No więc po co?
23 luty 2009
W komentarzach do wpisu “Zderzenie Zderzacza z rzeczywistością” zobowiązałem się nieopatrznie do przedstawienia mojej własnej, subiektywnej odpowiedzi na pytanie, które jest nieodłącznie związane z wszelkimi badaniami naukowymi, w szczególności jednak nabiera wielkiego znaczenia w przypadku badań podstawowych, takich, dla których przykładowo stworzony został Wielki Zderzacz Hadronów – pytanie, które zdaje się stawiać pod znakiem zapytania w ogóle sens takiej działalności. Nieopatrznie z pewnością z tego względu, że znając swój cokolwiek chaotyczny sposób przelewania przemyśleń na papier (w tym przypadku na ekran komputera) z góry obawiać się można niewielkiej przejrzystości tekstu i braku wyraźnie zarysowanej konwencji, ale cóż, skoro się podłożyłem, to trzeba przynajmniej spróbować. Bez dalszego owijania w miałką bawełnę zabierzmy się więc do rzeczy – PO CO tak naprawdę to wszystko?
Zacznijmy może od odpowiedzi najprostszej, mało wyszukanej, naciąganej, ale jednak w jakimś sensie poprawnej – choćby po to, abym mógł się tutaj już sporo ponad rok produkować oraz aby mniej lub bardziej stały krąg czytelników mógł raz na kilka dni tutaj zajrzeć i poczytać o tematach, które wydają się mu (nie wydaje mi się, aby ktoś czytał moje wpisy z przymusu, prawda?) przynajmniej w jakiś tam niejasny sposób interesujące. Oczywiście, bardzo słaba to odpowiedź, bo trudno uważać, by niewyobrażalne pieniądze oraz nieoceniony wysiłek całych rzesz naukowców był marnowany w celu zaspokojenia moich snobistycznych potrzeb, jednak kryje się za tym pewien głębszy mechanizm, który może zastanawiać. Intelektualny ekshibicjonizm to jedno, jednak tkwić musi w tym coś więcej – przecież tematyka jest na tyle niepopularna, że dla zaspokojenia swoich narcystycznych potrzeb mógłbym pisać o przepisach na pieczenie wymyślnych ciastek, to samo dotyczy czytelników – zadając pytanie “PO CO” zadajcie je w pierwszej kolejności sobie – dlaczego tutaj zaglądacie, dlaczego marnujecie czas na czytanie wpisów o wirtualnych, niewyobrażalnych rzeczach, które nigdy nie przyniosą wam żadnych rzeczywistych korzyści?
Z pewnością każda i każdy z nas ma inne motywacje, by interesować się tematyką badań podstawowych, astrofizyki czy kosmologii. Dla jednych to jakaś tam odmiana w stosunku do zalewu śmiertelnie płaskich, nieistotnych informacji, z którymi mamy zazwyczaj przymusowy kontakt, dla drugich to jednak coś więcej. Do czego zmierzam? Do pierwszej, nieudolnej odpowiedzi na pytanie pytań – po co prowadzone są badania podstawowe, po co staramy się zrozumieć mechanizmy rządzące naszą rzeczywistością?
Co, jak mi się przynajmniej zdaje, łączy nas tutaj na tej stronie w pierwszej kolejności? Piszę o kosmologii, astronomii i fizyce wysokich energii, bo, mimo zupełnie odmiennych skal, których te nauki dotyczą, mają jedną, bardzo ważną cechę wspólną – niezauważalnie wkraczają na tereny kiedyś zarezerwowane wyłącznie dla filozofów. Jak wiecie, nie jestem “przyrodnikiem”, moja wiedza matematyczna czy fizyczna jest bardzo nikła, nie wstydzę się tego, bo nie każdy ma, mówiąc lapidarnie, “łeb” do nauk ścisłych, i bardzo dobrze, bo dla równowagi świat potrzebuje również przebrzydłych humanistów. Są dziedziny, w których czuję się o niebo pewniej (jako filolog), jednak nie stworzyłem bloga o językach, ich historii czy klasyfikacji. Choć to temat arcyciekawy, nie przeczę, wybrałem inną dziedzinę. Właśnie z tego względu, że wspomniane wyżej dziedziny nauk ścisłych silnie zazębiają się z filozofią.
Nawiązując do tego związku można dość przewrotnie odpowiedzieć na pytanie “PO CO” w ten sposób – po to, by właśnie się dowiedzieć, “PO CO”. Ale tym razem na najwyższym poziomie zrozumienia – by dowiedzieć się, po co istnieje w ogóle cokolwiek, dlaczego funkcjonuje w taki a nie inny sposób, dlaczego w ogóle to “coś” jest? Ufff, sporo musiałem się napisać, by w końcu wydusić z siebie tę odpowiedź: badania podstawowe i badania Kosmosu służą w pierwszej kolejności temu, by zrozumieć, w jaki sposób funkcjonuje nasz świat.
Można zapytać, do czego nam to się w zasadzie ma przydać. Pytanie retoryczne, choć nie do końca błędne – odpowiedź zależy od tego, czego chcemy od swego istnienia jako istot świadomych i inteligentnych. Jeśli rzeczywiście zależy nam na tym, by zminimalizować wiedzę o otaczającej nas rzeczywistości do rzeczy niezbędnych, koniecznych do kontynuowania własnej egzystencji bez większych zgrzytów, wtedy rzeczywiście wiedza, którą zdobywamy dzięki badaniom podstawowym jest zbyteczna, więcej nawet, jest marnowaniem potencjału ludzkiego i materialnego. Jednak wydaje mi się, że – uważając się w końcu, choć bałwochwalczo, za “cud stworzenia” na naszej planecie – mamy pewien niedomówiony obowiązek, poprzez pojawienie się intelektu i świadomego umysłu zostaliśmy zobligowani niejako do pewnych “wyższych” celów, do – przynajmniej – prób zrozumienia świata, w którym przyszło nam istnieć. Oczywiście nie oznacza to w moim mniemaniu, że wszyscy bez wyjątku powinniśmy zajmować się rozmyślaniem nad prawdziwym sensem Wszechświata – nie każdy jest do tego stworzony, nie każdy to robić musi – powinniśmy jednak przynajmniej zaakceptować, że ma to jakiś tam swój sens.
Powyższe jest najgłębszą motywacją, jaka popycha mnie do pisania tego bloga, myślę też, że przynajmniej po części motywacją, która popycha czytelników do czytania moich wypocin. Zająłem się badaniami podstawowymi oraz kosmologią dlatego, że nauki te drążą coś bardzo istotnego – pomijając szczegóły “techniczne”, które mogą być nieciekawe (i nierzadko takimi są), są to nauki, które próbują nieustannie “ugryźć” Tajemnicę, największą, z jaką mieliśmy i mamy do czynienia. Może to dziwne, i przyznam się przecież szczerze, że nie zajmuję się tym w końcu poprzez cały swój czas, jednak w każdym z nas istnieje choćby jakaś szczątkowa ciekawość, ciekawość związana z kwestią tego, jak i dlaczego rzeczy mają się tak a nie inaczej.
Argument, który pozornie obala takie rozumowanie, mianowicie podejście, szeroko rozumiane, religijne, wcale nie stoi w sprzeczności z próbami zrozumienia świata. Zakładając, że Wszechświat i wszystko w nim zawarte, a więc i my sami, powstał z ręki bliżej nieokreślonej Istoty, wcale nie musimy odmawiać sobie automatycznie prawa, by przynajmniej próbować zrozumieć, w jaki sposób owa Istota ten świat sformowała, według jakich zasad, jakie też mechanizmy mu “przydzieliła”, pozwalając mu istnieć. Bo nikt nie zaprzeczy, że Wszechświat jako taki nie jest bezładnym zbiorem chaotycznych, absurdalnych struktur, w których nie można dopatrzeć się żadnych reguł. Więcej nawet, można powiedzieć – kontynuując linię religijną – że badania podstawowe to wyraz zachwytu pięknem rzeczywistości, jaką stworzyła Istota, nie jest to bałwochwalcze “zjadanie wszystkich rozumów” a próba uchwycenia piękna, jakie nas otacza.
Argumentem dla “niewiernych” będzie znowuż co innego – jak wspomniałem wyżej, świat przejawia pewną subtelną niekiedy strukturę, sprawia wrażenie uporządkowania i ścisłego zachowania lepiej nam lub słabiej znanych reguł. Załóżmy, że nie powstał z ręki jakiejś Istoty – nie zmienia to jednak faktu, że sprawia takie wrażenie. Inną opcją, niechętnie akceptowaną przez kogokolwiek, jest przyjęcie, iż Wszechświat nie ma żadnego sensu i żadnego celu. Innymi słowy, Wszechświat jest sam w sobie absurdalny. Zarówno osoby religijne (z wiadomych względów) jak i niewierzące miałyby z akceptacją takiej wizji z pewnością olbrzymi problem – świat, który nie ma żadnego sensu? Obojętnie więc, kim jesteśmy, czy wierzymy w Boga czy też nie, przyjmujemy, iż Wszechświat działa według pewnych ściśle określonych zasad – czy nie jest czymś wspaniałym próbować je poznać?
Możecie powiedzieć, że wszystko pięknie, ciekawość świata, pragnienie poznania jego tajemnic, to wszystko może i ekscytujące, ale czy to uzasadnienie dla marnotrawienia czasu przez najtęższe umysły, i, co ważniejsze, ogromnych funduszy koniecznych na takie badania? Ogromne maszyny, takie jak LHC, gigantyczne teleskopy, misje kosmiczne – są bardzo kosztowne. Argument taki, że jest to lepszy sposób na wydawanie pieniędzy niż na przykład nieustanne zbrojenia, jest dość słaby – zawsze znajdzie się coś, na co jeszcze bardziej warto wydawać pieniądze (choćby przysłowiowe głodujące dzieci w Afryce). Jednak prawda niestety jest taka, że badania podstawowe ze swej natury są kosztowne – im bardziej podstawowe mechanizmy i prawa próbujemy poznać, tym więcej kosztuje aparatura, która pozwala nam uchylić rąbka tajemnicy. Czy więc warto wydawać krocie na poznawanie tajemnic Wszechświata?
Weźmy jako przykład ów nieszczęsny Wielki Zderzacz Hadronów. Kilkadziesiąt lat przygotowań, wiele lat prac budowlanych, tysiące naukowców zaangażowanych w projekt, na koniec, oczywiście, wiele miliardów Euro utopionych pozornie pod ziemią w Szwajcarii. Po co to wszystko? Tutaj istnieje dla mnie kilka ważnych aspektów:
- LHC w trakcie projektowania oraz budowy stał się nieocenionym źródłem nowych technologii, a przynajmniej dużych usprawnień w technologiach już istniejących. Nie podam teraz niestety przykładów, gwarantuję jednak, że już sam proces projektowania maszyny przyniósł ludzkości nieocenione dary – wiele urządzeń, które teraz jeszcze zdają się być “ultranowoczesne” i przysłowiowo “kosmiczne” w końcu w taki czy inny sposób przeniknie niepostrzeżenie do naszego życia, bez naszej często świadomości, usprawniając nasze codzienne istnienie. LHC nie będzie tutaj pierwszym takim zjawiskiem – ileż korzyści, zupełnie praktycznych, przyniosły nam misje załogowe NASA chociażby? Nie zapominajmy o tym, że tak to zwykle właśnie działa, nie tylko w przypadku badań podstawowych – czy to wynalazki militarne, czy też każde inne, które z początku są ściśle strzeżonymi tajemnicami, w końcu stają się czymś ogólnie dostępnym, poprawiając byt każdego z nas (GPS?).
- Pomijając praktyczne korzyści, które wynosimy z budowy LHC już teraz – nie jesteśmy w stanie przewidzieć, w jaki sposób odkrycia (możliwe), dokonane przez LHC po jego uruchomieniu zmienią nasze życie w dalekiej przyszłości. Wiele mówi się o tym, że LHC jeśli już, to da nam czarne dziury, zżerające ze smakiem naszą przytulną planetę, jednak jest tak choćby dlatego, że szerszej społeczności tak naprawdę brakuje zrozumienia celów i zadań maszyny. To wina naukowców, bezsprzecznie, którzy zbyt mało wysiłków wkładają w uprzytomnienie społeczeństwu, co takiego chcą osiągnąc wydatkując grube miliardy z kieszeni podatników. Jednak obawa przed czarnymi dziurami bierze się też niewątpliwie z tego właśnie, że społeczeństwa nie są świadome o co tutaj naprawdę chodzi, mają wrażenie tajemniczości i zagrożenia. Jednak załóżmy teraz, że LHC odkryje rzeczywiście ważne mechanizmy, których szukamy (przykładowo cząstka Higgsa). To tylko gdybanie, oczywiście, ale czy nie można sobie wyobrazić, że odkrycie hipotetycznej cząstki, dzięki której istnieje w ogóle coś takiego jak “masa”, będzie miało olbrzymi wpływ na rozwój ludzkości? To fantazja, ale kto zagwarantuje, że za kilkaset lat nie będziemy w stanie kontrolować tak fundamentalnej cechy materii, manipulować “masą”, pozbawiając jej obiekty? Trudno sobie wyobrazić, co oznaczałoby to dla ludzkości. I nikt nie powie mi w tej chwili, że to bzdury – czy na początku minionego wieku ktokolwiek wyobrażał sobie skutki, jakie przyniesie nam zaakceptowanie mechaniki kwantowej?
Nie przypadkiem wspomniałem tutaj o mechanice kwantowej. Choć przyznam szczerze, że mam olbrzymie problemy z jej zrozumieniem, bo to bardzo nieintuicyjna dziedzina nauki, nikt nie zaprzeczy, że póki co to bardzo dobry “regulamin”, opisujący doskonale świat w skali mikroskopowej. Istnieje wiele przykładów dla praktycznych zastosowań mechaniki kwantowej, o których, z pewnością, nie śniło się ich twórcom, korzystających z cech kwantowych materii (choćby spin cząstek, który odgrywa wielką rolę w wielu urządzeniach, chociażby medycznych). Mogłoby się wydawać, że ta dziedzina fizyki to prawdziwy raj dla maniaków-fizyków, zamykających się w swoim świecie skomplikowanych wzorów i obliczeń. I choć po części na pewno też tak jest – niezależnie od tego owe szalone przemyślenia w końcu przetapiane są w praktyczne zastosowania, dzięki którym nasz świat niezauważalnie niemal, przed naszym oczyma, się zmienia.
Jak wspomniałem na początku tego wpisu – znam swój brak uporządkowania w tekstach, chaotyczny sposób formułowania myśli i czasem silny “dryf”, w jaki nieświadomie popadam. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej częściowo da się coś zrozumieć z tego przydługiego (więcej nie będę!) wywodu. Ciekaw jestem waszych opinii na ten temat, zapraszam do dyskusji w komentarzach!
***
PS Tak się właśnie złożyło, że dopiero po napisaniu tego wpisu dotałem do ciekawego naprawdę tekstu na temat korzyści wynikających z prowadzenia badań w zakresie fizyki wysokich energii (w języku angielskim). Naprawdę ciekawa lektura, polecam!







Faktycznie, odrobinę chaosu w tym wpisie jest, ale niedużo. A co do oceny meritum, dobrze że nikt nie pytał po co badamy atomy i nie narzekał że tyle to kosztowało, bo nie mielibyśmy prądu… A poważnie, historia pokazuje, że po wielkich odkryciach zawsze po pewnym czasie pojawiają się równie wielkie korzyści
Ale odkryć trzeba najpierw dokonać, a czym większe, tym trudniej (i drożej).
/ Cytuj komentarzWitam serdecznie!:)
Taki już mam swój styl pisania “na gorąco” (stronię, co jest błędem, wiem, o korekty), cóż:) Smutne jednak jest to, że cała ta plątanina myśli powyżej tak naprawdę da się ująć w Twoich dwóch zdaniach bez utraty jakości:P
Pozdrawiam!
/ Cytuj komentarzJestem pod wrażeniem,po przeczytaniu tego wpisu.Pod jego logiką podpisuję się .Naprawdę gratuluję takiego podejścia do niepoznanego.
/ Cytuj komentarzMiło mi dzielić z Tobą poglądy, jednak gratulować, hm… Wydaje mi się (bo jestem egoistą, tyle) takie podejście naturalne, ale niestety nie wszystko może wyglądać identycznie u każdego:)
/ Cytuj komentarzWszystkie nauki podstawowe na pewno, a może w ogóle wszystkie,wywodzą się z filozofii. Gdzieś czytałem takie stwierdzenie, że ten proces doszedł już do takiego momentu, że samej filozofii nie pozostało już nic, poza rozważaniami językowymi. A tu proszę, śmiały ruch w drugą stronę – nie będę zajmować się językami (wiem, że to przeinaczenie, to celowo:), zajmę się filozofią, czyli poznwawaniem świata. Zaiste powrót do korzeni.
A za tekst
należy Ci się Nobel z filozofii i należy tę nagrodę niezwłocznie ustanowić!
/ Cytuj komentarzAno tak, filozofowanie to chyba była pierwsza “naukowa” czynność, za jaką ludzie w pewnym momencie się zabrali. I chwała im za to, bo przez to zapragnęli wiedzieć WIĘCEJ:)
Powrót do korzeni… wiesz, nigdy nie kryłem, że moje zainteresowania nie są “szablonowe”, w tym sensie, że nie interesuje mnie zaglądanie w niebo w zimowe wieczory marznąć przez teleskop (choć to zajęcie nobliwe i bardzo satysfkacjonujące) czy obliczenia matematyczne z wypiekami na twarzy – interesuje mnie to coś, co wyłania się z tych wszystkich dociekań naukowców, całokształt istnienia, który jest tak niezwykle ciekawy:)
Dziękuję za Nobla, jednak musisz przyznać, że w tym cytowanym zdaniu jest ziarno prawdy – nawet najtwardsi z najtwardszych naukowców, którzy tylko prychają słysząc o Bogu i tym podobnych, nie mogą zaprzeczyć, że Wszechświat wykazuje zadziwiające uporządkowanie, jakby ślad niewidzialnej ręki, która to wszystko poukładała;)
/ Cytuj komentarzPrzyznaję to bez oporów i stąd ten Nobel:)
/ Cytuj komentarzA ja bym się spierał co do tego że filozofia była 1 – wg mnie matematyka bo trzeba jakoś ten łup podzieli (obliczy) pomiędzy współplemieńców
/ Cytuj komentarzSlawkas, powiedzialbym inaczej. Dawniej filozofia bylo wszystko, co dotyczylo niezaleznej mysli, dociekan nie koniecznie podporzadkowanych celom utylitarnym. Filozofia byla matematyka, fizyka, astronomia, logika, etyka, itd. Samo slowo oznacza tyle, co “miluje madrosc”.
/ Cytuj komentarzPozniej, szczegolnie w wiekach srednich “filozofia” stala sie narzedziem w rekach owczesnych wladcow, w szczegolnosci kosciola. Kto myslal inaczej i troche niezaleznie, biada mu (Giordano Bruno, Galileusz). Jesli wiara w istnienie Nadistoty
ma rzeczywiscie podloze filozoficzne, to na przyklad dokonania Sw. Inkwizycji musialy byc
wyrazem “filozofii” dosc szczegolnej. Miliony istnien ludzkich poszlo z dymem. Potem pewien malarz powtorzyl to dokonanie (nie tak znow dawno).
Slawkas, jest sporo racji w tym, co nowisz. Dzis rola filozofii jest dosc szczegolna (jesli mozna o jakiejs roli tu mowic). Mowa szczegolnie o ontologii i epistemologii. Dokonania nauk podstawowych narzucaja “filozofii” to, czym i jak ma sie zajmowac. Filozofia stala sie w gruncie rzeczy bogatym i wykwintnym gadaniem, wprost akademicka maniera. Nie pisze tego, by deprecjonowac filozofie. Wprost przeciwnie. Filozofia powinna wskazywac droge! Posune sie nawet dalej (sciagajac na siebie gromy). Dzisiejsza fizyka jest w sytuacji dosc klopotliwej, wbrew atmosferze ostatnich odkryc. Czeka nas niezla rewolucja, nawet w najblizszym czasie. Nazwalem to “Katastrofa Horyzontalna”. Dlaczego (w klopotach)? Przydaloby sie troche pofilozofowac, modelowac swiat na bazie okreslonej wykladni filozoficznej.Redukcjonizm dzisiejszej nauki jest przezytkiem wobec nagromadzonej wiedzy. A w fizyce nalezaloby skonczyc z mnozeniem bytow ponad potrzebe. Czy to poglad zbyt skrajny?
Nawiążę może do tego, co napisałeś o współczesnej fizyce – o jej “kłopotliwej sytuacji”. Nie wiem dlaczego miałbyś na siebie za to ściągać gromy, bo masz absolutną rację i trzeba naprawdę usilnie nie zauważać, że niedobrze się dzieje w świecie fizyków. Mnożenie bytów ponad potrzebę to standardowa operacja od kilkudziesięciu lat (teoria strun? membrany? a co to?), świadczy to tylko o bezradności naukowców wobec rzeczywistości. Chyba masz rację w tym, że konieczne byłoby podejście do tematu w kontekście filozoficznym, tego jednak naukowcy się boją, bo metafizykę omijają z daleka, bojąc się posądzeń o coś jak wiarę…
/ Cytuj komentarzMoje pytania “po, co?” brzmią jak “dlaczego?”. Pozornie to to samo. Jestem przekonana, że nigdy nie dowiem się po, co?, dlaczego? istniejemy. Po, co? Dlaczego, dociera do nas śmierć supernowych? Bagatelizujemy Słońce, a zaglądamy do Końca Wszechświata, który podobno ciągnie się bez końca, Jeśli on bez końca, to czemu nam wyznaczono/sami wybraliśmy – kres?
Wszechświat jest uporządkowany niewidzialną ręką…Istotą? Natura sama porządkuje się w sposób przepiękny, symetryczny, nieobliczalny a jednak przewidywalny (przez nas, bo natura siebie przewidywać nie musi, żadna ręka nie stworzyła płatków śniegu, nie przyciągnęła pyłków żelaza na magnes tworząc idealny wzór.
dlaczego, jakoś mi tu nie pasuje…
/ Cytuj komentarzTo prawda, każde doświadczenie przynosi rozwiązania, które można wykorzystać Tu, Teraz, Potem…
Moje, po, co, dlaczego, jest raczej żalem, że to nie ja poznam odpowiedź na to pytanie. Gdyby ktoś zaproponował mi lot do końca Wszechświata, bilet w jedną stronę, poleciałabym…
Nie zobaczę, nie uwierzę?
Czego chcemy od swojego istnienia?
Mamy się rozmnażać, to pewne, prokreacja jest nieśmiertelnością, tylko po, co? wróciło pytanie
Oj droga Beato, to ja się tutaj napracowałem, żeby jako takiej odpowiedzi na Twoje pytanie udzielić, a tu się okazuje, że na marne cała robota bo postawiłaś je w innym znaczeniu;) To też temat na wpis, jak sądzę, jednak obawiałbym się go publikować (jeśli w ogóle bym go wymędził), bo oznaczałoby to zbyt chyba silne dryfowanie bloga w stronę prezentacji prywatnych przemyśleń, a tego bym nie chciał, trochę obiektywizmu trzeba zachować. No tak, mam w sumie drugi blog (który już dawno zmarł i cuchnie), zastanowię się, może tam podyskutujemy:)
Widzę jednak, że męczy Cię ból istnienia, prawda?:) Jak każdego chyba czasem… Nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie: dlaczego i po co istniejemy. Niekiedy nawet się nad tym zastanawiam, jednak mam z tym duży problem, bo brakuje mi ciągle konkluzji… Trudne pytanie, nie znam odpowiedzi.
Uporządkowanie Wszechświata o którym piszesz uznajesz za coś naturalnego. Zgadza się, nie sposób Ci tutaj coś zarzucić, a jednak to, że “natura sama się porządkuje” też nie kłóci się z istnieniem Istoty, która określiła, powiedzmy, na początku pewne warunki inicjalne, zasady, wedle których następnie Natura mogła się sama kształtować do woli. To nie jest ze sobą sprzeczne – załóżmy, że Istota taka po prostu wrzuciła odpowiednie przyprawy do zupy, następnie zajęła się czymś innym, prawda? Pewnie zauważyłaś, że taka wizja jest mi dość bliska – trudno mi o sobie mówić jako o osobie głęboko wierzącej czy nawet praktykującej, wolę też swoje podejście rozpatrywać jako niezwiązane z żadną określoną religią, czuję się jednak lepiej ze świadomością, że Coś maczało palce w stworzeniu:)
/ Cytuj komentarzWięc ostro się zastanawiam czy pisać swój wpis w odpowiedzi na posta Beaty i Fi – hmm ja jestem osobą wierzącą i praktykującą. Nie męczy mnie ból istnienia – bo jak się nad tym głębiej zastanowimy – czy naprawdę jesteśmy zdolni na to odpowiedzieć ?? Niektóre rzeczy są poza granicami naszej zdolności pojmowania – może kiedyś przyszłe pokolenia odkryją te prawdy dla nas obecnie nieosiągalne. W tym momencie właśnie wchodzi religia (niezależna jaka) i uzupełnia pustkę – bo niektóre rzeczy niezależnie od stopnia zaawansowania są i będą dla nas niewiadomymi. Nie które sprawy, pytania można odpowiedzieć tylko wierząc. Cytując (niestety nie pamiętam już jakiego naukowca:( ) ” Jeżeli nic nie ma po śmierci, to jeżeli wierzę i tak nic nie tracę, jeżeli jest – zyskuję podwójnie.”
Może to wystarczy bo zacznę się wgłębiać w filozofię i religioznawstwo. Badania naukowe są potrzebne niezależnie od kosztów (prawie)zawsz przynoszą wymierne korzyści dla cywilizacji.
/ Cytuj komentarzMam nadzieję że nie odebrałeś mojego komentarza (czy też samego wpisu powyżej) jako atak na religię, bo oba nim nie są i nie miały być:) Toleruję religie, tak samo jak i osoby wierzące (chyba że starają się mi siłą narzucić swój punkt widzenia) i nie widzę w zasadzie podstaw do tego, byśmy nie mogli pokojowo koegzystować:) Zgadzam się z Tobą, że religia (czy w ogóle wiara siły wyższe) może odgrywać bardzo ważną rolę w życiu każdego z nas, tak jak piszesz w przypadku niektórych zagadnień jesteśmy i pewnie zostaniemy bezradni, wówczas istnieją w sumie dwie możliwości – zaakceptować naszą porażkę i przyjąć coś “na wiarę” lub drążyć dalej, przy czym nie wierzę w sukces prac nad “wyjaśnieniem wszystkiego”, że tak to nazwę. Twój cytat nie jest mi znany, jednak przypomniało mi się coś innego – rozumowanie Pascala swego czasu, który podszedł do tego tak: istnieją dwie możliwości, wierzyć lub nie wierzyć w Boga. Przy założeniu, że istnieją równocześnie dwie opcje – Bóg istnieje lub nie istnieje, Pascal w logiczny sposób spróbował uzasadnić wiarę w Boga: w przypadku, gdy ten istnieje, osoba wierząca otrzymuje nieskończony zysk w stosunku do skończonego czasu (straty), jaki “zainwestowała” w wiarę. W przypadku, gdy jednak nie istnieje, strata dalej jest skończona. Jednak dla osoby niewierzącej wygląda to inaczej – w przypadku, gdy Bóg istnieje strata jest nieskończona, gdy nie istnieje – zysk tylko ograniczony. Trochę mętnie ale koniec końców chodzi o to (Pascalowi), że i tak bardziej opłaca się wierzyć niż nie wierzyć:)
/ Cytuj komentarzHm…Finwe, jestem pewna, że nikt się tu nie obrazi, nie odbierze Twoich wypowiedzi jako atak, to niemożliwe.
Myślę, że moje przemyślenia wynikają z tego, że mnie już bliżej niż dalej, a to nie zawsze jest kwestia wieku, chociaż w moim przypadku tak:)
Modlę się codziennie, ale wierzę, że “COŚ” stworzyli ludzie. Moja wiara w Boga, w stworzenie świata, wszechświata, nie daje odpowiedzi, po, co? dlaczego? To tylko odpowiedź na pytanie – kto zrobił zupę? a ja chcę wiedzieć KTO JĄ BĘDZIE JADŁ? i dlaczego zupę właśnie a nie naleśniki…:)
smacznego
Lem powiedział – “Przed moim narodzeniem było nic, to po śmierci tez będzie nic. Nie można się bać tego NIC.”
No, to się nie boję już, ale nadal nie wiem czy rozumiem…
A teraz wróćmy z padołu ziemskiego
do nieba…coś więcej o zieloności, która przeleci dzisiaj w nocy nad nami? Napiszesz eF?
/ Cytuj komentarzDoskonale rozumiem to o czym piszesz, ale swoją drogą trochę mnie to dziwi, bo z jednej strony powiadasz, że wierzysz w Boga, z drugiej, że Bóg powstał w naszych głowach (chyba dobrze zrozumiałem?). Coś trzeba wybrać, na coś się zdecydować. Trudno mi powiedzieć, jak wygląda sposób myślenia osoby naprawdę żarliwie wierzącej, jednak wydaje mi się, że taka osoba nie ma problemów z identyfikacją celu, w jakim istnieje – przecież każdy ma obiecane życie wieczne, to chyba coś, po co warto żyć?:)
Dla osoby, która wątpi, która się mota (jak ja?) to problem, wielki, na który brak remedium. Jak pisałem wyżej – czasem mnie to zastanawia, potem jednak przez długi czas staram się nie drążyć tematu, bo zwykle prowadzi to na manowce i psuje nastrój:)
Co do “zieloności” – słyszałem o tym, ale, bez popadania w przesadę, wydało mi się to zbyt “normalne”:) Dlatego w ogóle o tym nie wspominałem, dziwne, wiem. No chyba że się okaże, że ma to jakiś związek z dodatkowymi wymiarami czy dziwnymi cząstkami, wtedy się skuszę. Inna sprawa, że staram się omijać (choć nie zawsze się to udaje) temat dość “nośne” medialnie, o których można poczytać w wielu miejscach – z tego choćby względu, że nudzi mnie duplikowanie wiadomości, o których przeczytać można choćby na Onecie:)
/ Cytuj komentarzJedno nie wyklucza drugiego. Wiara (a cóz to znaczy żarliwa?)w Stwórcę nie usunie wątpliwości, może tylko lefebryści sa pewni i zdecydowani, ale wygląda na to że bliższy jest im Syn nie Ojciec
.
, LHC, a ja się zastanawiam, po co TO wszystko TAM jest. Może na innym blogu zrobiłabym to samo, ale jestem tutaj. Teraz. Madan napisał, że mamy instynkt zachowawczy, chcemy przetrwać, ale przecież nie dlatego, że ktoś obiecał nam życie wieczne, cokolwiek ono oznacza. Chcemy przetrwać, bo jest nam dobrze tu i teraz. Ludzi jest tak wiele i każdy ma dla siebie inny czas, każdy zostawia inny ślad i nie ma w tym żadnej logiki – dlatego jest wiara.
nic nie jest tylko białe i tylko czarne, Czarne Dziury pewnie nie sa czarne i głębokie:)
Na Ziemi są ludzie, którzy wierzą w Słońce, albo Wiatr (możesz oczywiście powiedzieć, że to to samo, co nasz Stwórca), ale sa tez ludzie, którym ta wiedza jest zbędna…
Życie wieczne to jest właśnie prokreacja, nasze odradzanie się w genach, takie jest moje zdanie
Wiara w Stwórcę Wszystkiego daje wierzącym pewność, że wszystko jest dziełem Jego, nawet ci, którzy w niego nie wierzą, nawet ci, którzy żyją w innych galaktykach? a dlaczego?
Nie myśl – uwierz. Nie umiem
Czytam “Ciebie” i szukam odpowiedzi. Piszesz o czarnych dziurach, błyskach
Dlatego napisałam, że to natura wszystko sama tworzy, dodam jeszcze, że wszystko tworzy – przypadek, zbieg okoliczności.
/ Cytuj komentarza między tym jest wiara dla każdego w innym natężeniu, mocy, w innej prawdzie a nawet nieszczerości. agnostyk przecież też jest wierzący
“Żarliwa” wiara to dla mnie taka, która nie kwestionuje żadnych aspektów tego, w co się wierzy, w pełni świadome przekonanie o niezaprzeczalnej prawdziwości tego właśnie. Inaczej pojawiają się wątpliwości, które trawią duszę i wtedy wiara kuleje.
Inaczej teraz jeszcze sformułowałaś pytanie – po co to wszystko tam jest? Kwestia celowości rzeczy, które istnieją, ufff, ciężka sprawa… Nawet spora część naukowców zakłada, że istnieje jakiś nadrzędny cel, do którego Wszechświat zdaje się zmierzać, uzasadnienie dla istnienia każdego obiektu, najmniejszego pyłku. No bo też alternatywą jest Wszechświat absurdalny, bez sensu i celowości, a taka perspektywa nawet dla zatwardziałych jajogłowych jest mimo wszystko nieprzyjemna.
Niestety zaczynam widzieć,że w żadnym wypadku Ci nie pomogę tutaj w uzyskaniu odpowiedzi na Twoje pytania:) Na część chyba po prostu odpowiedzi nie ma i nigdy nie będzie, część jest możliwa tylko do odpowiedzenia sobie na nie tylko przed sobą…
/ Cytuj komentarzI masz rację Finwe, oprócz jednego…każdy Wierzy inaczej, co nie oznacza gorzej, źle, mniej żarliwie. To ludzie tworzą zasady wiary, tak jak i np zasady postępowania. I to jest słuszne, we wszystkim, oprócz oceny (moim skromnym zdaniem) głębi, żarliwości, mocy, prawdziwości wiary innych ludzi. Nie powinniśmy tego oceniać.
Notka “więc po, co?” (pytanie retoryczne
) myslę, że była napisana po to by zadawać pytania, nie odpowiadać 
Pytania są najważniejsze. 42 jest niczym, jest frustracją, to pytanie było ważną tajemnicą
Będzie dobrze Finwe, będzie dobrze
/ Cytuj komentarzNo i cieszę się z Twojego końcowego podsumowania – że będzie dobrze (też tak sądzę, poczekajmy, a będzie lepiej;)) Myślę, że wspomniane przez Ciebie “42″ to chyba najlepsza mimo wszystko odpowiedź na pytanie “dlaczego i po co” w kontekście naszego istnienia – jedyna odpowiedź, jaka istnieje, a co do jej znaczenia i sensu, no cóż…:)
/ Cytuj komentarzZawsze wolałam: dwa razy dwa? cztery za dokładnie! niech pan jeszcze raz spyta. dwa razy dwa? szterły
ale jak tak to przeanalizować
to i wym tekście jest i cyfra 4 i cyfra 2… noooo, coś musi w tym być!
/ Cytuj komentarzFinwe, wracam do pytan, ktore zadales na poczatku tego wpisu. (Kazdy Twoj wpis dziala na mnie inspirujaco) Co sprawia, ze ludzie uprawiaja nauke, odkrywaja rzeczy, ktorych istnienia wczesniej nie podejrzewali
/ Cytuj komentarz(i oczywiscie pierwej nie mysleli o zastosowaniu ich?
Jakbym nie czytal postow poprzednich, wypale z innej rury. Chodzi takze o instynkt samozachowawczy. Na pewnym etapie ludzkosc uswiadomila sobie, jak niewiele potrzeba, by nasz byt stal sie niebytem. Wystrczylaby nieznaczna zmiana temperatury, jakis asteroid, czy zwiekszone nieco (w skali slonecznej) natezenie promieniowania; jakas supernowa w poblizu, jakas wojenka…i byloby po wszystkim.
Motorem postepu jest tez lek: przed bankructwem, bezrobociem, glodem, samotnoscia, a takze uswiadamiany coraz lepiej lek przed niewiadomym. Swiadomi niebezpieczenstw, w tym tych, na ktore nie mozemy miec wplywu, przygotowujemy sie do stawienia im czola. By przetrwac.
A jednak, rownoczesnie my sami robimy wszystko,by te gotowosc oddalic, by byc mniej przygotowanymi. Rosnie bowiem przepasc miedzy “wtajemniczonymi”, a “maluczkimi”. Oswiata nie podaza w slad za osiagnieciami nauki. Wprost przeciwnie. Wtoruje temu oczywiscie miernota intelektualna mediow. Na calym swiecie zreszta.
To, że oświata (czy media również) nie nadąża za postępem jest akurat chyba dość oczywiste – skończyły się już dawno czasy, gdy matematyka na ten przykład definiowania była przez twierdzenia Pitagorasa, proste w swojej strukturze i łatwe do zrozumienia. Z każdą chwilą powiększa się “magazyn” wiedzy, którą jako cywilizacja posiadamy, staje się to też nauka coraz bardziej zaawansowana i skomplikowana, której nie sposób przekazać nawet odrobinkę masom. Przecież jak to wygląda wśród samych naukowców nawet – nie istnieją już “matematycy”, ale matematycy, którzy specjalizują się w teoriach grup czy ontologii, natomiast o innych dziedzinach mają dość blade pojęcie. Skończyły się czasy “umysłów” przez duże U, które były erudytami w wielu dziedzinach wiedzy – nie ma chyba mózgu, który objąłby choć część naszej całkowitej wiedzy. Do tego dochodzi ten problem, że naukowcy, im bardziej wyspecjalizowaną dziedziną się zajmują, tym bardziej izolują się od świata wokół nich. Hermetyczny język sprawia pewną satysfakcję, jak się zdaje, trochę jakby to snobizm naukowy. Przykre jednak jest, że tracą tym samym chęć dzielenia się swoimi pracami ze społecznością. Inna sprawa, że dużo badań (choćby w matematyce) jest od dawna tak abstrakcyjnych i odległych od praktyki, że i tak nie ma sensu nikomu o tym opowiadać…
/ Cytuj komentarzMotywacje, o których piszesz, trochę mnie zaskoczyły. Instynkt samozachowawczy? No może, choć mnie to jakoś nie przekonuje. Dla mnie nadrzędna jest jednak po prostu ciekawość rzeczywistości. Potem wiara, że w jakiś sposób dane odkrycie przyniesie korzyści najpierw odkrywcy (patent!!?) potem reszcie. Bez zbytnich rozmyślań nad tym, jakie (również negatywne) mogłoby to mieć konsekwencje dla ludzkości.
Spodziewalem sie dokladnie takiej reakcji.
/ Cytuj komentarzPo pierwsze, to, co napisalem na temat motywacji w nauce, stanowi jedynie uzupelnienie
niewatpliwie slusznych i waznych refleksji. Znasz mnie juz i wiesz, ze czesto zaskakuje, choc nie jest to wcale moim celem. Byc moze wskutek mego niedouczenia, niektore konwencje
nie sa mi znane. To nie kokieteria. To prawda.
Po drugie, obstawalbym jednak przy twierdzeniu, ze zrodlem wzrastajacej przepasci
miedzy “madrymi”, a reszta jest przede wszystkim oswiata, majaca sluzyc tym, ktorzy nami rzadza. Spoleczenstwo powinno byc glupie, powinno byc oglupiane przez media i niedouczane w szkolach. Wcale nie przesadzam. Wystarczy porownac programy nauczania sprzed np. 30-tu lat z dzisiejszymi. Ja pamietam te czasy. Moze stad moj „rokokowy” sposob wyrazania sie.
Wprost degrengolada (na calym swiecie zreszta). Szczegolnie w naukach scislych. Ale nie tylko. Jak to jest z czytelnictwem sam dobrze wiesz. A ortografia? Mozg staje.
Oto prawdziwa przyczyna przepasci.
Ładnie to ująłeś – “rokokowy” styl, rzeczywiście Twój styl jest dość niezwykły (w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu), co nie znaczy, że mi się nie podoba, wręcz przeciwnie, sam chciałbym umieć formułować wypowiedzi w ten sposób:) Pozazdrościć elokwencji, i piszę to bez jakiejś złośliwości:)
Piszesz, że już zdążyłem Ciebie trochę poznać na podstawie komentarzy – to samo mogę powiedzieć, tylko bardziej, o sobie – w końcu ileś tam pewnie wpisów i komentarzy moich też przeczytałeś, musisz mnie znać o tyle lepiej, więc znasz moje podejście do wielu spraw:)
Może i masz rację co do oświaty, jednak czy to ma takie znaczenie… Dlaczego w zasadzie społeczeństwo powinno być głupie? Może to nawet nie tak celowe w sensie, w jakim Ty to piszesz, może jest tak dlatego, że “kierujący” społeczeństwami są głupi i nie chcieliby zbytnio, by ktoś wiedział więcej niż oni? Uczymy się o rzeczach, które podobno będą potrzebne w życiu, wszystko inne wydaje się marnowaniem czasu. Takie czasy chyba. Degrengolada postępuj, to prawda, jednak istnieje na to pewien lek – nie zwracać uwagi na to, co dzieje się z masą, a samemu (często nieudolnie i z oporami) starać się podtrzymać u siebie przynajmniej jakiś tam poziom:)
/ Cytuj komentarzW pelni sie z Toba zgadzam. Pisac jednak o tym trzeba. Niech mlodzi uzyskaja choc odrobine swiadomosci, ze moze byc inaczej (wcale nie gorzej). Moze dzieki temu w przyszlosci zbuntuja sie? Pasywnosc zalozonej z gory bezsilnosci – o to wlasnie chodzi…komu?
/ Cytuj komentarzPS. Dziekuje za mile slowa.
W porządku, pisać o tym trzeba, ale czy wydaje Ci się, że “młodzi” ludzie odczuwają w ogóle brak czegokolwiek w tym względzie?:) To trochę jak uszczęśliwianie w sumie na siłę – kto się interesuje pewnymi rzeczami, robi to z własnej woli, nikogo nie zmusimy do fascynacji nauką;)) Ja mam wrażenie, że trudno o szczęśliwszą młodzież niż obecnie – beztroską, prostolinijną i nie zawracającą sobie głowy jakimiś duperelami, które i tak nic nie zmieniają w życiu, no nie?:)
/ Cytuj komentarzNo i nie dziękuj, bo nie ma za co, prawdę napisałem!:)
A mnie caly czas przesladuje koszmarna wizja
/ Cytuj komentarzjakiejs katastrofy, po ktorej nie bedzie elektrycznosci, a towarzystwo nawet nie wie co to jest mlotek. O wyrabianiu swiec i wznieceniu ognia nie ma mowy, a mydlo, to sprawa tysiecy lat rozwoju. O pismie i przekazywaniu dobr intelektualnych lepiej nie mowic. Nawet farby nie bedzie do rysowania na scianach jaskin. Jak kruche sa podstawy naszego bytu. Jak ulotna i przelotna moze byc ta radosc zycia. Ale na razie jestem optymista. Dlatego wlasnie o tym pisze.
Ano prawda to, nie zastanawiałem się nad tym, ale wystarczy krótka refleksja, by dojść do takich samych wniosków, jakie przedstawiasz. Zresztą piszesz tylko nie niektórych “problemach”, jakie by się pojawiły, byłoby w końcu jeszcze o wiele gorzej. “Jakie kruche są podstawy naszego bytu” – doskonała myśl:)
Przypominam sobie niedawno, jak z przerażeniem skonstatowałem, że zepsuła nam się kuchenka mikrofalowa. Oddałem do serwisu, przy czym mili serwisanci poinformowali, że potrwa to z kilka tygodni (trwało chyba z miesiąc). Przeżyliśmy z żoną, oczywiście, jednak zabawnie teraz o tym myśleć – o chwilach, kiedy zorientowałem się, jakim gigantycznym problemem będzie brak mikrofali:))))
/ Cytuj komentarzTaki tekst bez obrazków…ale zgadzam się z kolegą Autorem w całej długości, szerokości i rozciągłości. Zajmowanie się tylko tym, co jest przydatne, z całą pewnością nie przyniosłoby nam masy FAKTYCZNIE przydatnych rzeczy. Co by było, gdyby Newton nie lenił się pod jabłonką, tylko np. orał w polu? Albo choćby oliwił zawiasy? Prawda?
Po co czy dlaczego – to wszystko ważne pytania, ale chyba mój mały, terrorystyczny umysł nie obejmie tego wszystkiego. Niemniej będę tu ciągle zaglądał, czytał i pisał – bo lubię Autora i Was wszystkich, lubię te Wasze rozważania. Fajnie tu:) Więc pierwsza teoria, ze LHC jest po to, aby finwe miał o czym pisać, podoba mi się i uważam ją za jedną z wygodniejszych:)
/ Cytuj komentarzHa, to trzeba jednak być bezczelnym arogantem, żeby takie coś założyć, prawda?:)) LHC chyba jednak nie po to powstał, no ale jeśli w to wierzysz…:P
Miło mi, że się zgadzamy, stary druhu, nie zawsze nam się to udaje:) Dokładnie jak powiadasz – gdyby życie miało opierać się tylko na przydatnych rzeczach, to jaką miałoby wartość? A tak, można się truć (używki), to dobry przykład:)
/ Cytuj komentarzBo my się nie zgadzamy w drobiazgach, a w sprawach kluczowych stoimy ramię w ramię, Amigo:)
/ Cytuj komentarzSceptycy i przeciwnicy LHC powinni zastanowić się, czy taktownie z ich strony jest poddawać w wątpliwość sens poszukiwania najmniejszych składników materii za pośrednictwem Internetu. Gdyby nie poszukiwania atomów jedyne miejsce gdzie mogliby podzielić się swoimi poglądami byłoby przy ognisku (przy założeniu, że posługiwanie się ogniem nie okazałoby się dla nich zbyt kosztowne).
/ Cytuj komentarzJeśli są tacy, których odrzuca świat zredukowany do cząstek lub pól i ich oddziaływań, mogą dorobić do tego kwiecistą ideologię, ale nie da się zmienić warunków i sposobów w jakich funkcjonuje świat, który teraz odkrywamy.
Witam,
cóż, mogę tylko jedno powiedzieć – zgadza się;) Choć dla przerażonych zagładą nadciągającą wraz z eksperymentami w LHC chyba nie da się przekonać tym, że dzięki CERN mamy internet, tutaj bym mocno wątpił. W końcu mogli przecież doprowadzić do powstania Internetu no i… zaprzestać działalności;)
/ Cytuj komentarz