Takie to banalne a takie prawdziwe – odkopując Cytadelę z gigantycznych śniegowych zasp zauważyłem dzisiaj, jak czas w wariackim pośpiechu ucieka i zorientowałem się jednocześnie, że w nastałym nam roku pańskim 2009, poza kilkoma komentarzami, nie wydusiłem z siebie jeszcze żadnego wpisu. Czas najwyższy to zmienić, jak mi się zdaje, wracając tym razem, w odróżnieniu od kilku dość luźnych poprzednich wpisów, na “swojskie terytoria”, czyli do świata astronomicznych rewelacji.

Początek roku to zawsze okres relatywnie ciekawy w świecie amatorów rozgwieżdżonego nieba przynajmniej z jednego powodu – w styczniu każdego roku odbywa się coroczne spotkanie Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego (AAS, American Astronomical Society), najważniejszej, dość już wiekowej (istniejącej od 1899 roku) organizacji zrzeszającej astronomów w Stanach Zjednoczonych. A ponieważ trudno ukrywać, że to właśnie bankrutujący obecnie Amerykanie posiadają w tej dziedzinie wyśmienitą kadrę i największe osiągnięcia, w trakcie zjazdu, odbywającego się co roku w innym miejscu (tym razem w Long Beach w Kalifornii), pojawia się multum informacji, zebranych przez amerykańskich astronomów w ciągu minionego roku. Nie inaczej jest i tym razem – wysyp interesujących nowości był jak zwykle spory, tak spory, że nie lada problemem jest wyselekcjonowanie najciekawszych z nich. Niemniej jednak kilka z nich jest naprawdę wartych uwagi i w najbliższym czasie postaram się stopniowo je tutaj przedstawiać.

Na pierwszy ogień informacja, która, sięgając do głębszych zakamarków Cytadeli, może wydawać się poniekąd nawet zabawna. Jednocześnie jest ona dla mnie jednak potwierdzeniem cechy, przez którą astronomia wydaje mi się od lat tak fascynująca – tego, że nasza wiedza o Wszechświecie, mimo niezaprzeczalnych dokonań i sukcesów, ciągle tak naprawdę jest bardzo niepewna i wielokrotnie jeszcze staniemy przed koniecznością ponownej rewizji pozornie pewnych danych.

W maju 2008 roku pisałem o rewelacjach związanych z naszym galaktycznym domem, Drogą Mleczną. Międzynarodowy zespół naukowców z dużym przekonaniem ogłosił, że nasze dotychczasowe oszacowania masy Galaktyki nijak mają się do rzeczywistości i Droga Mleczna tak naprawdę jest zawodnikiem wagi lekkiej – lekką też ręką naukowcy odjęli Galaktyce aż połowę jej masy. Opis techniki badawczej i statystyka wyglądały mocno przekonywująco, to i zawierzyłem badaczom. Jak się jednak okazuje, mogli się mylić, i to całkiem poważnie.

Na wspomnianym spotkaniu AAS “wypłynęła” praca naukowa zespołu, kierowanego przez niejakiego Marka Reida z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics,  w której astronomowie oświadczają, że tak naprawdę to nasze oszacowania masy Galaktyki były dotąd zupełnie błędne. Nie wiem tylko do końca, których w sumie oszacowań to dotyczy – zakładam, że “pierwotnych” (przed ujęciem masy Drodze Mlecznej w minionym roku), bo gdyby wspomnianych wcześniej, byłoby jeszcze zabawniej – w 2008 roku naukowcy ujęli Drodze Mlecznej połowę masy, obecnie powiadają natomiast, że Droga Mleczna jest o połowę masywniejsza, niż zakładano.

Reid i koledzy, korzystając z sieci 10 radioteleskopów VLBA (Very Long Baseline Array), rozmieszczonych na sporym kawałku świata od Hawajów po Karaiby, stworzyli szczegółowe obrazy struktury galaktycznej, mierząc odległości do różnych obszarów Galaktyki oraz ich prędkości względem galaktycznego centrum. Dzięki temu ustalili między innymi, że nasz Układ Słoneczny, odległy od jądra Drogi Mlecznej o ok. 28 tysięcy lat świetlnych, porusza się względem niego z zawrotną prędkością ok. 970 tysięcy km/h, co oznacza poprawkę o ponad 160 tysięcy km/h w stosunku do poprzednich założeń.

Pomiary prędkości obrotów zróżnicowanych obszarów Drogi Mlecznej doprowadziły badaczy do wniosku, że masa Galaktyki jest o ok. 50% większa, niż przypuszczano dotąd. Jak to się przekłada na rzeczywiste wartości, nie mam zielonego pojęcia, bo w wielu źródłach pojawiają się mocno zróżnicowane “pierwotne” założenia. Niemniej jednak sam fakt “pogrubienia” Galaktyki oznacza, co w sumie najważniejsze, że możemy śmiało stawać w szranki z Galaktyką Andromedy, która dotąd wydawała się samotnym “hersztem bandy” galaktyk, które składają się na Grupę Lokalną. Przypuszczano dotąd, że Andromeda jest znacznie większa niż nasza Galaktyka, jeśli jednak rzeczywiście masa Drogi Mlecznej kształtuje się w zakresie podanym przez Reida i kolegów po fachu, to pod względem masy i wielkości obie galaktyki są w zasadzie równe sobie.

Inną konsekwencją takich rewelacji, choć mało niepokojącą dla naszego doczesnego istnienia, jest fakt, iż znacznie większa masa wiąże się ze znacznie silniejszym oddziaływaniem na nasze kosmiczne otoczenie. Zwiększa się tym samym prawdopodobieństwo kolizji z galaktykami satelitarnymi, oczywiście zwiększa się również szansa na kolizję z samą galaktyką Andromedy, która według poprzednich szacunków ma nastąpić gdzieś za dwa miliardy lat. Co prawda nie oznacza to, że termin zderzenia przesunie się gwałtownie w naszą stronę i do zderzenia dojdzie, powiedzmy, za miesiąc, jednak z pewnością szybciej, niż nam się zdawało.

Źródła:

Link 1

Link 2

Link 3

Link 4

Link 5

Link 6

Link 7

Link 8

Link 9

Link 10

Link 11

Wpisy o podobnej tematyce:



Komentarze czytelników

  1. Beata | 9 styczeń 2009 o godzinie 19:36

    a niech juz walnie i będzie spokój

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  2. finwe.isilra | 9 styczeń 2009 o godzinie 19:52

    No widzę, że nienajlepszy masz dzisiaj humor…:) Mamy sporo czasu, niestety tak szybko to się nie stanie:)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  3. g_o_n | 12 styczeń 2009 o godzinie 11:13

    pożyjemy – zobaczymy ;) po co się stresować :)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  4. WT | 13 styczeń 2009 o godzinie 00:03

    Bo na ten przykład dupnie z miliard i jeden rok… i wszystkie nasze plany w plecy. Kredytu nie spłacę:)
    Widziałem kiedyś, jak się waży wielką hałdę węgla. Dokonuje się geodezyjnego obmiaru hałdy, wyznacza jej dokładne wymiary, objętość, następnie pobiera próbki z losowo wybranych miejsc na hałdzie, oblicza ich gęstość, wyznacza średnią gęstość, a następnie objętość hałdy razy gęstość i włala – mamy masę hałdy. Szkoda, że z Drogą Mleczną to nie da rady…:(

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz
  5. finwe.isilra | 13 styczeń 2009 o godzinie 06:50

    Ano różnica, jaką zmieniona waga Drogi Mlecznej robi dla naszych skromnych żywotów jest rzeczywiście niewielka, jednak Beata chyba pisząc swój komentarz miała nienajlepszy humorek, coś mi się zdaje:) Czy to będzie miliard i rok, czy też miliard i 11 miesięcy, cóż, pożyjemy, zobaczymy:))

    Z Drogą Mleczną jest olbrzymi problem, choć może się to wydawać dziwne – zaglądamy w głębiny Wszechświata, obserwujemy odległe galaktyki, a o swojej tak naprawdę niewiele dokładnego wiemy. No ale czasem tak to jest – siedzimy w samym środku tego galimatiasu, Galaktyka zawiera taki bezmiar pyłu i nieprzeźroczystej materii, do tego dochodzi fakt, że Galaktyka jest płaskim dyskiem, w którego płaszczyźnie jesteśmy, a to już zupełny klops. Jedyna szansa to pośrednio obserwować różne regiony Galaktyki, mierzyć ich prędkości względem centrum, wtedy mniej więcej coś można powiedzieć o masie całości. Podobnie zresztą jest z ilością gwiazd w Drodze Mlecznej – widziałem szacunki od 100 do nawet 400 miliardów, a to przecież przebitka czterokrotna:)

    Odpowiedz na ten komentarz / Cytuj komentarz

Napisz komentarz