego ocieplenia, każdy ma do tego prawo, bo naukowcy (czy jak powiadasz politycy) nie potrafią przekonująco tego udowodnić. To sprawa osobistego zapatrywania się na temat. Jednak dopatrywanie się we wszystkim globalnych spisków i niecnych planów wydaje mi się zbyt daleko posunięte.
Jak to nazywasz, AGO nie jest wymysłem UE. Jeśli mnie pamięć nie myli, pierwsze paniczne informacje dobiegały nas z USA, trzeba by więc założyć, że albo naukowcy w USA (które jest tak niechętne protokołowi z Kioto itp.) byli kupieni przez UE albo USA jest tutaj w zmowie z UE (co jest sprzeczne z ich stanowiskiem oficjalnym). Nie wygląda to przecież tak, że cały świat poza krajami UE (lub może tylko “starym rdzeniem” UE?) absolutnie odżegnuje się od czegoś takiego jak AGO. No chyba że założymy, iż na całym świecie wszyscy biurokraci chcą wprowadzić nowe podatki z tym związane.
Kto wie, jak to wygląda naprawdę. Może się mylę i za kilka lat wspomnę Twój wpis, obciążony nowym podatkiem czy czymś podobnym. Jednak to co napisałeś jest dla mnie po prostu fantazyjnym pomysłem, chcesz mnie przekonać, to potrzebuję czegoś więcej, niż takiego postawienia sprawy. Krajem jesteśmy nieufnym w stosunku do wszystkiego, to prawda, czasem to i dobrze, czasem jednak szkodzi.
Pozdrawiam!
/ Cytuj komentarz